<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601</id><updated>2012-01-20T07:58:41.181+01:00</updated><title type='text'>Siódmy anioł</title><subtitle type='html'>Odkąd Jezus pokonał śmierć, żaden optymizm nie jest w Kościele przesadą
/ks. Józef Tischner/</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>96</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-4147892139441301737</id><published>2011-12-23T12:39:00.002+01:00</published><updated>2011-12-23T12:58:25.853+01:00</updated><title type='text'>Czas przemiany</title><content type='html'>Końcówka adwentu. Chwała Bogu, w naszej, polskiej rzeczywistości jest to czas, kiedy w kościołach roi się od ludzi poszukujących przebaczenia, pojednania z Bogiem. Przy konfesjonałach ustawiają się wielometrowe kolejki. Dla spowiedników to czas bardzo napięty, trudny, wymagający uwagi, cierpliwości, otwarcia się na penitentów. Nie jest to łatwe, bo wielokrotnie trzeba wchodzić w sytuacje bardzo różniących się od siebie ludzi. Trudno wejść w sytuację studenta, aby potem przejść do dziecka z podstawówki, staruszka, kobiety, którą porzucił mąż... Szczególnie trudne są te sytuacje, kiedy człowiek doświadcza własnej bezradności, kiedy nie wiadomo, co powiedzieć, jak pomóc temu biednemu człowiekowi zza kratek konfesjonału. Ale paradoksalnie - właśnie te momenty są okazją do tego, żeby jeszcze raz uświadomić sobie własną niewystarczalność, żeby pewne sprawy zostawić Panu Bogu, nie chcieć załatwiać wszystkiego w Jego zastępstwie.&lt;br /&gt;Penitenci też są różni. Ze wzruszeniem słucham spowiedzi pełnych wewnętrznego zaangażowania, kiedy ludzie nie boją się zderzyć z prawdą, nieraz smutną prawdą o nich samych, kiedy w sposób namacalny można stwierdzić, że właściwie przeżywają ten sakrament: wiedzą, że spotykają w nim Miłosiernego Ojca, który chce im podać rękę, przebaczyć, przytulić do serca. Często da się wyczuć postawę powinności, przyzwyczajenia. Idą święta, więc trzeba iść do spowiedzi. Brakuje jednak postawy miłości, szczerego żalu. I to trzeba zostawić Panu Bogu. Najczęściej jednak spotykam się ze strony penitentów z brakiem nadziei. Bo tyle razy już próbowali, że i tym razem na pewno się nie uda. I to jest najbardziej smutne. Człowiek, który nie ma nadziei jest człowiekiem najbiedniejszym z biednych. Spowiada się, prosi o przebaczenie, choć z góry zakłada, że tak naprawdę niczego to nie zmieni. I to trzeba oddać Temu, Który jest jedyną Nadzieją chrześcijanina.&lt;br /&gt;Dla mnie to czas uczenia się ludzi. Staram się zrozumieć ich motywacje, ograniczenia, trudności. Nade wszystko staram się im mówić o Bożej miłości. Często widzę jak z zaskoczeniem słuchają o tym, że Bóg ich kocha, że ich szuka, że Mu na nich zależy. To smutne, że wielu ludzi nosi w swoim sercu wypaczony obraz Boga. Jest dla nich policjantem, kanarem, sędzią, katem... ale rzadko kochającym Ojcem. Może jest tak dlatego, że coraz częściej ziemscy ojcowie nie potrafią być ojcami i pokazać swoim dzieciom Jedyny Wzór ojcostwa?&lt;br /&gt;Miłość nas rozumie... Miłość, która nie jest kochana... I krzyż Jezusa z krzyża: "Pragnę...". Bóg nas pragnie. Odkryć tę prawdę - czy to nie jest Boże Narodzenie?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-4147892139441301737?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/4147892139441301737/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=4147892139441301737' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4147892139441301737'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4147892139441301737'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2011/12/czas-przemiany.html' title='Czas przemiany'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-551280899266445569</id><published>2011-06-23T14:15:00.003+02:00</published><updated>2011-06-23T14:34:07.959+02:00</updated><title type='text'>I znów zmiany...</title><content type='html'>Sporo czasu minęło od ostatniego wpisu. Sporo też się wydarzyło. Ostatni rok zmienił mnie. Na pewno nie całkowicie. Ale czuję się jakiś inny. Trochę lepszy, trochę gorszy. Ale inny. Na pewno daje o sobie znać zmęczenie. Nie pragnę wiele. Lubię leżeć na trawie i patrzeć w niebo. Potrzebuję ciszy i zatrzymania się nad tym wszystkim, co się we mnie i wokół mnie dzieje. Na szaleństwo zakrawa przedstawianie tu tego wszystkiego, co się wydarzyło, dlatego wybiorę to, co najważniejsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;27 lutego odszedł Tato. To było najtrudniejsze doświadczenie, jakie stało się moim udziałem w tym krótkim, bądź co bądź, życiu. Ale też czas niesamowitego rozwoju. Przez łzy i ból czułem mocno jak nigdy wcześniej obecność Kogoś, kto mnie prowadził. Wiem, że to był Pan. Z drugiej strony ta rana jest cały czas świeża. Mówi się, że czas leczy rany. W tym przypadku - albo tego czasu upłynęło za mało, albo to nieprawda. Nadal bardzo mi brakuje Taty. Tak zwyczajnie, po ludzku. Może nawet teraz bardziej niż wtedy, kiedy to się stało. Widzę wyraźnie, że jakaś część mnie jest już tam - po tamtej stronie życia. I choć mam wrażenie, że wiele jeszcze mnie tu czeka, to nieśmiało spoglądam tam, gdzie oprócz Boga i wszystkich świętych jest tak bliska mi Osoba. Jest i czeka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Decyzją Księdza Arcybiskupa od 27 sierpnia obejmuję obowiązki wikariusza parafii katedralnej. Trzeba będzie zostawić wszystko, w czym się żyło - to, co dobre i to, co złe. Na pewno pojawi się niejedna łza. Żal będzie odjeżdżać, zwłaszcza, że mam wrażenie, iż to, co przez te trzy lata zasiałem zaczyna dopiero kiełkować. Z drugiej strony czekają mnie nowe: miejsca, ludzie, sytuacje. Zmiany są trudne, ale i twórcze. I to jest to, o co w tym chodzi. To jest droga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro wyjeżdżam na Oazę. Kolejną, ale zawsze nową. Długo czekałem na ten moment. A teraz, kiedy jest tuż, jestem pełen obaw. Przynajmniej nie grozi mi rutyna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisanie przychodzi mi z coraz większym trudem. Bloga zaniedbałem zupełnie, sporo zachodu kosztuje mnie stały felieton w "Wieczerniku", zainspirowany tym właśnie blogiem. Ale, jak to mówią - trzeba iść dalej. Nawet, kiedy jest trudno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Proszę o modlitwę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-551280899266445569?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/551280899266445569/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=551280899266445569' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/551280899266445569'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/551280899266445569'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2011/06/sporo-czasu-mineo-od-ostatniego-wpisu.html' title='I znów zmiany...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-3629017180821177037</id><published>2010-09-05T18:56:00.002+02:00</published><updated>2010-09-05T19:31:31.666+02:00</updated><title type='text'>Post nr 100</title><content type='html'>Nie. To nie będzie żaden jubileusz. Bo chyba specjalnie nie ma czego świętować. Zwłaszcza, wobec tego, że ostatni, jedyny w tym roku post, pochodzi z marca.&lt;br /&gt;Wiele w tym czasie się wydarzyło. Rzeczy dobrych i złych. Sporo z nich - warte opisania, choćby w tym miejscu.&lt;br /&gt;Zakładając tego bloga (strach pomyśleć, że to już trzy lata) chciałem uczynić go miejscem świadectwa, gdzie umieszczałbym teksty z przesłaniem. Ostatnią rzeczą, jakiej pragnąłem było publiczne uzewnętrznianie własnych przeżyć. Taka postawa wydawała mi się głęboko nieprofesjonalna. Może przez chęć naśladowania mistrza Herberta. Ale i on miał swojego Pana Cogito...&lt;br /&gt;Dziś widzę wyraźnie, że teksty z przesłaniem jakoś się wyczerpały. I że chcąc pisać dalej muszę obniżyć poprzeczkę. A może to nie tak. Może po prostu to ja się zmieniłem, a wraz ze mną moje teksty? Tak czy inaczej. Pozwolę sobie na kolejną porcję zwierzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcę opowiedzieć o sytuacji, w której się znajduję, w której postawiła mnie Opatrzność. W czerwcu mój Tato wylądował w szpitalu. Niby nic aż tak poważnego. Niby. Bo po miesiącu nadszedł moment, który chciałem odroczyć w niebyt. Moment, którego przyjście było tak pewne, a jednocześnie tak bardzo zepchnięte do granic bezmyślenia. Lekarka zmieniła ton. Rokowania przestały być pomyślne. Tato zdawał się gasnąć. Powoli, ale systematycznie gasnąć.&lt;br /&gt;Zachowam jednak coś z Herberta i nie opiszę całego mnóstwa przeżyć tamtego czasu. Skupię się na dwóch rzeczywistościach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza z nich to cierpienie. Nie fizyczne. Bo fizycznie to i Tato specjalnie nie cierpiał. Cierpienie duchowe. Kiedy coś przyszło nagle, choć nie można powiedzieć, że niespodziewanie. Na nic było oszukiwanie siebie i innych, że jeszcze nie jest aż tak źle, że tylko mi się wydaje, że jutro... I nagle poczułem się jak w potrzasku, jak w klatce. Przez moment chciałem, żeby to się jak najprędzej skończyło, obojętnie jak - wóz albo przewóz - ale stan był jaki był. Ciężki i stabilny. Mój egoizm, który szukał wciąż własnej wygody, który chciał mnie wyrwać ze stagnacji - brzydko mówiąc, dostał w łeb. Co dalej? Łzy, samotność. Totalna nieumiejętność zastosowania we własnym życiu tych pięknych nauk, które z taką łatwością ferowałem wobec penitentów. I to, co najciekawsze. Totalnie odmienne spojrzenie na rzeczywistość. Sprawy, dla których jeszcze niedawno skakałem innym do gardeł, okazały się nieważne, wręcz groteskowe. Wolałem słuchać niż mówić. Zrezygnowałem z pierwszego miejsca, ostatniego słowa. To wszystko wydało mi się tak małe, tak nieistotne. Zacząłem patrzeć na ludzi jak na tych, którzy być może także cierpią, może nawet bardziej niż ja. Oczywiście, to nie jest tak, że odtąd już tak mam. Z Tatą jest coraz lepiej, wraca próżna pewność siebie. Ale tamto doświadczenie nie umarło. Trwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I druga rzeczywistość. Po kilku dniach - wcale nie od razu - zdobyłem się na odwagę poproszenia o modlitwę. Sporo mnie to kosztowało - i nie chodzi tu o koszt SMSów. Trzeba było się odsłonić, postawić w sytuacji potrzebującego. Dać sobie pomóc. Co więcej - o pomoc poprosić. Tym razem w łeb dostała pycha. Wysyłałem SMSy seryjnie. Do kogo tylko mogłem. Chyba nigdy nie zapomnę tego wieczoru. I tych odpowiedzi. Zapewnień o pamięci, o odprawionych Mszach świętych, modlących się wspólnotach... Każde z nich wyciskało łzy, ale też wnosiło pokój i ciepło. Nie byłem sam. Doświadczyłem potęgi modlitwy, dzięki której - co do tego nie mam wątpliwości - Tato czuje się lepiej, choć do końca nie wiadomo, jak to dalej będzie. Co ciekawe, najbardziej wzruszały odpowiedzi tych, po których nie do końca spodziewałem się oznak solidarności. Także dlatego, że ja wobec nich nie zawsze byłem solidarny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tym kończę moje wynurzenia. Ciebie, który to wszystko czytasz, proszę o modlitwę w intencji Taty. A właściwie - w naszej intencji. Bo obaj potrzebujemy dotyku Boskiego Lekarza.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-3629017180821177037?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/3629017180821177037/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=3629017180821177037' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3629017180821177037'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3629017180821177037'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2010/09/post-nr-100.html' title='Post nr 100'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-4165657243698556856</id><published>2010-03-03T19:39:00.002+01:00</published><updated>2010-03-03T20:12:04.684+01:00</updated><title type='text'>Powroty</title><content type='html'>Trochę trudno pisać i mówić o powrotach, kiedy ma się tak niewiele lat i kiedy niewiele powrotów się przeżyło. Jednak przeżycia ostatnich dni skłaniają mnie do refleksji o powrotach. Ile w nich sentymentu, a ile ożywczej siły, która potrafi podnieść, porwać, posklejać, co zniszczone, ożywić? Rekolekcje X kroków ku dojrzałości chrześcijańskiej, której miałem szczęście prowadzić kilka dni temu w Maćkowicach były dla mnie takim właśnie powrotem.&lt;br /&gt;Sporo było w nim sentymentu. Odkrywam w sobie coraz bardziej sentymentalną nutę, która często zastępuje mi dysonans teraźniejszości, często źle skrojonej, nieadekwatnej, zbrukanej przez monotonię i grzech. Najpierw sentyment związany z miejscem. Maćkowice. Dom, w którym tyle się wydarzyło. Równo dziesięć lat temu byłem tam na podobnych rekolekcjach. Ludzie, wspomnienia, wszystko to jakby wróciło i stało się na nowo żywe, świeże. Kaplica, w której doświadczyłem, chyba pierwszy raz w życiu, wielkiej, duchowej ciemności. Jak dziś pamiętam nabożeństwo ognistego krzewu, na jednej ze Szkół Chrystusa, kiedy chciało mi się płakać i krzyczeć, a z ust nie wyszło żadne słowo. To była ciemność, z której rozbłysło światło. W której zrodziło się to, co dziś nazywam powołaniem.&lt;br /&gt;Kolejny powrót, to powrót do źródeł. Do źródeł charyzmatu Światło-Życie. Tym źródłem są właśnie drogowskazy. Kolejne wejście w tajemnicę Chrystusa, Niepokalanej, Ducha Świętego, Kościoła. Zanurzenie w Słowie Bożym, modlitwie, liturgii. Wezwanie do świadectwa i nowej kultury, w końcu miłość agape, klamra doskonałości. Im dłużej przyglądam się tym znakom, tym bardziej widzę, jak wiele mnie od nich dzieli, jak daleko mi jeszcze do jedności Światła i życia. Ale jest w tym także coś niezwykle pokrzepiającego: otwarte młode serca tych, dla których tam byłem, a którzy jak gąbka chłonęli źródlaną wodę drogowskazów. Jest w naszym charyzmacie niezwykła moc. Choć czasy się zmieniają i ludzie się zmieniają, to jednak wciąż wiele młodych serc pała pragnieniem życia i formacji w Oazie. I jest to pragnienie jak najbardziej prawdziwe i szczere. Kiedy widzę w ich oczach tę Bożą iskrę, coś zmienia się także w moim sercu. Coś na nowo się zapala, ożywa. I widzę, że to ma sens. Że ten sens jest poza mną. Że jest większy ode mnie. I to jest niesamowite. Bo mogę się na tym oprzeć.&lt;br /&gt;I ostatni już powrót. Powrót do codzienności. Do tej codzienności, którą przecież szczerze lubię, która jeszcze niedawno była moją małą stabilizacją, ostoją. Do ludzi, kątów, do których przywykłem, za którymi chwilami tęskniłem. No i wróciłem, tyle, że z uczuciem braku, pustki, tęsknoty, czy jak jeszcze mam to nazwać. Minęło kilka dni, przybyło zajęć, a ja wciąż odbijam się od ścian i nie potrafię się odnaleźć. Dawno nie czułem czegoś podobnego. Szczerze mówiąc, myślałem, że z tego wyrosłem. Tymczasem to uczucie wróciło nieproszone. Myślę, że brakuje mi tej wspólnoty, którą tam, w maćkowickim pałacu udało nam się stworzyć. Tego wszystkiego, czego tam doświadczałem. Choć nie było pożegnalnego płaczu i tanich wzruszeń.&lt;br /&gt;Rzeczywistość, do której wróciłem jest jakby ta sama, ale jednak inna. Bo ja jestem odrobinę odmieniony. Mam nowe plany, nowe zamiary, nowe wizje. A przede wszystkim nowe przekonanie - że warto.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-4165657243698556856?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/4165657243698556856/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=4165657243698556856' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4165657243698556856'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4165657243698556856'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2010/03/powroty.html' title='Powroty'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-5192252246331676880</id><published>2009-12-23T21:00:00.002+01:00</published><updated>2009-12-23T21:04:23.460+01:00</updated><title type='text'>Chrześcijaństwo musi boleć</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.onlinephotographers.org/pics/1463_b.