niedziela, 14 września 2008

Podwyższenie Krzyża

Znak krzyża towarzyszy nam od zawsze. To tym znakiem naznaczyli nas nasi rodzice w dzień chrztu świętego. W tym znaku zostaliśmy włączeni do ludu Bożego. Tego znaku nauczyła nas Mama, Ojciec, może Babcia zanim jeszcze potrafiliśmy wymówić pierwszą z naszych modlitw. Ten znak towarzyszy nam na co dzień: nim rozpoczynamy i kończymy każdą modlitwę, widzimy go na ścianach naszych domów, kościołów, w przydrożnych kapliczkach i na cmentarzu. Przez ten znak dostępujemy odpuszczenia grzechów w sakramencie pojednania. I może warto w dzisiejsze święto zastanowić się: czym właściwie jest dla mnie krzyż Chrystusa? czy nie spowszedniała mi jego obecność w moim życiu? czy zdaję sobie sprawę z tego, jak wielkim bogactwem jest krzyż dla wierzących?

Kasia wraz z rodzicami sprowadziła się do nowego domu, w nowej miejscowości. Pewnego dnia odwiedziła ją nowa koleżanka z nowej szkoły. Rozglądnęła się po pokoju i powiedziała: "Masz taki piękny pokój. Pięknie umeblowany, ładnie urządzony. Tylko jeden szczegół jakoś tu nie pasuje. Po co nad łóżkiem wisi ten obrazek, przecież wygląda jak kawałek starej szmaty". "To nie jest obrazek – odpowiedziała Kasia – Wiesz, kiedy byłam bardzo mała, w naszym domu wybuchł pożar. Było to w nocy. Rodzice obudzili się i szybko wybiegli z płomieni na zewnątrz. Przyjechała straż pożarna. I wtedy wszyscy uświadomili sobie, że ja zostałam w środku. Komendant straży załamał ręce. Było za późno, żeby kogoś tam wysłać. Wtedy jeden ze strażaków niewiele myśląc rzucił się w ogień, wbiegł do mojego pokoju, i wyrzucił mnie przez okno, gdzie złapali mnie jego koledzy. Ale on nie zdążył wrócić. To, co wisi nad moim łóżkiem, to kawałek jego kombinezonu. Jedyna pamiątka po człowieku, który poświęcił dla mnie swoje życie. Najcenniejsza rzecz, jaką w ogóle posiadam."

Krzyż wisi nad łóżkiem wielu z nas. Czy jest dla nas cenną pamiątką naszego odkupienia? Czy przypomina nam o tym, że Jezus Chrystus, Syn Boży, na krzyżu oddał życie po to, abyśmy my mogli żyć? On przyjął na siebie nasz wyrok. Wyrok, który zaciągnęliśmy przez nasze grzechy. Ile ich było? W ciągu tylu wieków, tylu pokoleń. Ile ich było w naszym życiu? On zabrał je wszystkie na drzewo krzyża, aby tam raz na zawsze je uśmiercić.

Izraelici szli przez pustynię. Bóg wyzwolił ich z ucisku faraona. Wyzwolił ich spod niewoli złego. Zatopił znienawidzonego władcę w wodach morza. Dał im wodę do picia, karmił ich manną i przepiórkami. W dzień osłaniał ich od żaru słońca, w nocy oświetlał ich drogę. Ale oni zaczęli szemrać. Nagle zatęsknili za swoją niewolą. Wówczas zaczęły kąsać ich węże o jadzie palącym. Wielu z nich zmarło, a wszyscy zasłużyli na śmierć. Jednak Bóg okazał im miłosierdzie. Kazał Mojżeszowi wywyższyć węża z miedzi. Każdy ukąszony, gdy tylko spojrzał na miedzianego węża, zostawał przy życiu. Od tego czasu niewiele się zmieniło. Nadal trawi nas jad naszych grzechów, naszych niewierności. Grzech sprowadza śmierć. Nie ma innej drogi. I właśnie Jezus przyjął na siebie nasz wyrok. Został wywyższony na krzyżu, aby stać się nowym Wężem miedzianym. Każdy, kto z wiarą patrzy na Ukrzyżowanego, zostaje przy życiu. Kto z wiarą korzysta z darów Jego męki i śmierci, dziedziczy życie wieczne.

Na krzyżu objawiły się dwie rzeczywistości: wielka niegodziwość człowieka i nieskończona miłość Boga. Bo czy człowiek mógł uczynić coś gorszego niż zabicie swojego Stwórcy? To jest gorsze od wszystkich morderstw świata. A jednak logika Bożej miłości jest niesamowita. Im większym jestem grzesznikiem, tym większe mam prawo do Bożego miłosierdzia. Jezus zostawił nam wielki dar. Jest nim sakrament pojednania. W nim dokonuje się ta niesamowita wymiana, którą zapoczątkował krzyż. My dajemy Jezusowi nasze grzechy. On daje nam nowe życie, życie w swojej łasce, swojej miłości. Spowiedź to sakrament nadziei. Nadziei, która pozwala powstać z każdego upadku, która pozwala iść naprzód mimo wszystko. "Choćby grzechy wasze były jak szkarłat, nad śnieg wybieleją" mówi Bóg w proroctwie Izajasza. Taka jest logika Bożej miłości.

Trzeba nam na nowo przyjrzeć się tajemnicy krzyża. Spojrzeć na zawieszonego na nim Zbawiciela i w krótkiej modlitwie powiedzieć Mu: dziękuję. A potem powtarzać ten gest zawsze, ilekroć spotkamy się ze znakiem krzyża.

6 komentarzy:

Ania pisze...

Nie doceniam, tego, że krzyż to moje zbawienie. To moja szansa na życie wieczne. To ukrzyżowana Miłość. Wierzę, że powstanę na nowo. :)

madziaborek pisze...

ale Ty masz długie te notki. :)

Agusia:) pisze...

Bo My sami jesteśmy krzyżem...
:)

Koda pisze...

pozdrawiam

www.koda.z.glt.pl

Anka pisze...

Moja parafia jest pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego. Prawie wszyscy wtedy z mojej klasy, którzy należą do tej parafii poszliśmy do kościoła. Jak nigdy było spokojnie. Każdy czuł powagę tej chwili. pieknie przeżywanie. :)

Anonimowy pisze...

Dzieki za ciekawy blog