czwartek, 1 listopada 2007

Błogosławieni, którzy się smucą...

Tak to już jest, że są ludzie, którzy czego by się nie dotknęli, od razu im wychodzi, osiągają sukces. Są też tacy, którym zawsze życie sypie w oczy sól. I to wcale nie jest tak, że ci pierwsi są lepsi, bardziej pobożni od tych drugich. Dlaczego?
Pytanie stare jak świat. I wciąż bez odpowiedzi. Cierpienie. Skąd jest, do czego prowadzi? Dlaczego jest go czasami aż tyle, że wydaje się nie do zniesienia? Patrzę na moich znajomych, którzy cierpią, których całe dotychczasowe życie znaczone jest większym lub mniejszym cierpieniem. I widzę w nich oblicze Chrystusa.
Czasami budzi się we mnie pytanie: dlaczego oni tak cierpią, a ja nie? Może jestem zbyt słaby, żeby móc przetrwać zwycięsko cierpienia, które są ich udziałem? Jedno jest pewne. Wszystko w rękach Boga.
Piszę do Was, wszyscy cierpiący, znani i nieznani. Czuję się wobec Was taki mały. Jakby sumienie mi coś wyrzucało. Pozostaje mi modlić się za Was i współczuć, czyli współ-odczuwać. I jeszcze modlić się za siebie, żebym potrafił wytrwać, kiedy przyjdzie cierpienie po ludzku nie do zniesienia. To Wy jesteście błogosławieni, to znaczy naprawdę szczęśliwi. Wam dano obietnicę pocieszenia w domu Ojca. Z Waszych policzków Pan otrze wszelką łzę. Bądźcie pozdrowieni!

5 komentarzy:

sanoczek:D pisze...

kolejna tajemnica Boża. pewnie każdy sie nad tym zastanawia. patrzymy na kogoś kto cierpi bardziej i pytamy czego nas Bóg tak nie doświadcza widzimy kogoś z o wiele mniejszym cierpieniem i sie burzymy że my mamy go tak wiele. jak w tej historii w której człowiek wybierał swój krzyż skarżąc sie na swój. wybrał sobie odpowiedni i okazało sie że przecież to był ten na którego narzekał. o Panie dawaj nam siłę do dźwigania naszego krzyża

Agaja pisze...

Ja jestem głeboko przekonana,że każdy ma swój krzyż. Dostosowany do siebie. (Wiem, dla chrześcijanina to nic nowego, ale łatwo zapomnieć o słówku "każdy"). I przyjdzie on prędzej czy później...
Nie wiem czy można mierzyć siłę cierpienia. Może tego fizycznego tak, na pewno tak, ale przecież ono nie wyczerpuje całości cierpienia. Czasem łatwo wpaść w pułapkę porównywania komu jest gorzej... a to prowadzi przeważnie na manowce użalania sie nad sobą.
Chyba nie da się uniknąć słowa TAJEMNICA...

Madzia Borek pisze...

..albowiem oni będą pocieszeni

Anonimowy pisze...

Witam. czy mógł bym wykorzystać ten tekst do prezentacji w szkole na temat błogosławieństw??

SZEMkel pisze...

Proszę uprzejmie ;)