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 209px; height: 278px;" src="http://www.onlinephotographers.org/pics/1463_b.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Początek roku akademickiego. Dla większości z nas uroczystość, która nastraja raczej żałobnie niż radośnie. Wielka pompa, gala, która zwiastuje koniec wakacji, a początek trudu. Koniec przyjemności, początek zmagania. Koniec tego, co większość z nas lubi najbardziej, a początek… No właśnie. Uroczystość zatem przykra, chyba, że… bezpośrednio nas nie dotyczy. Z pewną satysfakcją słuchałem słów homilii ks. abp. Michalika na początek roku akademickiego w przemyskim Seminarium. Jadąc do rodzinnego domu, upajając się dniem wolnym od zajęć, włączyłem naszej diecezjalne Radio „Fara”. Pomyślałem: „Oni zaczynają rok pracy, a ja mam wolne. Cóż za komfort”. Aż padły te właśnie słowa. I nie wiem, czy to fakt, że wypowiedział je mój Arcybiskup, czy też sama waga tych słów sprawiły, że chodzą one za mną aż dotąd. „Chrześcijaństwo musi boleć”.&lt;br /&gt;Takie proste zdanie, a tak głębokie i niezwykłe. Co więcej, tylko pozornie pesymistyczne. W istocie niesie w sobie ogromne przesłanie nadziei. Przynajmniej dla kogoś, kto od dłuższego już czasu stara się walczyć z ułomnościami natury i gdzieś tam w środku odczytał, że jego ból jest czymś złym, że może być świadectwem niewłaściwej albo nierównej walki. Tymczasem, może się okazać, że ból jest świadectwem tego,  że choć nie wszystko od razu się udaje, to jednak jest się na dobrej drodze. Można by nawet zaryzykować twierdzenie, że gdy chrześcijaństwo nie boli coś z nim jest nie tak. Może rozpłynęło się w powodzi bylejakości. A może czegoś wyraźnie w nim brakuje? I tutaj podchodzimy do kwestii błogosławionej winy. To, co mnie boli w chrześcijaństwie jest miejscem mojego rozwoju, pewnej dynamiki wzrostu ku pełni, jaką jest Bóg.&lt;br /&gt;Metropolita mówił dalej: „Nie ma łatwego kapłaństwa”. A ja poszerzyłbym to stwierdzenie. Nie ma łatwego animatorstwa, nie ma łatwej formacji, nie ma łatwej jedności. Bo tak to już niestety jest, że nic co jest cenne, nie jest jednocześnie łatwe. Jest owocem trudu. Może właśnie dlatego jest takie cenne? Można by odnieść wrażenie, że takie postawienie sprawy przybija, pognębia, obnaża bezsens wszelkich pragnień i dążeń. Ale to tylko wrażenie. Bo nikt nie powiedział, że nie można być szczęśliwym, gdy boli. Nikt nie mówił, że każda porażka musi od razu niweczyć radość. Przegrana bitwa bywa przecież zapowiedzią wygranej wojny. Przez krzyż do zmartwychwstania. Przez śmierć do życia. Przypomina mi się w tym miejscu łaciński napis, który odsłaniał się moim oczom każdego dnia, przez cztery lata nauki w liceum. Wszystkich wchodzących do środka gmachu szkoły witał jej patron, Mikołaj Kopernik oraz słowa: „Per aspera ad astra” – „Przez trudy do gwiazd”. I pan profesor Hawryło, który ciągle nam o nich przypominał każąc rozwiązywać trudne zadania z logarytmów i całek. Nie ma łatwego człowieczeństwa.&lt;br /&gt;Chrześcijaństwo musi boleć. Nie oznacza to jednak, że chrześcijanin musi być cierpiętnikiem. Bo przecież nie o to chodzi. A chyba dość często właśnie tak się niektórym wydaje. Ludziom, którzy upatrują sens życia we własnych bliznach i zranieniach. Których trawi trucizna własnej martyrologii, a co gorsza, którzy zrobią wszystko, by zalać tą trucizną innych. Prawi i dobrzy, bo umęczeni. Tymczasem, Jezus nie pchał się na krzyż, choć umiał cierpieć z godnością. Nie został też na nim ani chwili dłużej, niż było to konieczne. Wiedział, że krzyż jest etapem, nie celem. Celem jest chwała zmartwychwstania. Ból w chrześcijaństwie także nie jest celem. I nie chodzi o to, żeby szukać bólu, by stać się w pełni chrześcijaninem. Ból jest skutkiem ubocznym, nieuchronnym ale nie najważniejszym. Jest efektem wierności Chrystusowi, pokonywania tego, co we mnie złe, nikczemne, grzeszne. Jest efektem walki z pierwiastkami duchowego i cielesnego zła świata. Ale kiedyś się skończy. I to jest kolejne przesłanie nadziei.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-5192252246331676880?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/5192252246331676880/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=5192252246331676880' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5192252246331676880'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5192252246331676880'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2009/12/chrzescijanstwo-musi-bolec.html' title='Chrześcijaństwo musi boleć'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-1466715825904656690</id><published>2009-11-11T14:17:00.004+01:00</published><updated>2009-11-11T19:29:14.147+01:00</updated><title type='text'>Chwała bohaterom</title><content type='html'>11 listopada to dzień, w którym przed naszymi oczami stają sylwetki tych, którzy odeszli niesieni na symbolicznej tarczy historii, bohaterów walk o wolną, niepodległą Polskę. Oni jednak walczyli o coś jeszcze. Walczyli o to, na co składa się pełne człowieczeństwo: o prawdę, honor, szczerą miłość. Ludzie szlachetni, zdolni do najwyższych poświęceń w służbie najwyższym wartościom. Bohaterowie. Niezwykli w swojej zwyczajności. Ludzie tacy, jak my, a jednak tak bardzo od nas inni. Przejrzyści. Prawdziwi. Dla których "tak" znaczy "tak", a "nie" znaczy "nie". Za ich krew nie ma i nie będzie rekompensaty. Ich śmierć widnieje jak sztandar trzepoczący pochwałę męstwa i wartości oraz pogardę dla obłudy, zdrady i prywaty. Jednak Ojczyzna płacze, bo bardziej niż martwych potrzebuje bohaterów żywych, zdolnych przemieniać ziemską rzeczywistość.&lt;br /&gt;Co dziś zostało nam z bohaterów? Czy za patriotyczną pieśnią, kwiatami przed pomnikiem i patetycznymi przemowami władców stoi coś więcej niż tylko forma? Co byłoby gdyby dzisiaj zawisło nad nami widmo wojny? Czy zdołalibyśmy stanąć na wysokości zadania, jak stanęli nasi przodkowie przed laty? Takie i inne pytania cisną się do głowy w ten deszczowy, a przez to jeszcze bardziej refleksyjny Dzień Niepodległości.&lt;br /&gt;Wróćmy jednak do nich - bohaterów. Skąd się wzięli? Skąd się nadal biorą? Jaka kuźnia potrafi wykuć ze zwyczajnego człowieka, pełnego wątpliwości i rozterek, dylematów i słabości - pomnikową postać bohatera, gotowego zapłacić najwyższą cenę za to, co naprawdę ważne? Odpowiedź streszcza się w trzech słowach. Bóg. Honor. Ojczyzna. Niezwykły jest dialog z filmu "Śmierć rotmistrza Pileckiego". Ostatnia rozmowa Rotmistrza z żoną. Pozwolę ją sobie zacytować w całości:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"- Witold, kochany! Ja cię stąd wyciągnę. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Jak się czujesz? Powiedz mi! Witold, jak się masz?&lt;br /&gt;- Wykończyli mnie, Marysiu. Oświęcim... to była igraszka.&lt;br /&gt;- Witold, o Boże! Witold! Będziesz żył! Posłuchaj, będziesz żył, ja na to nie pozwolę. Słyszysz?&lt;br /&gt;- Nie, Marysiu. Nie rób nic. To nic nie pomoże. Nie upokarzaj się przed nikim. Nie warto.&lt;br /&gt;- Pomoże, na pewno. Poruszę niebo i ziemię.&lt;br /&gt;- Nie rób nic. Zabraniam ci!&lt;br /&gt;- Nie możesz mi tego zabronić.&lt;br /&gt;- A jak dzieci? Wszyscy im pewnie mówią, że ich ojciec to szpieg, zdrajca, zbrodniarz.&lt;br /&gt;- Nie. One dobrze wiedzą, jaka jest prawda. Są dumne z ciebie. Powiedz, dlaczego nie wyjechałeś z Polski? Teraz się dopiero dowiedziałam: nie wykonałeś rozkazu swojego dowódcy, przecież byłbyś bezpieczny, dlaczego?&lt;br /&gt;- Wszyscy nie mogli stąd wyjechać. Ktoś musiał tu trwać bez względu na konsekwencje!&lt;br /&gt;- Nie zależało ci na życiu? Nie zależało ci na nas? Na rodzinie, na tym, żeby być z nami?&lt;br /&gt;- Nie było nikogo, kto by mnie zastąpił. Miałem misję do spełnienia.&lt;br /&gt;- Misję? A co z nami?&lt;br /&gt;- Wychowaj dzieci na uczciwych ludzi. Może kiedyś dożyją innych czasów, lepszych czasów.&lt;br /&gt;- O czym ty mówisz, co? Dlaczego ty tak mówisz, jak byśmy się mieli więcej nie zobaczyć?&lt;br /&gt;- Kup im książkę: Tomasza a Kempis "O naśladowaniu Chrystusa" i każ im ją przeczytać.&lt;br /&gt;- Nie trać nadziei, kochany, błagam cię, błagam cię.&lt;br /&gt;- "O naśladowaniu Chrystusa" Tomasza a Kempis. Niech ją czytają codziennie, jak Pismo Święte. Ta książka pomogła mi wytrwać w Oświęcimiu, dawała mi siłę tutaj.&lt;br /&gt;- Pójdę do Bieruta, pójdę do Bermana...&lt;br /&gt;- Zabraniam ci!&lt;br /&gt;- Pójdę do wszystkich...&lt;br /&gt;- Rozkazuję ci!&lt;br /&gt;- Nie mogą mi zabronić, nie mogą mi odmówić, przecież są ludźmi! Mają takie same uczucia jak my!&lt;br /&gt;- "O naśladowaniu Chrystusa", zapamiętasz?&lt;br /&gt;- "O naśladowaniu Chrystusa"...&lt;br /&gt;- Kocham cię!&lt;br /&gt;- "O naśladowaniu Chrystusa"...&lt;br /&gt;- Bądźcie dzielni!&lt;br /&gt;- Witold, zobaczymy się!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jacy jesteśmy my? Ludzie, żyjący 60 lat po tym dialogu, 91 lat po wydarzeniach 1918 roku, 20 lat po obaleniu komunizmu? Czy będziemy mogli spojrzeć w oczy Pileckiemu i innym, jemu podobnym, kiedy przyjdzie pora i Pan czasu powoła nas do siebie? Czy może będziemy musieli ze wstydem spuścić głowę zważając na własną obłudę, małość i nieadekwatność?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec jeszcze jeden cytat. Też z Pileckiego. Napis, który wydrapał on na ścianie swojej celi na krótko przed swoją śmiercią: "Starałem się żyć tak, abym w godzinie śmierci mógł się raczej cieszyć, niż lękać. Witold Pilecki. 1948 + "&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-1466715825904656690?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/1466715825904656690/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=1466715825904656690' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1466715825904656690'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1466715825904656690'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2009/11/chwaa-bohaterom.html' title='Chwała bohaterom'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-6541331553846741125</id><published>2009-10-03T16:00:00.003+02:00</published><updated>2009-10-05T23:01:42.644+02:00</updated><title type='text'>Anioł Stróż</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_enPgs5WKph0/Sspeqhdy__I/AAAAAAAAEKM/E4ProqxfJn4/s1600-h/0210-aniol_3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 207px; height: 259px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_enPgs5WKph0/Sspeqhdy__I/AAAAAAAAEKM/E4ProqxfJn4/s320/0210-aniol_3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5389223988733083634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Każdy z nas doskonale pamięta obrazek z dzieciństwa. Może nawet wisiał nad czyimś łóżkiem i był ostatnią rzeczą jaką oglądało się przed snem. Dwójka dzieci przechodzących przez kładkę i piękny anioł rozłożystymi skrzydłami ochraniający nieświadomą niebezpieczeństwa parkę. Anioł Stróż. Pamiętam, że jedną z pierwszym modlitw, jakich nauczyła mnie Mama była modlitwa do niego. I choć zlepek słów "strzeż duszy" sprawiał mi wyraźne trudności, to jednak zapamiętałem tę modlitwę na całe życie. Była taka prosta, dziecięca, pełna wiary i ufności.&lt;br /&gt;Potem dorosłem. I Anioł Stróż powędrował na półkę wraz z zabawkami dzieciństwa. I chyba tak to niestety z nim bywa w życiu wielu z nas. Pamiętam śp. ks. Piotra Lechowicza, który miał wielki kult do Anioła Stróża. Sam nie wiem, czy to przez wzgląd na niego czy też z prawdziwego szacunku dla mojego Niebieskiego Opiekuna śpiewałem wczorajszą Mszę mimo bolącego gardła. Tak czy inaczej wspomnienie Świętych Aniołów Stróżów stało się okazją do tego, by coś sobie o nich przypomnieć, coś na nowo uświadomić.&lt;br /&gt;Może przede wszystkim to, że nie są postaciami bajkowymi. Są jak najbardziej realni. Podobno widzą ich tylko dzieci i ludzie umierający. Osobiście nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek widział mojego Anioła Stróża. Jednak zdaję sobie sprawę z tego, że on jest. Był, jest i będzie. Nawet jeśli przestałem przyzywać jego pomocy. Będzie przy mnie nie dlatego, że na to zasługuję. Ani nawet dlatego, że mnie lubi. Po prostu - takie ma zadanie. Angelus znaczy posłany. Szczerze mówiąc, trochę mu współczuję. W ilu sytuacjach musiał ingerować, jak często chronił mnie przed złem, z którego istnienia nie zdawałem sobie nawet sprawy. Niezauważony, niedoceniany. I co najciekawsze, niewiele sobie robiący z mojego braku zainteresowania jego osobą. Szczęśliwy, bo może oglądać Boga. I to mu wystarczy. Jeszcze to, że może pełnić Bożą wolę.&lt;br /&gt;Ks. Piotr często modlił się nie tylko do swojego Anioła Stróża, ale także do Aniołów Stróżów ludzi, z którymi miał rozmawiać, coś załatwić. Podobno taka modlitwa zazwyczaj była skuteczna. Przyznam , że i dziś w podobnych sytuacjach zdarza mi się przypomnieć sobie o  Aniołach Stróżach. I nie ma w tym nic infantylnego, choć może to takie dziecięce.&lt;br /&gt;Anioł Stróż. Jak ma na imię? Jaki jest? Jedna z najbliższych a jednocześnie najmniej znanych mi osób.&lt;br /&gt;Kiedyś poznam mojego Anioła Stróża. Jak ja mu spojrzę w oczy? Może wyrwie mi się nieśmiałe: "Dziękuję", a może to wszystko nie będzie już miało znaczenia. Bo będziemy dzielić tę samą radość. O ile będę taki, jak on: pokorny, cichy, pełniący Bożą wolę. Będzie ciężko. Ale Anioł Stróż pomoże.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-6541331553846741125?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/6541331553846741125/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=6541331553846741125' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6541331553846741125'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6541331553846741125'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2009/10/anio-stroz.html' title='Anioł Stróż'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_enPgs5WKph0/Sspeqhdy__I/AAAAAAAAEKM/E4ProqxfJn4/s72-c/0210-aniol_3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-5484582399468045088</id><published>2009-08-06T19:40:00.003+02:00</published><updated>2009-08-06T19:53:12.027+02:00</updated><title type='text'>Kultura języka</title><content type='html'>Ostatnio coraz częściej odnoszę wrażenie, że coś dziwnego stało się z naszą kulturą języka. Ten kryzys dosięga wielu dziedzin naszego życia. Rzadko kiedy na przykład można usłyszeć w telewizji, o panu prezydencie czy panu premierze, choć o Kaczyńskim i Tusku mówi się nieustannie. Może to model anglojęzyczny, w którym nie ma "panów" a wszyscy są na "ty" wdziera się jakoś tylnymi drzwiami do naszego języka, a co gorsza, także do naszego myślenia, ale czy to naprawdę jest takie dobre i piękne?&lt;br /&gt;Osobiście brakuje mi wyczucia w słowie, które wypowiadamy do innych. Dzisiaj siedząc w kancelarii parafialnej odebrałem telefon: "Dzień dobry. O której godzinie jest dzisiaj w pańskiej parafii Msza święta? O 18:30? A ha. Dziękuję, do widzenia". Niby grzecznie ale jakoś tak dziwnie. A przecież o Eucharystię nie pytała osoba niewierząca.&lt;br /&gt;Coś zgubiliśmy. I choć wielu mi wmawia, że się czepiam, że to nie jest istotne, że to marudzenie i nonszalancja, ja się będę upierał. Bo łatwiej kogoś osądzić, ocenić a nawet wyzwać kiedy mówi się do niego po imieniu, lub co gorsza, po nazwisku, niż wtedy, gdy z szacunkiem użyje się odpowiedniego tytułu. Poza tym to naprawdę okropnie razi. Także mnie, chociaż nie jestem jeszcze taki stary. Co zatem poradzić? Jakie zaproponować rozwiązanie?&lt;br /&gt;Myślę, że i tutaj odpowiedzią jest nowa kultura. W tym wypadku nowa kultura języka. Język pełen szacunku i piękna. I tu nie chodzi o jakieś patetyczne i wzniosłe figury retoryczne. Ani o używanie zwrotów na miarę Słowackiego czy Herberta. Po prostu nie zaśmiecajmy naszego języka tym, co zbędne lub po prostu brzydkie. I niech nie wychodzi z ust naszych żadna mowa szkodliwa, a tylko budująca - jak pisał św. Paweł - także pod względem językowym. Budujmy, także za pomocą pięknego języka - prawdziwą cywilizację miłości, w której prawda, dobro i piękno będą miały decydujący głos.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-5484582399468045088?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/5484582399468045088/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=5484582399468045088' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5484582399468045088'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5484582399468045088'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2009/08/kultura-jezyka.html' title='Kultura języka'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-5154712041233989170</id><published>2009-04-18T19:25:00.005+02:00</published><updated>2009-04-18T19:51:19.256+02:00</updated><title type='text'>Świadek miłosierdzia</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.jozef-parafia.sosnowiec.opoka.org.pl/wiad/data/upimages/256323.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 263px; height: 196px;" src="http://www.jozef-parafia.sosnowiec.opoka.org.pl/wiad/data/upimages/256323.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Święto Miłosierdzia samo w sobie jest już bogate w treść. Doświadczenie Bożego Miłosierdzia zawsze jest niesamowite, za każdym razem nowe i świeże. Jest w nim potężny ładunek nadziei. Potężny, bo pochodzący nie od człowieka, ale od Boga, którego miłość nieskończenie przewyższa naszą słabość i grzechy. Nie ma bowiem takiego dna, z którego Bóg nie mógłby nas wyciągnąć, takiej rozpaczy, w której nie mogłoby zabłysnąć światełko nadziei, takiej ciemności, której nie mogłaby przezwyciężyć Boża światłość, takiego grzechu i upodlenia, którego nie mogłaby zmazać i zniweczyć Krew Chrystusa.&lt;br /&gt;Każdy z nas doświadcza miłosierdzia Pana Boga w odniesieniu do siebie, do swoich upadków i niewierności. Kiedy płaczemy gorzko jak Piotr w Wielki Czwartek, albo może nawet nie jesteśmy w stanie uronić łzy, choć bardzo byśmy chcieli. W każdej sytuacji czeka na nas On, miłosierny Pan, który pragnie podać nam rękę i przez gest rozgrzeszenia uczynić nas na nowo wolnymi. Przywrócić nam to, co najcenniejsze: Boże dziecięctwo.&lt;br /&gt;Jednak kapłan doświadcza Bożego Miłosierdzia także w inny sposób: kiedy z racji pełnionej przez siebie świętej posługi jest świadkiem Miłości miłosierniej, która udziela się innym ludziom. Miejscem szczególnym, w którym uwidacznia się Boża Miłość jest niewątpliwie sakrament pokuty. W tym krótkim czasie mojego kapłaństwa wielokrotnie stawałem wobec tajemnicy Bożej miłości, przed którą można tylko w milczeniu uklęknąć, bo każde słowo jest za małe, nieadekwatne. Widziałem, jak Pan kruszy twarde mury skuwające ludzkie serca. Wśród wielu spowiedzi, których słuchałem były i takie, które wycisnęły łzy z moich oczu. I wciąż doświadczam mocy tej Miłości, jaką Pan obdarza moich penitentów. Miłości miłosiernej i jej cudownej mocy. Najpiękniejszym obrazem tej miłości jest postać miłosiernego ojca z Jezusowej przypowieści o synu marnotrawnym. Niesamowite w tym wszystkim jest to, że ja, słaby człowiek, jako kapłan towarzyszę temu niezwykłemu spotkaniu grzesznika z Bogiem miłości.&lt;br /&gt;Jacy są ci penitenci? Zazwyczaj mocno przestraszeni. Często bardzo długi czas upłynął od ich ostatniej spowiedzi. Długo chodzili po manowcach, z dala od Boga. Ich życiorysy, choć w szczegółach różnią się od siebie, można by ująć w dwa słowa: tęsknota i głód. Jest w nich lęk, wobec Boga i wobec człowieka, księdza. Boją się, że ich osądzę, zrugam, że będę jak starszy brat z przypowieści, albo może jeszcze gorzej... Często towarzyszy im przekonanie, że nie dostaną rozgrzeszenia, bo tak bardzo odeszli od Boga. Ale też jednocześnie towarzyszy im głęboka pokora, autentyczna skrucha i niezwykła ufność, która mimo lęku i strachu przywiodła ich do kratek konfesjonału. Co im mówię? Mówię im o Bogu - Miłości. Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest, że ta Miłość rzeczywiście ich dotyka. I dziękuję Bogu za każdego z nich. I za to, że czyni mnie świadkiem swojego miłosierdzia.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-5154712041233989170?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/5154712041233989170/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=5154712041233989170' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5154712041233989170'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5154712041233989170'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2009/04/swiadek-miosierdzia.html' title='Świadek miłosierdzia'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-8900040858906726377</id><published>2009-02-25T13:23:00.004+01:00</published><updated>2009-02-25T13:53:16.432+01:00</updated><title type='text'>Age quod agis</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.bank-zdjec.com/foto4/12200_b.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 266px; height: 199px;" src="http://www.bank-zdjec.com/foto4/12200_b.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wiele robimy. Trudzimy się nad wzrostem: spraw, innych ludzi, nas samych. Dokładamy wielu starań, aby dać coś z siebie, by nasze życie miało sens, by być potrzebnym. I trudno się dziwić. Jest w każdym z nas coś, co usiłuje nam wmówić, że miarą wartości naszego życia jest skuteczność naszych działań. Dlatego każdy pragnie widzieć owoc. Każdy chce cieszyć się dojrzałym owocem swego trudu, swojej pracy. I wydaje się nam, że takie oglądanie owocu jest czymś niezwykłym, motywującym. Bo jednak było warto. Lubimy mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku, poczucie wygranej, jakiegoś sukcesu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma w tym, co dotąd napisałem nic złego, nic sprzecznego z duchem Ewangelii? Niestety, jest. Bo Jezus nie był człowiekiem sukcesu. I zamiast owocu swojej pracy oglądał ucieczkę uczniów, zawiść tłumów. Postanowił stać się totalnym przeciwieństwem człowieka sukcesu. Stracił wszystko. W Wielki Piątek nikt, może poza Matką Bożą i garstka najwierniejszych, nie miał cienia wątpliwości, że wszystko poszło na marne, że wszystko stracone. Że nie zostało nic poza trzema gwoździami i wieńcem z ciernia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I często tak jest w naszym życiu. Nie zawsze jesteśmy po to, żeby zbierać plony. Częściej po to, by siać, nieraz na ugorze, na skale, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejszy jest siew, bo zawsze jest nadzieja, że jakieś ziarno padnie na glebę urodzajną, zazwyczaj tam, gdzie się najmniej spodziewamy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po przeczytaniu tych słów można dojść do wniosku, że w takim razie życie ucznia Chrystusa jest skazane na wieczną porażkę, cierpiętnictwo i smutek. Nic bardziej błędnego. Jezus na krzyżu królował. Krzyż był Jego wywyższeniem. Cała sztuka polega na tym, aby nie skupiać się na owocach, lecz by cieszyć się samym siewem, a nade wszystko Tym, Który daje wzrost. Bo kiedy zbytnio przyglądamy się rozwojowi konkretnego owocu, możemy bardzo wiele przeoczyć. Tylko czasami bowiem zdarza się, że ktoś, kogo może już nawet nie pamiętamy, przyjdzie i podziękuje nam za słowo czy gest sprzed lat. A ilu jest takich, którym to słowo było potrzebne i wydało owoc, choć nigdy się o tym nie dowiemy. Jeśli nauczymy się cieszyć z siewu, będziemy mieli znacznie więcej powodów do radości. Z całą pewnością - warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patrząc wstecz widzimy dokładnie, że wielcy twórcy to ci, których nie doceniano za życia. Ale oni się nie poddali. Po prostu robili swoje. Nie trzeba nikomu udowadniać, że nie jest to łatwe. Jednak nie ma innej drogi do prawdziwego szczęścia jak ta wiodąca przez krzyż odrzucenia, zapomnienia, zhańbienia. Age quod agis - rób, co robisz. Czyli rób swoje. A resztę zostaw Jemu. Ciesz się, z tego, co nieudane. Bo w tym jesteś do Niego podobny. Z Nim ukrzyżowany, wyśmiany, wyszydzony. A kiedyś, Jezus spojrzy ci w oczy i każe odwrócić się za siebie. I zobaczysz tych wszystkich, znajomych i nieznajomych, którzy za tobą przyszli do Niego. Którzy dzięki tobie wydali owoc.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-8900040858906726377?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/8900040858906726377/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=8900040858906726377' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8900040858906726377'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8900040858906726377'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2009/02/age-quod-agis.html' title='Age quod agis'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-6899484027263451289</id><published>2009-01-17T09:02:00.006+01:00</published><updated>2009-01-17T09:55:45.834+01:00</updated><title type='text'>Kolęda</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_enPgs5WKph0/SXGcdRmO0ZI/AAAAAAAAAjs/tCXqsFWe25A/s1600-h/grudzie%C5%84+2008+110.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 240px; height: 180px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_enPgs5WKph0/SXGcdRmO0ZI/AAAAAAAAAjs/tCXqsFWe25A/s320/grudzie%C5%84+2008+110.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5292183063890940306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W ubiegły wtorek zakończyliśmy wizytę duszpasterską w naszej parafii. Nie chciałbym w tym miejscu snuć refleksji na temat kolędy, czy jak kto woli - wizyty duszpasterskiej. Chciałem podzielić się moimi wrażeniami. &lt;br /&gt;To ciekawe, że w naszej polskiej tradycji czas, w którym Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas jest także czasem, kiedy duchowni wychodzą ze swoich plebanii i pragnę zagościć, na krótką chwilę zamieszkać w domach swoich parafian, żeby zobaczyć, czym oni tak naprawdę żyją, jak im się powodzi, jakie mają radości i troski. &lt;br /&gt;Taka wizyta niesie ze sobą cały szereg doświadczeń. Jak to jest chodzić po kolędzie? Powiedzmy, że różnie. Są domy, w których czuje się jakieś zakłopotanie, gdzie ludzie boją się otworzyć, nie są jeszcze gotowi, żeby szczerze rozmawiać o tym, co ich boli. Są takie, w których porusza się problemy ogólnoreligijne, z pogranicza polityki i gospodarki. Są domy, w których słucha się o problemach z pracą, bądź przeciwnie - o sukcesach zawodowych, o dobrych i złych szkołach, uczelniach, itd. itp. Ale są też takie domy, w których chciałoby się jeszcze zostać. Są ludzie, do których kapłan przychodzi po to, by umocnić ich wiarę, ale są też takie, w których to wiara kapłana znajduje umocnienie. Pozwólcie, że opowiem o kilku wizytach, które najbardziej utkwiły w mojej pamięci.&lt;br /&gt;W pewnym domu mieszka młode małżeństwo z półtoraroczną córeczką. Kiedy tylko zapytałem o dziewczynkę, usłyszałem niesamowitą wręcz opowieść o cudownym działaniu Boga i zawierzeniu człowieka. Nie wiem, na ile mogę upubliczniać to wyznanie. Niech wystarczy to, że stał się cud. Skomplikowana choroba ustąpiła w jednym momencie. A matka dziecka odnalazła ściany kościoła ze snu w jasnogórskiej kaplicy, w której nigdy wcześniej nie była. Niesamowite. Tak jakby się czuło zapach przechodzącego obok Boga.&lt;br /&gt;Inny dom. Dom najstarszego mieszkańca naszej wioski. 95 lat życia i częste, w porze letniej praktycznie codzienne wędrówki do kościoła. Pewnie ze 2 kilometry w jedną stronę. Radość życia i optymizm. I to po życiu pełnym trudu i pracy. A mówią, że starość się Panu Bogu nie udała. &lt;br /&gt;Kolęda jest dla mnie ważnym doświadczeniem, szczególnie ze względu na moją posługę w szkole. Miałem okazję zobaczyć rodziny moich uczniów, miejsca, w których mieszkają. Teraz pewne rzeczy lepiej rozumiem. Czasami dziękuję Bogu, że wcześniej ugryzłem się w język, by czegoś nie powiedzieć, nie urazić.&lt;br /&gt;Kolęda jest też pewną próbą. Próbą siły. Zdarzało się spotkać z pytaniem: "Dlaczego tak szybko?", ale człowiek jest tylko człowiekiem. I niestety życie na pełnych obrotach 15 godzin na dobę jest mocno wyczerpujące. Ale i ludzie inaczej widzą swojego księdza, którego znają już nie tylko z ambony czy konfesjonału, ale też z tego, że lubi czekoladowe ciastka i czasem się przeziębia.&lt;br /&gt;I chociaż nie ukrywam radości z faktu, że kolęda już za nami, to jednak dziękuję Bogu za ten czas spotykania Go w drugim człowieku.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-6899484027263451289?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/6899484027263451289/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=6899484027263451289' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6899484027263451289'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6899484027263451289'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2009/01/kolda.html' title='Kolęda'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_enPgs5WKph0/SXGcdRmO0ZI/AAAAAAAAAjs/tCXqsFWe25A/s72-c/grudzie%C5%84+2008+110.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-4438615793916381574</id><published>2008-12-21T13:29:00.008+01:00</published><updated>2008-12-21T13:43:43.389+01:00</updated><title type='text'>Błogosławionych Świąt!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.mbkp.info/lit/bn/dzieciatko.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 230px; height: 310px;" src="http://www.mbkp.info/lit/bn/dzieciatko.jpg" border="0" alt="" /&gt;&lt;/a&gt; Ten, któremu moglibyśmy powiedzieć:&lt;br /&gt;„Jesteś daleko i zostawiasz nas samych.&lt;br /&gt;Co Ty robisz z człowiekiem, &lt;br /&gt;którego stworzyłeś?” –&lt;br /&gt;ten Bóg wydaje nam samego siebie,&lt;br /&gt;przyjmując na siebie &lt;br /&gt;nasza własną słabość.&lt;br /&gt;Bóg daje siebie, stając się tym,&lt;br /&gt;czym my jesteśmy.&lt;br /&gt;Tajemnica i niepojęty dar, &lt;br /&gt;ofiarowany w tajemniczy sposób nam,&lt;br /&gt;uczniom Chrystusa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech te święta Bożego Narodzenia&lt;br /&gt;przyniosą pewną tęsknotę i czułość,&lt;br /&gt;wiele poruszających nas uczuć,&lt;br /&gt;niech przywrócą naszym oczom&lt;br /&gt;obraz najkruchszego dzieciństwa.&lt;br /&gt;Niech pozwolą zobaczyć równocześnie i piękno, i niewinność,&lt;br /&gt;kruchość istnienia i opiekę, jakiej się ona domaga,&lt;br /&gt;i miłość, której od nas wszystkich oczekuje.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-4438615793916381574?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/4438615793916381574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=4438615793916381574' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4438615793916381574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4438615793916381574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/12/bogosawionych-wit.html' title='Błogosławionych Świąt!'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-3918344850486572269</id><published>2008-12-16T12:26:00.004+01:00</published><updated>2008-12-16T12:44:47.457+01:00</updated><title type='text'>Adwentowe oczekiwanie</title><content type='html'>Zacznę tym razem dość nietypowo, bo od utyskiwania. Chociaż wszyscy mamy dość narzekań, wylewania swoich pretensji i żalów, to jednak drażni mnie rzeczywistość, którą odkrywam w sobie i innych. Mówimy, że Adwent jest czasem oczekiwania. Niektórzy dodają przymiotnik: radosnego. A ja jak na złość nie widzę ani tej radości, ani tego oczekiwania. Jest inaczej. Jeśli już na coś czekamy, to na święta, świąteczny stół, choinkę, prezenty. Ciekawe, dla ilu z nas ten kończący się już Adwent stał się okazją do przygotowania na śmierć? Czy to "radosne" przygotowanie nie odstręcza nas od istoty Adwentu, bo przecież tak trudno pogodzić nam radość ze śmiercią. Przypomina mi się tutaj pewna anegdota, o tym jak jeden z świątobliwych przemyskich biskupów odmawiał modlitwę do Anioła Stróża. Zawsze kończył ją w dość nietypowy sposób: "Strzeż duszy i ciała mego, zaprowadź mnie do żywota wiecznego - ale jeszcze nie dzisiaj. Amen." Podobno w tej modlitwie tkwił sekret jego długowieczności. Żarty żartami ale chyba jest w nas ciągłe dążenie do odwlekania tego, co wieczne, ostateczne.&lt;br /&gt;Wczoraj byłem na pogrzebie. Zupełnie podobnym do innych. Zmarła była po siedemdziesiątce, miała całą listę chorób i trudności. Łącznie z tą, że w kwietniu pochowała swojego męża. I proboszcz w homilii zauważył ciekawą rzecz: "Wielkanoc przeżywali razem tu, na ziemi. A na Boże Narodzenie ona postanowiła wybrać się do niego." Może i nieco patetyczna metafora. Ale jest w niej jakaś moc, siła, która potrafi zburzyć powstały w naszych sercach i umysłach mur oddzielający nas skutecznie od wieczności. Żyjemy tak, jakby wszystko tu, na ziemi się kończyło. Tymczasem Jezus przyjdzie ku nam od strony wieczności.&lt;br /&gt;Ostatnio jedna z moich uczennic skarżyła się, że niedzielna Msza święta trwała ponad godzinę. Odpowiedziałem: "Ale Ty będziesz biedna, gdy pójdziesz do nieba. Skoro nie potrafisz wytrzymać z Bogiem więcej niż godzinę, jak wytrzymasz całą wieczność?"&lt;br /&gt;Była łyżka dziegciu na początek, niech będzie też trochę miodu na koniec. Widzę dzieci, które przez cały Adwent przychodzą na Roraty z papierowym sercem w dłoni. Na sercu każde wypisuje dobry uczynek i swoje nazwisko. Ktoś powie, że liczą na wylosowanie figurki. Ale ja myślę, że to one najlepiej przygotowały się na nadchodzące święta. Tak, jak umiały, jak mogły. Bo w końcu dobry uczynek wypisany na skrawku papieru to już jest jakiś konkret. Jakiś wdowi grosz wrzucony do skarbony Bożej miłości.&lt;br /&gt;Przed nami wielkie antyfony. Jeszcze nie jest za późno, by oczekiwać Pana. On przyjdzie. Przyjdzie z pewnością. Pytanie tylko, czy zastanie przygotowaną gospodę mojego i Twojego serca, czy też pokażemy mu szopę i żłób, sami zająwszy się piękną zewnętrznością świąt.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-3918344850486572269?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/3918344850486572269/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=3918344850486572269' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3918344850486572269'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3918344850486572269'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/12/adwentowe-oczekiwanie.html' title='Adwentowe oczekiwanie'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-2931985542225693655</id><published>2008-11-07T11:03:00.002+01:00</published><updated>2008-11-07T11:23:12.245+01:00</updated><title type='text'>Moje babcie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://oak.pl/%7Eelenka/zdjecia/elen/babciaD1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 297px; height: 199px;" src="http://oak.pl/%7Eelenka/zdjecia/elen/babciaD1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jest ich kilka. Pośród nich takie, które odwiedzam regularnie, raz w miesiącu. Przynoszę im Pana Jezusa, który odpuszcza im grzechy i karmi swoim Ciałem. W zamian dają mi opowieści o dobrych wnukach, złych sąsiadach, o cierpieniu i starości, które ich dotknęły. Jedne niepogodzone z życiem, bardzo nieszczęśliwe, inne - mimo ciężkiego krzyża bólu i niedołęstwa, uśmiechnięte, świadome swojej misji - misji filara wspólnoty Kościoła, filara, który swoim cierpieniem, modlitwą i ofiarą podtrzymuje cały gmach. Jeszcze inne, bardzo radosne. Wdzięczne Panu Bogu, dzieciom, wnukom, całemu światu za każdy, najmniejszy przejaw dobra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden Pan Bóg wie, ile zawdzięczamy tym naszym babciom, często opuszczonym, osamotnionym. Do nich nie przyjedzie reporter, aby nakręcić sensacyjny program, ani nawet domokrążca nie zajrzy, bo niewiele mógłby uszczknąć z niewielkiej renty czy emerytury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ich twarze. Pomarszczone, pergaminowe, ale jakże piękne. Czasem z wyciśniętym bólem, grymasem smutku. Innym razem promieniste, mimo upływającego czasu piękne. Ich oczy, często przeszklone łzą na widok księdza z Panem Jezusem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Moje babcie przywracają mi klimat, którego brak od czasu do czasu odczuwam. Klimat pokoju mojej babci, która od kilku lat jest już u Pana. Ciepło, otwarcie na człowieka, dobroć i wielki spokój, który udziela się wszystkich przychodzącym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odchodzą spokojnie. Bez lamentu, patosu. Wiem, że idą prosto do nieba. I nadal są filarami. Bo przeszły przez życia z Bogiem w sercu, z dobrocią na ustach i z miłością w czynach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz niech przemówią moje babcie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Proszę księdza, tak mi źle, bo słyszę, jak biją dzwony, widzę, jak ludzie idą do kościoła, a ja już nie mogę. Tak bardzo mi z tym źle."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mój tato na łożu śmierci powiedział mi: Nie zostawiaj niczego na starość. Zawsze byłam wierna temu głosowi."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wszyscy są dla mnie tacy dobrzy. I herbatę zrobią i przyniosą, i spytają, jak się czuję. Tak mi tu z nimi dobrze."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo lubię te moje babcie. One modlą się także za mnie. Kiedy śpię, a one spać nie mogą. Kiedy jestem w kościele, w którym one od dawna nie były. Kiedy uczę ich wnuki w szkole. One są. Filary Kościoła. Moje babcie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-2931985542225693655?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/2931985542225693655/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=2931985542225693655' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2931985542225693655'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2931985542225693655'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/11/moje-babcie.html' title='Moje babcie'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-6081122171420679453</id><published>2008-11-03T21:12:00.002+01:00</published><updated>2008-11-03T21:33:57.674+01:00</updated><title type='text'>Potęga słowa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.feniks.biz.pl/images/products/product_215.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 388px; height: 199px;" src="http://www.feniks.biz.pl/images/products/product_215.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Mówi się, że żyjemy w epoce obrazu. Że słowo nie działa już tak, jak kiedyś, że nie trafia już do odbiorcy. Człowiek potrzebuje obrazu, który mógłby przykuć jego uwagę, zaangażować zmysły, po prostu zainteresować. I pewnie coś w tym jest. Jednak słowo nadal ma wielką moc.&lt;br /&gt;&lt;span xmlns=""&gt;&lt;p&gt;Ciekawe, że św. Jan zaczyna swą Ewangelię od poematu o Słowie. "Na początku było Słowo". Nie obraz. Nie dźwięk. Nie żadne multimedia. Ale właśnie słowo. Czyżby Syn Boży nie przewidział tej wielkiej dewaluacji słowa, którą wieszczą dzisiejsi specjaliści od reklamy i marketingu? Ciekawe, że greka, w której Jan spisał swą Ewangelię, rozumie ów Logos na różne sposoby. Nie tylko jako słowo, ale też jako sens, zasadę wszystkiego. Jest w tym coś niezwykle głębokiego i twórczego. Bo choć istotnie człowiek XXI wieku jest nieustannie zalewany potokiem słów, to jednak słowo zachowało swą moc, swoją potęgę.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na czym polega potęga słowa? Podczas gdy obraz z biegiem czasu ulega deformacji, zapomnieniu, słowo trwa. Trwa w niezmienionej formie, nieraz przez wiele lat. I to nie tylko na pergaminie, kartce papieru czy twardym dysku komputera. Także w człowieczym sercu. Podczas gdy obraz wiele mówi nam od razu, kiedy tylko zobaczą go nasze oczy, słowo jest bardziej dyskretne. Na początku często niezrozumiałe, wieloznaczne, z czasem zyskuje na znaczeniu, dojrzewa, pracuje w sercu słuchającego wydając konkretny plon. Tak jest właśnie ze słowem Bożym. Można znać daną perykopę na pamięć od dzieciństwa, a odkryć ją na nowo, przeżyć zupełnie inaczej, w życiu dorosłym czy w starości.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Moc Bożego słowa nie powinna nas dziwić. Słowo Boga ma moc sprawczą, performatywną. Sprawia to, co oznacza. Ale Bóg jest Bogiem i Jego słowo może wszystko. To, co najbardziej mnie uderza, a zarazem fascynuje, to ludzkie słowo, które czasami ma również wielką moc. Obserwuję to na sobie. Widzę, jak słowa, które kiedyś usłyszałem, powoli, ale konsekwentnie zmieniają moje życie, wartościowanie, moje podejście do wielu ważnych spraw. Słyszę słowa brzmiące w duszy, widzę je oczyma wyobraźni i pamięci wypisane w jakiejś broszurce czy księdze, którą kiedyś czytałem. Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu wielkich mistrzów słowa, takich jak ks. Józef Tischner, czy Wielki Poeta Zbigniew Herbert. Do obu z nich, bardziej lub mniej świadomie wciąż nawiązuję.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;    Ale chyba najbardziej zadziwia człowieka moc jego własnych słów. Sytuacje, w których ktoś przychodzi i przypomina mi moje słowa wypowiedziane dawno temu. Słowa, których sam już nie pamiętam i często się dziwię, że ja coś takiego powiedziałem. Co więcej: słowa, które niekoniecznie miały być w moich ustach słowami wielkimi, o doniosłym znaczeniu. Tymczasem dla tej osoby akurat te słowa były niezwykle ważne. Bo były otwarciem oczu na inną rzeczywistość. Bo stanowiły kroplę, która wydrążyła skałę serca tworząc najpiękniejsze i najszlachetniejsze kształty. Kilka dni temu, pewien młody człowiek przypomniał mi słowa, które wypowiedziałem półtora roku temu. Pamiętam tę rozmowę. Wydawało mi się, że do niego absolutnie nic nie trafia, że mój wysiłek jest daremny. Poza obojętności, którą wówczas przyjął nie zniweczyła potęgi słowa. I to jest tylko jeden przypadek, o którym akurat się dowiedziałem.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;    Potęga słowa jest niewątpliwa. Niesie wezwanie do wielkiej odpowiedzialności. Ktoś powiedział, że słowa, które wypowiadamy, lub co gorsza, zapisujemy, żyją odtąd własnym życiem. My możemy zmienić poglądy, ale słowa, które od nas wyszły pozostaną takie same. Będą pracować bez naszego udziału: na ludzką zgubę lub ratunek. &lt;/p&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-6081122171420679453?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/6081122171420679453/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=6081122171420679453' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6081122171420679453'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6081122171420679453'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/11/potga-sowa.html' title='Potęga słowa'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-9216217774636263068</id><published>2008-10-16T14:49:00.003+02:00</published><updated>2008-10-16T15:07:44.027+02:00</updated><title type='text'>Być przewodem</title><content type='html'>Chyba do końca życia będę pamiętał pierwsze rekolekcje Dziesięciu Kroków organizowane w naszej archidiecezji. Był luty 2002 roku, Helusz. Zaraz po studniówce dołączyłem do tych, którzy dzień wcześniej rozpoczęli rekolekcje. To był niezwykły czas. Wszyscy byli jakby przeniknięci działaniem Bożej łaski. Szczególnie mocno zapamiętałem z tych rekolekcji modlitwę wstawienniczą. Pamiętam, że nie bardzo byłem do niej przygotowany. To był ciężki dzień, końcówka rekolekcji, zmęczenie dawało się we znaki. Pamiętam, że powiedziałem wtedy: "Panie, ja nie mam ochoty, ale jeśli Ty chcesz - działaj przeze mnie". I pierwsza osoba, która poprosiła mój zespół o modlitwę padła bez ruchu. Później dowiedziałem się, że to był "spoczynek w Panu". Potem również działy się niezwykłe rzeczy, ludzie prosili w bardzo intymnych sprawach, otwierali się na działanie łaski. Był płacz, radość i taki dziwny w tym wszystkim pokój.&lt;br /&gt;Wtedy po raz pierwszy poczułem się jak przewód elektryczny, sam z siebie słaby i niewiele wart, ale przewodzący prąd pod bardzo wysokim napięciem. Wiedziałem, że nie ja byłem animatorem tamtej modlitwy, ale On. Wiedziałem też, że posłużył się moją osobą. Niewątpliwie był to wówczas dość ważny moment w moim rozeznawaniu powołania.&lt;br /&gt;Odkąd zostałem kapłanem coraz częściej czuję się jak ten przewód. Widzę, tak bardzo namacalnie, jak przez moje słowa, czyny działa Boża łaska. Jak Bóg posługuje się mną, by wyprostować kręte nieraz drogi ludzkiego życia, podnieść z upadku, wlać nadzieję. I mimo upływającego czasu to doświadczenie nie przestaje być niesamowite. Nie wiadomo skąd przychodzą ludzie, którzy proszą o radę, modlitwę i odchodzą umocnieni. I daje się w tym wszystkim odczuć bardzo bliską obecność Boga. Który jest, który działa bardzo konkretnie, tu i teraz. I po wszystkim, jakby chciał powiedzieć: "Dobra robota".&lt;br /&gt;Doświadczenie bycia przewodem jest chyba jednym z najpiękniejszych doświadczeń, jakie można sobie wyobrazić. Bo przewód pod wpływem Bożej mocy sam też się rozgrzewa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-9216217774636263068?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/9216217774636263068/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=9216217774636263068' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/9216217774636263068'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/9216217774636263068'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/10/by-przewodem.html' title='Być przewodem'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-8745075859268618590</id><published>2008-09-27T11:05:00.003+02:00</published><updated>2008-09-27T13:08:36.670+02:00</updated><title type='text'>Lecz oni nie rozumieli...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.pmkkassel.de/Nowenna/ecce.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 250px; height: 357px;" src="http://www.pmkkassel.de/Nowenna/ecce.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gdy wszyscy pełni byli podziwu dla wszystkich czynów Jezusa, On powiedział do swoich uczniów: „Weźcie wy sobie dobrze do serca te właśnie słowa: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi”. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lecz oni nie rozumieli tego powiedzenia; było ono zakryte przed nimi, tak że go nie pojęli, a bali się zapytać Go o nie.&lt;/span&gt; (Łk 9, 43b-45)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachowanie Jezusa przeczy wszystkim zasadom marketingu. W momencie największej prosperity, kiedy tłumy za Nim szaleją, ludzie zostawiają swoje domy, by iść za nim, trwają przy nim bez jedzenia i picia wiele godzin, może nawet dni, słuchają Go jak wyroczni, poszliby za Nim w ogień widząc Jego cuda - Jezus mówi o swojej śmierci. To tak jakby walnął swoich uczniów obuchem w łeb. Oni pełni entuzjazmu, pełni nadziei na lepsze życie, zapału do pracy, rozradowani widocznymi owocami podejmowanej misji - nagle usłyszeli coś, co kompletnie nie pasowało do sytuacji. Usłyszeli słowa, które zwyczajny człowiek wypowiada w chwili załamania, niemocy, jakiegoś dołka, ale nigdy będąc na szczycie sławy, w centrum zainteresowania rzesz. Oni widzą tłum pełen euforii, Jezus widzi już inny tłum, ten z dziedzińca rzymskiego namiestnika, tłum żądny Jego krwi.&lt;br /&gt;Ewangelista notuje, że uczniowie nie zrozumieli dziwnych słów Mistrza i bali się go pytać. Pewnie uznali to za chwilową niedyspozycję Jezusa. A może gdzieś w środku brali pod uwagę możliwość porażki, niepowodzenia. Jednak ta wizja nie odpowiadała ich wyobrażeniom. Bali się pytać Jezusa, bo On mógł im powiedzieć straszną dla nich prawdę, ze szczegółami wyłuszczyć, co się z Nim stanie, co się stanie z nimi. Po co pytać, skoro na razie jest dobrze? Po co szukać prawdy, jeśli łatwiej żyć w świecie własnych wyobrażeń, może nie do końca prawdziwych, ale za to jakże pięknych. Jezus mówi tym postawom: nie! I dlatego aż trzykrotnie zapowiada apostołom swoją mękę. Zawsze z tym samym skutkiem. Może gdyby wtedy Go posłuchali, może gdyby choć jeden z nich zdobył się na odwagę zadania tego najstraszniejszego z pytań, inaczej wyglądałyby obrazy ukrzyżowania, z apostołami w tle? Nie rozumieli, ale w głębi serca wyczuwali, że prawda może zmiażdżyć idyllę, którą właśnie snuli. Nie zapytali, bo przecież chwila, która wówczas trwała była zbyt cenna, by ją popsuć. Aż przyszedł ten straszny wielkoczwartkowy wieczór. I Jezus został sam. A oni wciąż nie rozumieli. I już nie mogli Go zapytać, bo oto został wydany w ręce ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łatwiej nie rozmawiać o trudnych sprawach. Ale czy tak ma postępować chrześcijanin?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-8745075859268618590?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/8745075859268618590/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=8745075859268618590' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8745075859268618590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8745075859268618590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/09/lecz-oni-nie-rozumieli.html' title='Lecz oni nie rozumieli...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-7177679078045698845</id><published>2008-09-14T13:51:00.002+02:00</published><updated>2008-09-14T13:54:27.304+02:00</updated><title type='text'>Podwyższenie Krzyża</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.fotogaleria.tutej.pl/img.php?i=fo,1387,640,1500,1178442154"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://www.fotogaleria.tutej.pl/img.php?i=fo,1387,640,1500,1178442154" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Znak krzyża towarzyszy nam od zawsze. To tym znakiem naznaczyli nas nasi rodzice w dzień chrztu świętego. W tym znaku zostaliśmy włączeni do ludu Bożego. Tego znaku nauczyła nas Mama, Ojciec, może Babcia zanim jeszcze potrafiliśmy wymówić pierwszą z naszych modlitw. Ten znak towarzyszy nam na co dzień: nim rozpoczynamy i kończymy każdą modlitwę, widzimy go na ścianach naszych domów, kościołów, w przydrożnych kapliczkach i na cmentarzu. Przez ten znak dostępujemy odpuszczenia grzechów w sakramencie pojednania. I może warto w dzisiejsze święto zastanowić się: czym właściwie jest dla mnie krzyż Chrystusa? czy nie spowszedniała mi jego obecność w moim życiu? czy zdaję sobie sprawę z tego, jak wielkim bogactwem jest krzyż dla wierzących?&lt;br /&gt;&lt;span xmlns=""&gt;&lt;p&gt;Kasia wraz z rodzicami sprowadziła się do nowego domu, w nowej miejscowości. Pewnego dnia odwiedziła ją nowa koleżanka z nowej szkoły. Rozglądnęła się po pokoju i powiedziała: "Masz taki piękny pokój. Pięknie umeblowany, ładnie urządzony. Tylko jeden szczegół jakoś tu nie pasuje. Po co nad łóżkiem wisi ten obrazek, przecież wygląda jak kawałek starej szmaty". "To nie jest obrazek – odpowiedziała Kasia – Wiesz, kiedy byłam bardzo mała, w naszym domu wybuchł pożar. Było to w nocy. Rodzice obudzili się i szybko wybiegli z płomieni na zewnątrz. Przyjechała straż pożarna. I wtedy wszyscy uświadomili sobie, że ja zostałam w środku. Komendant straży załamał ręce. Było za późno, żeby kogoś tam wysłać. Wtedy jeden ze strażaków niewiele myśląc rzucił się w ogień, wbiegł do mojego pokoju, i wyrzucił mnie przez okno, gdzie złapali mnie jego koledzy. Ale on nie zdążył wrócić. To, co wisi nad moim łóżkiem, to kawałek jego kombinezonu. Jedyna pamiątka po człowieku, który poświęcił dla mnie swoje życie. Najcenniejsza rzecz, jaką w ogóle posiadam."&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Krzyż wisi nad łóżkiem wielu z nas. Czy jest dla nas cenną pamiątką naszego odkupienia? Czy przypomina nam o tym, że Jezus Chrystus, Syn Boży, na krzyżu oddał życie po to, abyśmy my mogli żyć? On przyjął na siebie nasz wyrok. Wyrok, który zaciągnęliśmy przez nasze grzechy. Ile ich było? W ciągu tylu wieków, tylu pokoleń. Ile ich było w naszym życiu? On zabrał je wszystkie na drzewo krzyża, aby tam raz na zawsze je uśmiercić.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Izraelici szli przez pustynię. Bóg wyzwolił ich z ucisku faraona. Wyzwolił ich spod niewoli złego. Zatopił znienawidzonego władcę w wodach morza. Dał im wodę do picia, karmił ich manną i przepiórkami. W dzień osłaniał ich od żaru słońca, w nocy oświetlał  ich drogę. Ale oni zaczęli szemrać. Nagle zatęsknili za swoją niewolą. Wówczas zaczęły kąsać ich węże o jadzie palącym. Wielu z nich zmarło, a wszyscy zasłużyli na śmierć. Jednak Bóg okazał im miłosierdzie. Kazał Mojżeszowi wywyższyć węża z miedzi. Każdy ukąszony, gdy tylko spojrzał na miedzianego węża, zostawał przy życiu. Od tego czasu niewiele się zmieniło. Nadal trawi nas jad naszych grzechów, naszych niewierności. Grzech sprowadza śmierć. Nie ma innej drogi. I właśnie Jezus przyjął na siebie nasz wyrok. Został wywyższony na krzyżu, aby stać się nowym Wężem miedzianym. Każdy, kto z wiarą patrzy na Ukrzyżowanego, zostaje przy życiu. Kto z wiarą korzysta z darów Jego męki i śmierci, dziedziczy życie wieczne.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Na krzyżu objawiły się dwie rzeczywistości: wielka niegodziwość człowieka i nieskończona miłość Boga. Bo czy człowiek mógł uczynić coś gorszego niż zabicie swojego Stwórcy? To jest gorsze od wszystkich morderstw świata. A jednak logika Bożej miłości jest niesamowita. Im większym jestem grzesznikiem, tym większe mam prawo do Bożego miłosierdzia. Jezus zostawił nam wielki dar. Jest nim sakrament pojednania. W nim dokonuje się ta niesamowita wymiana, którą zapoczątkował krzyż. My dajemy Jezusowi nasze grzechy. On daje nam nowe życie, życie w swojej łasce, swojej miłości. Spowiedź to sakrament nadziei. Nadziei, która pozwala powstać z każdego upadku, która pozwala iść naprzód mimo wszystko. "Choćby grzechy wasze były jak szkarłat, nad śnieg wybieleją" mówi Bóg w proroctwie Izajasza. Taka jest logika Bożej miłości.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Trzeba nam na nowo przyjrzeć się tajemnicy krzyża. Spojrzeć na zawieszonego na nim Zbawiciela i w krótkiej modlitwie powiedzieć Mu: dziękuję. A potem powtarzać ten gest zawsze, ilekroć spotkamy się ze znakiem krzyża.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-7177679078045698845?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/7177679078045698845/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=7177679078045698845' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7177679078045698845'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7177679078045698845'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/09/podwyszenie-krzya_14.html' title='Podwyższenie Krzyża'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-1772570094815497219</id><published>2008-09-09T16:02:00.003+02:00</published><updated>2008-09-14T13:57:29.793+02:00</updated><title type='text'>Być wszystkim dla wszystkich</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.lukas.ps.pl/roma2006/san-paulo-za-murami/p1070970_resize.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 258px; height: 344px;" src="http://www.lukas.ps.pl/roma2006/san-paulo-za-murami/p1070970_resize.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;" class="podswietlenie"&gt;niektórych&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;. (1 Kor 9,22)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio właśnie te słowa Apostoła Narodów stały mi się szczególnie bliskie. Stać się wszystkim dla wszystkich. Co to właściwie znaczy?&lt;br /&gt;Jakiś czas temu byłem na kongregacji katechetycznej w Łańcucie. Mój promotor wygłosił na niej ciekawy referat na temat interioryzacji, czyli przyswajania wartości. Naczelną tezą jego wystąpienia była ta, że przekaz wartości dokonuje się na drodze identyfikacji z autorytetem. Wartości nie da się nauczyć. Dopiero kiedy przekazujący wartości stanie się autorytetem, wychowankowie starają się naśladować jego styl, sposób bycia, by w jakiejś mierze, nie zatracając własnej osobowości, upodobnić się do niego, utożsamić się z nim. Pytanie: co zrobić, aby stać się takim właśnie autorytetem? Odpowiedzi udziela św. Paweł: Stać się wszystkim dla wszystkich. Nie po to, żeby być podziwianym, duszą towarzystwa, liderem, przywódcą. Po to, żeby przekazać Ewangelię. Patrzę wstecz na swoje życie. Na autorytety jakie w nim spotkałem, jakie miały na mnie wpływ. I faktycznie - promotor miał rację. Widzę, jak wiele rzeczy od nich przejąłem i jak bardzo stały się one moimi.&lt;br /&gt;Jednak stawanie się wszystkim dla wszystkich może być niebezpieczne. Może trącić jakąś grą, jakimś aktorstwem, udawaniem, niezdrowym epatowaniem swoją rzekomą oryginalnością. Najbardziej pociągającym jest żywy autentyzm, autentyzm wiary, który cechuje miłość, wewnętrzny spokój i przejrzystość. I tu pojawia się problem. Bo człowiek jest tylko człowiekiem. I znów wraca św. Paweł, który stał się wszystkim dla wszystkich, czyli wyrzekł się tego, co było jego, cały czas pozostając przecież sobą, zdecydował się na poświęcenie wszystkiego, co przeszkadzałoby mu w osiągnięciu najważniejszego celu: by ocalić przynajmniej niektórych. Widać tu, jak wielkim realistą był Paweł. Choćbym nie wiadomo jak się starał, nie wiadomo co robił, to i tak nie uda mi się ocalić wszystkich. Co nie znaczy, że można dać sobie spokój. Bo tych niektórych może być więcej albo mniej. I w jakiejś mierze zależy to także od mojego zaangażowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być wszystkim dla wszystkich to także dawać wszystko. Dawać z siebie. Swój czas, pieniądze, zdolności, wiedzę. Dawać po prostu. Służyć całym sobą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Być wszystkim dla wszystkich to w końcu polecać ich Temu, od którego wszystko zależy. Który posyła, by czynić uczniów. Który daje wzrost wszystkiemu, co zasiane i pielęgnowane.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-1772570094815497219?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/1772570094815497219/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=1772570094815497219' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1772570094815497219'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1772570094815497219'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/09/by-wszystkim-dla-wszystkich.html' title='Być wszystkim dla wszystkich'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-4119436044460762013</id><published>2008-08-24T20:28:00.004+02:00</published><updated>2008-09-14T13:55:46.661+02:00</updated><title type='text'>Zmiany</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.fizykon.org/images/fale.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://www.fizykon.org/images/fale.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W życiu każdego człowieka zdarzają się zmiany. W życiu księdza z pewnością jest ich więcej niż w życiu osoby świeckiej. Zmiany są swoistym fenomenem. Widzę to po sobie. Z jednej strony wiążą się z jakimś cierpieniem, rozstaniem, przejściem w inny, nowy, nieznany stan. A to jest trudne, bolesne. Rodzi się pewien lęk, naturalny lęk przed nowym. I chociaż wiem, że Pan jest ze mną, chociaż nawet z tej ludzkiej strony nie mam się czego obawiać, to jednak trudno jest pozbyć się tego dziwnego dyskomfortu. Bo niewątpliwie coś się kończy. Coś, w czym było mi całkiem dobrze. Co dobrze znałem, w czym potrafiłem się poruszać, co mimo wszystkich swoich mankamentów i niedogodności było po prostu moje. A tu nagle - wszystko nowe. Nowe mieszkanie, nowi współpracownicy, nowi ludzie. Ale...&lt;br /&gt;Zmiany mają też swoją dobrą stronę. I od niej chyba powinienem był zacząć. Bo ona jest ważniejsza. Choćby dlatego, że jest celem zmiany. Ten dyskomfort, który się odczuwa w związku ze zmianą może być leczący, może stać się szansą na rozwój. Bo też rozwój wiąże się z pewnym dyskomfortem. Co więcej - nie ma rozwoju bez trudności. To jest trochę tak jak z wężem, który zrzuca swoją skórę, żeby urosnąć. Na jakiś czas staje się całkowicie bezbronny, ale gdy nowa skóra stwardnieje, jest większy, silniejszy, bardziej rozwinięty.&lt;br /&gt;Zmiany zatem kosztują.&lt;br /&gt;Dziś po raz pierwszy na większą skalę spotkałem się z moimi parafianami. I patrzę na ten czas, który przede mną z coraz większym optymizmem. Z nadzieją. W Kosinie jest bardzo wielu bardzo dobrych ludzi. Ludzi, którzy są mi dani i zadani. I którym może ja zostałem dany i zadany. Moje pierwsze kroki.&lt;br /&gt;Mówi się, że pierwsza parafia jest jak pierwsza miłość. Czy po latach będę mógł powtarzać to stwierdzenie? Nie wiem. Do tego czasu wydarzy się pewnie wiele zmian. Ale póki co - jestem dobrej myśli.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-4119436044460762013?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/4119436044460762013/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=4119436044460762013' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4119436044460762013'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4119436044460762013'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/08/zmiany.html' title='Zmiany'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-1430132847958217785</id><published>2008-08-03T19:41:00.004+02:00</published><updated>2008-08-05T09:56:52.703+02:00</updated><title type='text'>Cudotwórcza ufność</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://podwyzrz.rzeszow.opoka.org.pl/informat/image/hostia.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 280px; height: 193px;" src="http://podwyzrz.rzeszow.opoka.org.pl/informat/image/hostia.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce tu jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lecz Jezus im odpowiedział: "Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść." (Mt 14, 13nn)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ewangelia o rozmnożeniu chleba. Kiedy czytamy ten fragment Mateuszowej Dobrej Nowiny nasuwa się nam automatycznie odniesienie do Eucharystii. Ale może warto zatrzymać się trochę dłużej nad kilkoma sformułowaniami użytymi przez Ewangelistę.&lt;br /&gt;Jezus oddalił się na miejsce pustynne. Wiemy, że robił to dość często. Można powiedzieć, że niejako oddalił się z niebezpiecznego dlań terenu. Po śmierci Jana był pierwszą osobą, która mogła podzielić los Proroka znad Jordanu. A przecież jeszcze nie nadeszła Jego godzina. Jeszcze nie czas. Zatem Jezus wyruszył na pustynię, by zniknąć z pola widzenia swoich prześladowców, by znów stanąć bliżej Ojca, by móc rozmawiać tylko z Nim, by może trochę odpocząć od tłumu. I to Jezusowe wyjście na pustynię nas specjalnie nie dziwi.&lt;br /&gt;Jednak nie tylko Jezus wyszedł na pustynię. Wyszli także inni, tysiące ludzi, bez opamiętania, bez zapasów koniecznych do przeżycia na pustkowiu, bez żadnych przygotowań. Wyszli, by znaleźć Jezusa, by móc nadal słuchać Jego nauki, by odnaleźć uzdrowienie. Przecież nie liczyli na cud, który się dokonał, a żadna pobliska wioska nie mogłaby wykarmić takiej rzeszy, co starali się naiwnie sugerować uczniowie. Wyszli pełni ufności. Ufności, która przekracza nawet podstawowe wymogi ludzkiej natury. Ufności w to, że Jezus nie da im zginąć.&lt;br /&gt;I drugie sformułowanie, które szczególnie mocno uderza w dzisiejszej Ewangelii. "Zlitował się nad nimi". Jezus lituje się nad ludźmi, którzy Mu ufają, którzy powierzają się Jego dobroci. Rezygnuje ze swej samotności, odpoczynku i robi wszystko, czego od Niego oczekują. Mało. Robi znacznie więcej, niż kiedykolwiek mogli przypuszczać. Wszyscy zostali uzdrowieni, pokrzepieni słowem i nakarmieni do syta, co w tamtych czasach wśród żydowskiej biedoty należało do rzadkości.&lt;br /&gt;Ostatnie zdanie, które chcę w tym miejscu przywołać. Słowo Jezusa skierowane do uczniów: "Wy dajcie im jeść". Jezus łamie chleb, który podczas łamania się pomnaża i daje uczniom. Uczniowie zaś tłumom. Może robi tak, żeby przyśpieszyć akcję. A może ten gest ma jakieś głębsze znaczenie? Zastanawiam się nad tym od akolitatu, od czasu, kiedy po raz pierwszy w życiu stanąłem przed ludźmi trzymając w drżących dłoniach puszkę z Ciałem Pańskim. Uczestniczę w tym wielkim wydarzeniu zawsze ilekroć rozdaję Komunię świętą. On mi daje Chleb, abym ja dawał Go ludziom. Niesamowite wydarzenie wiary. Wydarzenie, które każe uklęknąć i zawołać do Jezusa, jak niegdyś uczniowie: "Panie, przymnóż nam wiary!"&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-1430132847958217785?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/1430132847958217785/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=1430132847958217785' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1430132847958217785'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1430132847958217785'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/08/gdy-jezus-usysza-o-mierci-jana.html' title='Cudotwórcza ufność'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-8628825888456778481</id><published>2008-07-21T12:29:00.003+02:00</published><updated>2008-07-22T12:10:04.778+02:00</updated><title type='text'>Znaki</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.strykowski.net/jesienfotografie/Fotografia_mgly_-_mgielne_swiatlo_-_ciekawa_pogoda_862.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 252px; height: 280px;" src="http://www.strykowski.net/jesienfotografie/Fotografia_mgly_-_mgielne_swiatlo_-_ciekawa_pogoda_862.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: „Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie”. Lecz On im odpowiedział: &lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt; „Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. &lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. &lt;/span&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon”.  (Mt 12,38-42)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Znak&lt;span style="font-style: italic;"&gt;. &lt;/span&gt;Jakieś niezwykłe wydarzenie. Rzeczywistość, którą interpretujemy jednoznacznie jako objawienie się Bożej istoty, jako ingerencję Boga w sprawy tego świata. Różne są znaki. Mogą być bardziej lub mniej spektakularne. Jedne są przez wieki uznawane za cud, zjawisko, które nie mieści się w ramach żadnej ludzkiej nauki. Cudowne uzdrowienia, pojawienia się postaci świętych. Ale są też inne znaki. Takie, które pozostają czytelne jedyne dla tego, do kogo są kierowane. Czasem jest to całkiem zwyczajne wydarzenie, dla innych może nawet niezauważalne, ale dla tej jednej osoby, adresata znaku, jest to coś, co na dobre zmienia sposób patrzenia na rzeczywistość z całym impetem wdzierając się w świadomość. Takim znakiem może być usłyszane słowo, przeczytany fragment Pisma Świętego, czyjaś obecność lub tak zwany niespodziewany zbieg okoliczności. To wszystko są znaki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba powiedzieć, że jedni ludzie spotykają w swoim życiu wiele znaków, inni nie mają ich wcale. Czy tak jest na pewno? Chyba nie. Wiele zależy od naszej wrażliwości. Człowiek, który ma uszy zamknięte na Boże wołanie, nigdy nic nie usłyszy. Bo Bóg przemawia w ciszy łagodnego powiewu. I trzeba mieć ciszę w sercu, żeby nie przegapić przechodzącego obok Boga. I chyba tak należy rozumieć słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii. Bóg daje znaki, ale nie takie, jakich oczekuje człowiek. Bóg jest większy od nas wszystkich i to od Niego zależy, jaki będzie znak. Problemem faryzeuszów nie było poszukiwanie znaku, ale niewiara, która sprawiła, że nie dostrzegli największego znaku, jaki Bóg kiedykolwiek dał człowiekowi - Jezusa Chrystusa, Bożego Syna. Czy można prosić Boga o znak, zwłaszcza wtedy, gdy nie ma się pewności co do obranej drogi życia, kiedy nie wie się, czy to, co się aktualnie robi jest słuszne, zgodne z Bożym zamysłem miłości? Myślę, że tak. Ale wtedy to żądanie znaku jest zgoła inne od żądania faryzeuszów. Bo jest pełne wiary w Bożą dobroć, w Bożą opiekę. Faryzeusze otrzymali znak Jonasza. Ale woleli uciec się do podłego kłamstwa i przekupić strażników grobu, by ci rozgłosili fałszywą wieść o wykradzeniu ciała Jezusa. Woleli uciec się do kłamstwa niż przyjąć prawdę znaku, o który sami niegdyś prosili. Tragedia niewiary Izraela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co zatem robić? Odpowiedzi udziela św. Paweł:&lt;br /&gt;&lt;span class="werset"&gt;&lt;/span&gt;"Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, &lt;a name="W23"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="werset"&gt;&lt;/span&gt;my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a &lt;span class="podswietlenie"&gt;głupstwem&lt;/span&gt; dla pogan, &lt;a name="W24"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="werset"&gt; &lt;/span&gt;dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą." (1 Kor 1,22-24)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamiast szukać znaków, trzeba nam głosić Chrystusa. A Boża logika dla człowieka niezgłębiona sprawia, że wtedy znaki mnożą się na naszych oczach. Zupełnie niespodziewanie i nieoczekiwanie. Może dlatego, że Bóg zdecydowanie przerasta nasze największe oczekiwania.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-8628825888456778481?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/8628825888456778481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=8628825888456778481' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8628825888456778481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8628825888456778481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/07/znaki.html' title='Znaki'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-8581714484433282627</id><published>2008-07-14T23:01:00.006+02:00</published><updated>2008-07-14T23:26:56.497+02:00</updated><title type='text'>Moje świadectwo</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/SHvEIt1TaKI/AAAAAAAAAeI/x8vz-4WUPMk/s1600-h/_MG_6642.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 386px; height: 257px;" src="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/SHvEIt1TaKI/AAAAAAAAAeI/x8vz-4WUPMk/s400/_MG_6642.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5222983846887385250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Każda Oaza jest inna od poprzedniej. I ta była inna. Inni byli ludzie, inny czas. I ja byłem inny. Dużo przeżyć. Ale chyba najbardziej mogłem doświadczyć, jak Pan scala to, co rozbite, połamane, jak klei to na nowo w jedną całość, niweczy podziały, niezgodę, dysonans ludzkich istnień. W człowieku i między ludźmi.&lt;br /&gt;Widziałem też, ile dobra kryje się w człowieku, a raczej ile dobra może Bóg uczynić w ludzkim życiu, często zniszczonym przez grzech własny albo innych ludzi. Jak wielki jest człowiek, gdy powstaje z upadku, jak wiele może w nim wówczas zdziałać łaska.&lt;br /&gt;Poznałem na nowo tych, których wydawało mi się, że znam. Odkryłem ich oblicza, które zamazane przez szarość codzienności, na Oazie pokazały swoje barwy: dobre i piękne. I znowu poczułem się jak akuszer Bożego wezwania. To chyba najcudowniejsze, co można poczuć.&lt;br /&gt;Kiedy tak przeglądam opisy, blogi i strony uczestników tych rekolekcji dochodzę do wniosku, że to wszystko ma głęboki sens. Choć może nieraz jest to sens ukryty. Że warto dać coś z siebie. Bo często potrzeba tak niewiele. I że charyzmat Ruchu Światło-Życie wciąż działa cuda w sercach jego uczestników. Bo przecież nie robiliśmy niczego nadzwyczajnego.&lt;br /&gt;Na koniec wypada powiedzieć: słudzy nieużyteczni jesteśmy. I to prawda. Ale czy wykonaliśmy to, co mieliśmy wykonać? Czy byliśmy dobrymi narzędziami w rękach Najwyższego? Czy nie przeszkadzaliśmy za bardzo Duchowi Bożemu, który działał w sercach tych młodych?&lt;br /&gt;Powietrzem moim jest obecność Twoja święta w sercu mym. Powszednim chlebem mym Twe żywe słowo dane mi dziś. Bez Ciebie nie mogę już żyć, dla Ciebie me serce chce bić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-8581714484433282627?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/8581714484433282627/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=8581714484433282627' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8581714484433282627'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8581714484433282627'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/07/moje-wiadectwo.html' title='Moje świadectwo'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/SHvEIt1TaKI/AAAAAAAAAeI/x8vz-4WUPMk/s72-c/_MG_6642.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-5197831798832588002</id><published>2008-06-25T15:51:00.002+02:00</published><updated>2008-06-25T16:00:11.482+02:00</updated><title type='text'>Przed Oazą</title><content type='html'>Jutro wyjeżdżam na Oazę. Jaki będzie ten czas? Co mnie w tych dniach czeka? W jaki sposób Pan będzie chciał mnie użyć? Co mogę zrobić, aby nie przeszkadzać Duchowi Bożemu, który przede wszystkim w tym czasie chce działać cuda w sercach młodych ludzi?&lt;br /&gt;Długo czekałem na ten moment. A teraz, kiedy już nadchodzi jestem pełen obaw, jakiegoś dziwnego niepokoju. Wiem, że nie będziemy na tych rekolekcjach sami. Że z jednej strony będzie z nami Pan, który sam zaplanował ten czas i tych ludzi, także nas, prowadzących. I że z drugiej strony będzie z nami Zły, który będzie szalał i robił wszystko, by zburzyć jedność, zniweczyć dobro, zasiać niepokój i nieszczerość. Zresztą on już to robi. I nie wydaje mi się, żeby miał zamiar szybko dać za wygraną.&lt;br /&gt;Ale to też znak, że jest o co zawalczyć. Poza tym "któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej"? Proszę Was w tym miejscu o modlitwę w intencji Oazy, na której od jutra będę posługiwał. Dobrze jest mieć świadomość, że gdzieś w zaciszu swoich domostw różni ludzie polecają naszą wspólną sprawę Temu, od którego wszystko zależy.&lt;br /&gt;Niech ten święty czas będzie pełen pokoju i miłości. Niech rzeczy trudne nie przesłonią nam celu, do którego dążymy, a którym jest sam Jezus Chrystus.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-5197831798832588002?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/5197831798832588002/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=5197831798832588002' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5197831798832588002'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5197831798832588002'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/06/przed-oaz.html' title='Przed Oazą'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-1198491306409262774</id><published>2008-06-21T22:47:00.003+02:00</published><updated>2008-06-21T23:11:44.758+02:00</updated><title type='text'>Kosina</title><content type='html'>Dziś wielki dzień. Dzień, w którym dostałem z rąk Księdza Arcybiskupa skierowanie na moją pierwszą parafię. Biskup posyła mnie do Kosiny. Parafia stara, znana z pobożności ludu, wielu powołań kapłańskich, po ludzku oceniając - wspaniałe miejsce na stawianie pierwszych kroków w kapłańskim życiu.&lt;br /&gt;Pamiętam kiedyś, któryś z rekolekcjonistów mówił, że niezależnie od tego, na którym jestem roku w Seminarium, czy na pierwszym czy też na szóstym, gdzieś na ziemi są już ludzie, do których będę posłany z posługą słowa, modlitwy i sakramentów. Że oni już teraz czekają na moje wsparcie, moją radę, moją obecność. Że w Bożych planach to wszystko zostało już ujęte. I właśnie teraz ta rzeczywistość ma się spełnić. Poznałem dziś twarze kilku moich parafian. We wrześniu poznam znacznie więcej. To coś niesamowitego. Dotąd byłem trochę na doczepkę, trochę na chwilę. Teraz zaczyna się coś nowego, coś zwyczajnego i fascynującego zarazem.&lt;br /&gt;Zanim Ksiądz Arcybiskup wręczył nam nominacje, mówił o potrzebie modlitwy za powierzony nam lud. Kapłan ma być pośrednikiem pomiędzy ludźmi a Bogiem. Sam z ludzi brany, dla ludzi bywa ustanawiany, aby składał ofiary za grzechy (por. Hbr 5,1). Coś w tym jest, coś niezwykle głębokiego. W tym kluczu widzę także sens modlitwy brewiarzowej. Kiedy Izrael walczył z Amalekitami Mojżesz wszedł na górę. Tak długo, jak Mojżesz miał wzniesione ręce, Izrael wygrywał, gdy Mojżesz ręce opuścił, wygrywali Amalekici (por. Wj 17,8-16). I w kapłaństwie coś takiego ma miejsce. Przykłady można by mnożyć. Chyba najbardziej jaskrawym jest życie Proboszcza z Ars, św. Jana Marii Vianneya. To właśnie jego modlitwa i post sprawiły, że parafia, będąca ośrodkiem pogaństwa i rozwiązłości stała się miejscem pielgrzymek i pogłębiania wiary wielu ludzi.&lt;br /&gt;Kosina. Dana i zadana. Mówią, że pierwsza parafia to jak pierwsza miłość. Jestem jak najlepszej myśli.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-1198491306409262774?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/1198491306409262774/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=1198491306409262774' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1198491306409262774'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1198491306409262774'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/06/kosina.html' title='Kosina'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-7578772014119603821</id><published>2008-06-20T09:42:00.002+02:00</published><updated>2008-06-20T09:58:27.598+02:00</updated><title type='text'>Poślij robotników...</title><content type='html'>Wczoraj uczestniczyłem w bardzo wzruszającej uroczystości - wprowadzenia kilku młodych chłopców do posługi ministranta i lektora. Każdy z nich długo przygotowywał się do tego dnia. Pewnie marzył o tym, żeby kiedyś stanąć przy ołtarzu w ministranckim kołnierzyku czy lektorskiej albie. Niby takie małe rzeczy, a jednak ci młodzi bardzo przeżywali ten moment. Na ich twarzach wypisane było wielkie przejęcie powagą chwili. Odświętnie ubrani, z charakterystycznym błyskiem w oku, przechodzącym niekiedy w łzę wzruszenia i... radości. Rodzice z nie mniejszym przejęciem próbowali zatrzymać tę chwilę błyskiem fotograficznego flesza, cały czas z dumą patrzyli na swoich synów.&lt;br /&gt;Patrzyłem i ja. Patrzyłem, z pewnym trudem odgrzebując w pamięci dzień, w którym ten sam Ksiądz Proboszcz nałożył na moje ramiona ministrancki kołnierzyk, a potem przyodział w białą albę. Pomyślałem sobie wtedy, jak wiele pracy i czasu potrzeba, aby ziarno powołania rzucone na glebę młodego serca mogło zakiełkować i wzrosnąć, jak wielu ludzi: rodziców, kapłanów, przyjaciół towarzyszy temu żmudnemu i niełatwemu procesowi wzrostu powołania. Czy do któregoś z tych młodych chłopców powie kiedyś Pan: "Pójdź za Mną!" i czy któryś z nich stanie kiedyś na moim miejscu wzruszając się w podobny sposób widokiem swoich młodszych kolegów.&lt;br /&gt;Świat biegnie w ślepym pędzie, lata mijają, ale pewne rzeczy pozostają niezmienne. Miejsca pozostają te same, choć zmieniają się osoby, które je zajmują.&lt;br /&gt;Jest taki niepisany zwyczaj, że nowowyświęcony ksiądz modli się o powołania ze swojej rodzinnej parafii przynajmniej do momentu, kiedy jego młodszy rodak zapuka do seminaryjnej furty. Moja modlitwa zatem trwa.&lt;br /&gt;Drodzy Młodzi Przyjaciele! Idźcie przez całe swoje życie drogą zbawienia, tą drogą, którą przygotował dla was Pan.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-7578772014119603821?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/7578772014119603821/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=7578772014119603821' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7578772014119603821'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7578772014119603821'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/06/polij-robotnikw.html' title='Poślij robotników...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-5977023816797138428</id><published>2008-06-14T20:39:00.003+02:00</published><updated>2008-06-14T21:11:00.607+02:00</updated><title type='text'>Płaszcz proroka</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://pedagog.umcs.lublin.pl/%7Ewafra/ikony/pr_Eliasz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 254px; height: 345px;" src="http://pedagog.umcs.lublin.pl/%7Ewafra/ikony/pr_Eliasz.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Eliasz poszedł z góry i odnalazł Elizeusza, syna Szafata. (...) Podszedłszy do niego, zarzucił na niego swój płaszcz. (1 Krl 19,19)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Ciekawe, że ten niepozorny epizod z Pierwszej Księgi Królewskiej jest opisem powołania. Płaszcz proroka był jego atrybutem. Eliasz zarzucając swój płaszcz na Elizeusza, stał się dla swego następcy zwiastunem Bożej woli, heroldem Bożego zamierzenia. Odtąd Elizeusz stał się uczniem tego największego z proroków Starego Przymierza. Motyw płaszcza pojawia się raz jeszcze, kiedy Eliasz miał odejść, uderzył płaszczem w wody, które się rozstąpiły. Odchodząc do nieba Eliasz zostawił Elizeuszowi ten płaszcz, który zarzucił nań u początku jego drogi. Pierwszego cudu, który niejako zainaugurował prorocką misję Elizeusza, dokonał on właśnie za pomocą tego płaszcza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego to piszę? Motyw płaszcza proroka zyskuje na znaczeniu właśnie w tym czasie - kiedy po maturalnych bojach młodzi kandydaci pukają do furt seminariów, zgromadzeń zakonnych, kiedy pragnąc odczytać Bożą wolę wobec siebie wchodzą do tej szczególnej szkoły Jezusa, jaką jest seminarium.&lt;br /&gt;Na nich też jakiś Eliasz zarzucił swój płaszcz. Może był to jakiś charyzmatyk, którego modlitwa i czyn pociągnęły naśladowcę, może cichy zakonnik, którego modlitwa wybłagała dar powołania dla kolejnego zastępu pracowników niwy Pańskiej, może zwyczajny, dobry proboszcz, który bardziej lub mnie świadomie przez świadectwo kapłańskiego życia wzbudził w młodym sercu myśl, która to serce drążyła, jak kropla skałę, aż doprowadziła do momentu decyzji.&lt;br /&gt;Jak musi czuć się taki Eliasz? Jak czuje się kapłan, którego duchowy syn, parafianin odczytuje łaskę powołania do kapłaństwa? Chyba nie ma piękniejszego uczucia, które może zagościć w kapłańskim sercu. Wtedy Eliasz wie, że mimo ciemności, słabości i grzechu, z którymi nieustannie się zmaga, idzie właściwą drogą, idzie wciąż za Światłem, Boskim Żniwiarzem, Pasterzem i Kapłanem. Taki Eliasz musi też czuć na swoich barkach ciężar odpowiedzialności. Choć sam Bóg jest Panem winnicy i żniwa, to jednak jego prorok musi pozostać wierny, zwłaszcza, gdy w swoim życiu choć raz stał się przykładem, znakiem wskazującym drogę, gwiazdą polarną czyjegoś szlaku. Taki Eliasz w końcu może ze spokojem pozostawić swój płaszcz i powiedzieć za Symeonem: "Teraz, o Panie, pozwól odejść swemu słudze w pokoju".&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-5977023816797138428?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/5977023816797138428/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=5977023816797138428' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5977023816797138428'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5977023816797138428'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/06/paszcz-proroka.html' title='Płaszcz proroka'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-1959943795193984439</id><published>2008-06-11T15:13:00.003+02:00</published><updated>2008-06-11T16:15:41.622+02:00</updated><title type='text'>Ćwierć wieku</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://twojepc.pl/html/nikon_vs_benq/3/Zegar.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://twojepc.pl/html/nikon_vs_benq/3/Zegar.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Brzmi to nieco patetycznie, ale tak się właśnie składa, że dziś kończę 25 lat, czyli dokładnie ćwierć wieku. To zarazem mało i dużo. Nie chciałbym się tutaj rozwodzić nad swoim dotychczasowym życiem, choć przyznam, że takie chwile sprzyjają refleksjom. Ciekawe, że urodziłem się dokładnie w dziesiątą rocznicę aktu konstytutywnego Ruchu Światło-Życie. Ruchu, z którym związałem w jakiś sposób swoje życie. 25 lat Bożego błogosławieństwa. Przecież tak wiele się w tym czasie wydarzyło... Jakie będzie następne ćwierćwiecze? Czy przede mną jeszcze jedno czy może dwa? Takie pytania też się gdzieś rodzą. Ale przede wszystkim rodzi się pragnienie wyrażenia wdzięczności. Dlatego w czasie Mszy świętej będę dziś dziękował Bogu za dar życia, wiary i powołania, za każde dotknięcie Jego łaski, jakie miało miejsce w ciągu tych dwudziestu pięciu lat. I za wszystkich ludzi, których postawił na mojej drodze jako drogowskazy, przewodników, współwędrowców...&lt;br /&gt;Zdaję sobie sprawę, że ten dzień jest ważny nie tylko dla mnie. W bardzo swoisty sposób przeżywają go moi kochani Rodzice. Fakt, że moje 25. urodziny zbiegają się w czasie z pewnym życiowym przełomem, jakim niewątpliwie jest kapłaństwo, a co za tym idzie z jakimś usamodzielnieniem, ma tutaj, jak mniemam, niebagatelne znaczenie. Oni wiedzą, że coś się skończyło, a zaczyna się coś nowego. Może nawet zdają sobie z tego sprawę lepiej niż ja. Bo sami kiedyś coś podobnego przeżyli.&lt;br /&gt;Dobrze, że w naszej katolickiej kulturze, urodziny tracą swoje świąteczne znaczenie na rzecz imienin. Bo dzięki temu ma się czas choćby na taką refleksję. Za 25 lat chodzenie po tym świecie, dziękuję...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-1959943795193984439?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/1959943795193984439/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=1959943795193984439' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1959943795193984439'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1959943795193984439'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/06/wier-wieku.html' title='Ćwierć wieku'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-2570386840718382176</id><published>2008-06-07T23:45:00.004+02:00</published><updated>2008-06-07T23:59:18.478+02:00</updated><title type='text'>Dać świadectwo nadziei</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://obrazy.sedina.px.pl/woti/tajemnicesediny4/KoronaZaKotwica.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 249px; height: 437px;" src="http://obrazy.sedina.px.pl/woti/tajemnicesediny4/KoronaZaKotwica.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ks. Tischner powiedział kiedyś, że całe jego życie jako kapłana i filozofa można by określić jako pracowanie nad ludzką nadzieją. Bo wiara - argumentował Profesor - w gruncie rzeczy jest łaską. Miłość - każdy musi sam pracować nad swoją miłością. A nad nadzieją człowieka trzeba pracować wciąż, nieustannie, od niemowlęcia do starca.&lt;br /&gt;I jest w tych słowach jakaś niezwykle głęboka myśl. Wielka, odkrywcza prawda. Przesłanie, którego potrzebuje człowiek XXI wieku to przesłanie nadziei. Nadziei na to, że człowiek może powstać ze swojej nędzy i ukazać swoją wielkość w promieniach Bożego miłosierdzia. Nadziei na to, że rzeczy tego świata nie stanowią granicy ludzkiego istnienia. Nadziei na to, że nie ma takiego dna, takiej otchłani, z której człowiek pociągnięty łaską Bożą nie mógłby się wydostać, albo lepiej, z której Bóg nie mógłby człowieka wydobyć.&lt;br /&gt;Dlatego właśnie te słowa: "Odkąd Jezus pokonał śmierć żaden optymizm nie jest w Kościele przesadą" wpisałem w podtytule mojego bloga. Dlatego wcześniej wpisałem je w swoją świadomość. Dlatego mam je w opisie na GG i kiedy znajomi pytają mnie, kiedy wreszcie zmienię opis, wciąż odpowiadam: kiedy znajdę lepszy. Bo istotnie, nie znajduję.&lt;br /&gt;Nadzieja w ikonografii przedstawiana jest za pomocą symbolu kotwicy. Bo to właśnie nadzieja jest gwarantem stałości, niezmiennego trwania wśród przemian świata, bałaganu myśli i uczuć. Nadzieja jest kotwicą, którą człowiek żyjący na ziemi zarzuca w niebo, dzięki której otwiera nowy horyzont - innego, lepszego jutra. Innej, lepszej... wieczności.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-2570386840718382176?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/2570386840718382176/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=2570386840718382176' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2570386840718382176'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2570386840718382176'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/06/da-wiadectwo-nadziei.html' title='Dać świadectwo nadziei'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-2169997984316444499</id><published>2008-05-30T15:57:00.002+02:00</published><updated>2008-05-30T16:34:55.603+02:00</updated><title type='text'>Najświętsze Serce</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/SEAQe4s4UbI/AAAAAAAAAJY/akEHKdlmIac/s1600-h/nspj-1.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 204px; height: 247px;" src="http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/SEAQe4s4UbI/AAAAAAAAAJY/akEHKdlmIac/s200/nspj-1.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5206179292043039154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa. Myślę, że warto przy tej okazji zadać sobie pytanie: czy kult Serca Jezusowego ma człowiekowi XXI wieku coś do zaoferowania? Czy nie jest tylko przestarzałą formą pobożności naszych babć? Myśląc o Sercu Pana Jezusa widzę obrazy wiszące na popękanych ścianach starych domostw. Jeden z nich zawsze przedstawiał Pana Jezusa, drugi Matkę Bożą. Oboje dłonią wskazywali na serce.&lt;br /&gt;W jakimś sensie można powiedzieć, że kult Serca Jezusowego został zastąpiony, albo inaczej - znalazł kontynuację w kulcie Bożego Miłosierdzia. Przesłanie św. Marii Małgorzaty i św. Faustyny jest niemal takie samo. Może jednak warto przez chwilę zastanowić się, jak Serce Jezusa może przemienić naszą codzienność.&lt;br /&gt;Serce od wieków jest symbolem bardzo popularnym. W naszej kulturze oznacza siedlisko uczuć, przede wszystkim zaś miłości. Ale już w kulturze żydowskiej serce ma dużo bogatszą symbolikę. Oznacza nie tylko uczucia, ale i umysł, wolę, cały ośrodek decyzyjny człowieka, jakby całe jego jestestwo.&lt;br /&gt;Na wspomnianym wcześniej obrazie, namalowanym według wizji św. Małgorzaty, Serce Jezusa jest otoczone wieńcem ciernia, przebite włócznią, a na jego szczycie płonie ogień, spośród którego wyłania się krzyż. Każdy z tych szczegółów ma swoją głęboką wymowę.&lt;br /&gt;Wieniec z ciernia. Zapewne nawiązanie do cierniowej korony. Cierpienie, które zawsze wiąże się z miłością. Wywołane przez okoliczności zewnętrzne, ludzką zawiść, ale przede wszystkim przez niewdzięczność ukochanych osób. Znamienne, że im bardziej się kocha, im serce jest większe, tym bardziej wbijają się weń ciernie, tym więcej cierpi.&lt;br /&gt;Serce tak wielkie, że nie pomieściło Bożej miłości. Dlatego musiało zostać przebite włócznią żołnierza. Ewangelista Jan napisze, że natychmiast wypłynęły z niego krew i woda. Boża łaska i miłość nie czeka ani przez sekundę. Działa natychmiast. Natychmiast po zadaniu rany.&lt;br /&gt;Serce płonie. Ogień. Rzeczywistość niezwykle dynamiczna, żywa, zdolna rozpalić wnętrze człowieka, zagrzać go do czynienia dobra, ale też spalić to, co w nim jeszcze niedoskonale, odległe od Bożej miłości. I w końcu krzyż. Drzewo, na którym to wszystko się dokonało.&lt;br /&gt;Święty Franciszek wołał osiem wieków temu: "Miłość nie jest kochana!" Czy od tego czasu coś się zmieniło? A zatem Boże Serce chce przekazać nam prawdę od dawna znaną, ale wciąż nową, którą co dzień na nowo trzeba nam odkrywać:&lt;br /&gt;"Bóg jest miłością!" (1 J 4,8)&lt;br /&gt;"Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał" (J 3,16).&lt;br /&gt;"Oto wyryłem cię na obu dłoniach" (Iz 49,16a)&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-2169997984316444499?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/2169997984316444499/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=2169997984316444499' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2169997984316444499'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2169997984316444499'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/05/najwitsze-serce.html' title='Najświętsze Serce'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/SEAQe4s4UbI/AAAAAAAAAJY/akEHKdlmIac/s72-c/nspj-1.gif' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-4501126121604245252</id><published>2008-05-29T08:20:00.003+02:00</published><updated>2008-05-29T08:47:50.164+02:00</updated><title type='text'>Abym przejrzał...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://republika.pl/blog_pj_667493/1254635/tr/slepa.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://republika.pl/blog_pj_667493/1254635/tr/slepa.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”. Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Synu Dawida, ulituj się nade mną”. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jezus przystanął i rzekł: „Zawołajcie go”. I przywołali niewidomego, mówiąc mu: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię”. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: „Co chcesz, abym Ci uczynił?” &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Powiedział Mu niewidomy: „Rabbuni, żebym przejrzał”. Jezus mu rzekł: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą. (Mk 10,46-52)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Święty Marek w swojej Ewangelii rysuje portret ucznia Jezusa. Robi to najczęściej na przykładach osób zupełnie przypadkowych, które występują na kartach Ewangelii sporadycznie, czasami nawet tylko jeden raz. Oni są przykładami właściwego podejścia do Mistrza z Nazaretu, w opozycji do tych, którzy cały czas byli przy Jezusie, którzy przy Nim trwali wciąż zmagając się z trudnymi cechami własnego charakteru, z tym wszystkim, co wciąż przysłaniało im Jezusa jako Pana.&lt;br /&gt;Jedną z takich postaci jest żebrak Bartymeusz. Już sam sposób, w jaki go przedstawiono jest niezwykle ciekawy. "Bartymeusz, syn Tymeusza". Bardzo szczegółowe przedstawienie osoby. Tak jakby Bartymeusz był w pierwotnym Kościele kimś szczególnym, powszechnie znanym. Jednak nie potwierdzają tego ani Dzieje Apostolskie, ani inne pisma, nienatchnione, które opisuje życie pierwszych chrześcijan. A zatem, skąd taka forma przedstawienia ślepego żebraka? Może Ewangelista chciał pokazać, że to był ktoś konkretny, może chciał uwiarygodnić swoją relację poprzez dbałość o historyczny szczegół. A może był jakiś inny powód: może po prostu człowiek znajdujący się na najniższym szczeblu społecznych struktur Izraela zasłużył sobie na taki wpis do księgi życia poprzez swoją wiarę i wielką ufność, jaką pokładał w Jezusie.&lt;br /&gt;Bartymeusz słyszał coś o Jezusie. Chyba nie znał teologicznej prawdy o Mesjaszu, Synu Bożym, prawdopodobnie liczył tylko na cudotwórczą moc Tego, który mógł przywrócić mu wzrok. Jednak to wystarczyło, aby stał się cud. Ciekawy jest opis Jezusowego przejścia przez miejsce, ulicę, przy której siedział ów żebrak. Jezus zdawał się przechodzić pomimo wołania Bartymeusza. Uczniowie idący za Mistrzem wręcz uciszali ślepca, kazali mu przestać, odpuścić, dać spokój. A ten wołał jeszcze głośniej. I stała się rzecz ciekawa. Jezus przywołał go do siebie. Ta informacja dotarła do Bartymeusza również za pośrednictwem uczniów. Czyżby Jezus nie wiedział, z jakim trudem przychodzi człowiekowi niewidomemu poruszać się po okolicy, zwłaszcza wśród tłumu nieznanych mu ludzi? Czy nie zdawał sobie sprawy, że znacznie łatwiej byłoby po prostu podejść do żebraka, czy choćby nakazać uczniom, aby go przyprowadzili? To był moment ukazujący ogromną wiarę Bartymeusza. Wstał, zostawił swój płaszcz, jedyną rzecz, która mogłaby mu przeszkodzić w dotarciu do Mistrza, a która być może była jedyną rzeczą, którą w życiu posiadał, i nie zważając na okoliczności podszedł do Pana. Był zdeterminowany. Bez chwili wahania odpowiedział na pytanie Jezusa: "Rabbuni, abym przejrzał!" I stał się cud. Jednak to nie koniec historii Bartymeusza. To dopiero jej początek. Odtąd szedł za Jezusem.&lt;br /&gt;Czego uczy nas ślepy żebrak spod bram Jerycha?&lt;br /&gt;Po pierwsze: wytrwałej modlitwy. Modlitwy, której nie mogą zniweczyć ludzkie namowy, zniechęcenie, wytykanie palcami. Modlitwy ufnej na przekór wszystkiego, która nie ustaje nawet wtedy, gdy wydaje się, że Jezus zdaje się nas nie zauważać, przechodzić mimo.&lt;br /&gt;Po drugie: umiejętności pozostawienia za sobą tego wszystkiego, co nas ogranicza: naszych obaw, lęków, które nas paraliżują, różnych grzesznych sytuacji, niepokojów.&lt;br /&gt;Po trzecie: wdzięczności za wielkie rzeczy, które Pan czyni nieustannie w naszym życiu. Wdzięczności, która nie wyraża się w słowach, lecz w heroizmie pójścia za Chrystusem.&lt;br /&gt;W tym wszystkim zaś Bartymeusz jest nauczycielem wiary. Tej żywej, dynamicznej, zdolnej przemienić nie tylko ślepca w człowieka widzącego, lecz także żebraka pozbawionego perspektyw na ucznia Chrystusa niosącego nadzieję światu.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-4501126121604245252?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/4501126121604245252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=4501126121604245252' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4501126121604245252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4501126121604245252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/05/abym-przejrza.html' title='Abym przejrzał...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-7278268023032062853</id><published>2008-05-25T12:24:00.002+02:00</published><updated>2008-05-25T12:37:42.276+02:00</updated><title type='text'>Uwierzyć Bożej miłości</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.bisi.com.pl/zbstrony/przyroda/lilia_w.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://www.bisi.com.pl/zbstrony/przyroda/lilia_w.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Tyle się mówi o miłości Boga do człowieka. I dobrze. Bo tej rzeczywistości, jaką jest Boża miłość nikt nigdy nie zgłębi do końca, nie da się jej wyrazić ludzkim językiem, słowa wciąż będę wobec niej nieporadne, zbyt małe, karłowate. Tym bardziej trzeba mówić o fenomenie Bożej miłości, im więcej mówi się o panoszącym się w świecie złu, które przybiera coraz bardziej niespodziewane formy.&lt;br /&gt;Ale może warto od czasu do czasu spojrzeć na Bożą miłość z drugiej strony. Jak ja tę miłość rozumiem, czy jej doświadczam, jak ją przyjmuję, czy staram się na nią odpowiadać?&lt;br /&gt;Czego Bóg oczekuje od człowieka? Żeby odwzajemnił Jego miłość - w jakimś stopniu na pewno tak. Ale przecież człowiek nie jest w stanie kochać Boga tak, jak sam jest przez Niego kochany. I Bóg doskonale o tym wie. Dlatego wymaga od człowieka przede wszystkim tego, aby pozwolił się kochać, aby uwierzył w Bożą miłość. Uwierzyć w miłość Boga, to raz na zawsze uznać sens swojego istnienia, to usunąć lęk ze swojego życia, zdać się na Boga, ufać w Jego wspaniały plan, jaki ma wobec każdego z nas.&lt;br /&gt;Taka postawa znajduje swoje ukonkretnienie w odpowiednim spoglądaniu we własną przyszłość. Nie wiem, co mnie spotka jutro. Nie wiem nawet, co będzie dziś wieczorem. Nie snuję dalekosiężnych planów, choć staram się zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby było dobrze. Znam pewną niemiecką piosenkę, która w prostych słowach wyraża wielką prawdę: "Mój czas stoi w Twoich rękach, teraz mogę być spokojny, spokojny w Tobie. Ty jesteś Dobrocią, Ty możesz wszystko uczynić, daj mi wielkie serce, uczyń je wielkim w Tobie".&lt;br /&gt;Miłość. Ufność. Pokój.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-7278268023032062853?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/7278268023032062853/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=7278268023032062853' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7278268023032062853'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7278268023032062853'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/05/uwierzy-boej-mioci.html' title='Uwierzyć Bożej miłości'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-7244009417370729216</id><published>2008-05-18T12:49:00.005+02:00</published><updated>2008-05-18T13:11:00.779+02:00</updated><title type='text'>Doskonała wspólnota</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.katowice.oaza.pl/g/ikony/trojca%20swieta_bak.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 253px; height: 361px;" src="http://www.katowice.oaza.pl/g/ikony/trojca%20swieta_bak.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;To przedziwne, że nasz Bóg jest wspólnotą Osób. Prawda niemożliwa do zrozumienia, ale wiele mówiąca. Bóg jest w Trzech Osobach, aby mógł kochać. Najgłębszym sensem istnienia jest bowiem miłość, która w przypadku Osób Trójcy jest miłością doskonałą. Niektórzy nawet próbują w kluczu miłości pojmować tajemnicę Ducha Świętego, który jest osobową Miłością Ojca do Syna i Syna do Ojca. Wspólnota Osób. Wspólnota doskonała.&lt;br /&gt;Co z tego wynika dla nas? Po pierwsze - człowiek stworzony na Boży obraz i podobieństwo nie może istnieć poza wspólnotą, bez relacji z innymi ludźmi, bez miłości, która jest przecież imieniem samego Boga. Po drugie - Trójca Święta jest jedyną wspólnotą doskonałą. Przynajmniej do czasu założenia nowej ziemi i nowego nieba, w niebieskim Jeruzalem. Wszystkie nasze ludzkie wspólnoty z założenia obarczone są możliwością błędu, grzechu, niesnasek. Ktoś powiedział, że problemów nie ma tylko tam, gdzie się nic nie robi. Niby zdajemy sobie z tego sprawę, ale wciąż nas boli to czy owo z naszej wspólnoty, wciąż nam się wydaje, że inni mają lepiej. Najlepiej jest tam, gdzie nas nie ma. Ks. Blachnicki mawiał, że głupcem jest ten, kto szuka na ziemi wspólnoty doskonałej. Sztuką jest trwać mimo niedoskonałości. Widzieć w tych ludziach, którzy mnie otaczają i którzy w jakiś sposób są mi dani i zadani, jakiś zamysł Boży, Bożą wolę. Być świadkiem tu i teraz. Świadkiem miłości Trójjedynego Boga!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-7244009417370729216?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/7244009417370729216/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=7244009417370729216' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7244009417370729216'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7244009417370729216'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/05/doskonaa-wsplnota.html' title='Doskonała wspólnota'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-7066812427711138917</id><published>2008-05-14T13:17:00.003+02:00</published><updated>2008-05-14T14:27:12.810+02:00</updated><title type='text'>Wielbi dusza moja Pana</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/SCraJnCUgSI/AAAAAAAAACk/f2pYC5CO7uQ/s1600-h/DSC_5942.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/SCraJnCUgSI/AAAAAAAAACk/f2pYC5CO7uQ/s320/DSC_5942.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200208578385051938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I stało się. Jestem kapłanem. Dzień święceń, potem Msza prymicyjna w rodzinnej parafii. Wiele łez, wzruszeń. Chwile, które na zawsze będą moją Galileą, do której trzeba mi będzie wracać w momentach trudnych, kryzysowych, kiedy śpiew "Hosanna" ustąpi przed krzykiem "Ukrzyżuj!".&lt;br /&gt;We wszystkim tym widzę tak bardzo namacalnie działanie Bożej łaski. Na każdej płaszczyźnie tego, co się wydarzyło wydają się spełniać słowa Psalmu: "Swoim aniołom dał rozkaz o tobie,&lt;br /&gt;aby cię strzegli na wszystkich twych drogach" (Ps 91,11).&lt;br /&gt;Wszystko jest pierwsze - pierwsze msze święte, pierwsze spowiedzi. I ciągle ta niewiara w to, że to wszystko naprawdę się stało.&lt;br /&gt;Teraz trwam z ufnością i spokojem w modlitwie o wierność. Nie wiem, jakie plan ma Pan wobec mnie. Wiem jedno - zostałem wyryty na Bożych dłoniach.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-7066812427711138917?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/7066812427711138917/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=7066812427711138917' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7066812427711138917'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7066812427711138917'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/05/wielbi-dusza-moja-pana.html' title='Wielbi dusza moja Pana'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/SCraJnCUgSI/AAAAAAAAACk/f2pYC5CO7uQ/s72-c/DSC_5942.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-3005080004522085780</id><published>2008-04-19T15:50:00.002+02:00</published><updated>2008-04-19T16:05:09.965+02:00</updated><title type='text'>Cezury</title><content type='html'>Dzieje każdego narodu, każdej społeczności, ale też każdego człowieka natrafiają na swoje cezury: jakieś wydarzenia, chwile niezwykle ważne, które niejednokrotnie decydują o przyszłości, pozwalają ocenić przeszłość, czasem nawet nadają jej sens. Kiedy patrzymy z perspektywy czasu na nasze życie widzimy nazbyt wyraźnie te momenty, które skierowały nasze kroki na nowe tory. Widzimy je wyraźnie, kiedy się zbliżają. Zawsze wiążą się z pewnym oczekiwaniem, ale też z jakimś kryzysem: oto wkraczamy w jakąś nową rzeczywistość. Wkraczamy jako ci sami ludzie, ale też jesteśmy inni niż przedtem. Nowa rzeczywistość, która wyłania się zza naszych cezur może wydawać się nam bardziej lub mniej interesująca, czasem może nawet nas przerażać, zawsze jednak wiąże się z pewną fascynacją, ciekawością, ale i brakiem pewności, jak tam naprawdę będzie, co czeka nas za zamkniętymi jeszcze, choć już otwierającymi się przed nami drzwiami naszych zdarzeń.&lt;br /&gt;Piszę te słowa jako człowiek stojący przed wielką cezurą. Kto wie, czy nie największą w życiu. Kapłaństwo. Rzeczywistość, na którą tak długo czekałem, a która w dużym stopniu jest jakąś niewiadomą. Przejawia się to choćby i w tym, że wciąż nie wyobrażam sobie siebie przy ołtarzu, czy w konfesjonale, choć zostało już tak niewiele czasu. Na krótko przed włożeniem rąk biskupa klękam w seminaryjnej kaplicy i zastanawiam się, jak to będzie: czy podołam, dam radę, czy wytrwam, jak wytrwam? Na koniec mój wzrok koncentruje się na tabernakulum - niezwykłym namiocie obecności Tego, który jest Panem żniwa. I nie pozostaje nic innego jak wołać: "Jezu, ufam Tobie". Tylko tyle i aż tyle.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-3005080004522085780?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/3005080004522085780/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=3005080004522085780' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3005080004522085780'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3005080004522085780'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/04/cezury.html' title='Cezury'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-6352421808355318299</id><published>2008-04-12T21:43:00.001+02:00</published><updated>2008-04-12T21:44:46.586+02:00</updated><title type='text'>Dobry Pasterz</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-size:100%;" &gt;Widok pasterza prowadzącego stado owiec należy w naszych czasach do rzadkości. Liturgia słowa IV niedzieli wielkanocnej, którą dzisiaj przeżywamy oraz rozpoczynający się w Kościele tydzień modlitw o powołania kapłańskie i zakonne skłaniają nas do tego, aby przez chwilę pochylić się nad postacią Jezusa – Dobrego Pasterza.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-size:100%;" &gt;Jednak nie tylko my mamy trudności ze zrozumieniem, co właściwie oznacza termin „Dobry Pasterz” w odniesieniu do Jezusa. Samo tylko porównanie z pasterzem to zdecydowanie za mało. Jezus mówi coś, co dla nawet dla współczesnych Mu pasterzy musiało brzmieć niedorzecznie, wręcz absurdalnie: „Dobry pasterz oddaje swoje życie za owce”. Bo czyż życie człowieka, a zatem pasterza nie jest o wiele bardziej cenne niż życie tysięcy nawet owiec? Co musi charakteryzować Dobrego Pasterza, żeby zdolny był aż do szaleństwa oddanie swojego życia za stado zwierząt? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-size:100%;" &gt;Te trudne słowa Jezusa możemy w pełni zrozumieć tylko w relacji Jezusa Dobrego Pasterza do wszystkich wierzących w Niego – owiec, które słuchają Jego głosu. Jezus tak nas umiłował, że nie zawahał się oddać swojego życia, aby uratować nas od śmierci. Dlatego nazywa siebie Dobrym Pasterzem. Oddać życie za owce. Z istoty znacznie mniej ważne, słabsze, bardziej liche niż On sam. Do takiego heroizmu może skłonić jedynie miłość. Miłość, jaką Dobry Pasterz obdarzył swoje owce. „Miarą miłości jest miłość bez miary” mawiał św. Franciszek Salezy. Miarą miłości Jezusa do człowieka jest krzyż – a zatem moment całkowitego oddania się Bogu i ludziom, moment poświęcenia wszystkiego, czym Jezus był i co posiadał. Po prostu nie mógł dać nam więcej. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-size:100%;" &gt;Opowieść o Dobrym Pasterzu mówi nam bardzo wyraźnie o jeszcze jednej rzeczywistości. „Moje owce słuchają mojego głosu, Ja znam je, a one idą za Mną”. Nie można być chrześcijaninem w pojedynkę. Spodobało się Bogu zbawić człowieka we wspólnocie. Każdy człowiek we wspólnocie Kościoła jest ważny, ale swoją pełnią odnajduje jedynie w odniesieniu do innych – braci i sióstr w Chrystusie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-size:100%;" &gt;Choć wszyscy jesteśmy owcami w stadzie Jezusa – Dobrego Pasterza, to jednak Bóg bogaty w miłosierdzie posyła do nas swoich pasterzy – ludzi, którzy jak mawiał św. Augustyn, są wraz z innymi chrześcijanami, ale dla innych – pasterzami. Pasterze, a zatem biskupi i kapłani są powołani do szczególnej służby Bożej. Rzeczywistość powołania kapłańskiego Jan Paweł II zawarł w tytule swojej autobiograficznej książki: „Dar i tajemnica”, a kapłan-poeta, zmarły przed kilkoma laty ks. Jan Twardowski pisał: „Swojego kapłaństwa się boję, swojego kapłaństwa się lękam. I przed kapłaństwem w proch padam, przed swoim kapłaństwem przyklękam”. Kiedy spotykamy konkretnego księdza zwracamy uwagę na jego osobowość, pobożność, umiejętność głoszenia kazań czy życzliwość w kontaktach z parafianami. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że za każdą sutanną kryje się wielka tajemnica powołania. Tajemnica przedziwnej zażyłości Boga z człowiekiem. Bo oto Bóg wybiera zwykłego człowieka, spośród wielu innych, często lepszych, mądrzejszych, bardziej pobożnych ludzi, wybiera go i posyła, aby niósł światu Dobrą Nowinę, by działał w Imieniu samego Boga, był jakby pośrednikiem pomiędzy Bogiem a człowiekiem poprzez posługę modlitwy i sakramentów.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-size:100%;" &gt;Nikt nie rodzi się kapłanem. Historia każdego powołania jest inna. Bóg każdego człowieka prowadzi nieco inną drogą. I zawsze pozostaje tajemnicą, jak to się dzieje, że młody człowiek pewnego dnia postanawia zostać kapłanem, oddać swoje życie na służbę Bogu i ludziom. Jednak są pewne okoliczności, które to ułatwiają: rodzina, Bogiem silna, atmosfera życia w Bożej obecności, szacunek i pietyzm wobec świętości, kontaktu z Bogiem w modlitwie, słuchaniu Bożego Słowa czy w sakramentach. Czasami ktoś od dłuższego czasu odczuwa, że kapłaństwo jest jego drogą. Niekiedy świadomość taka spada na człowieka jak grom z jasnego nieba, na przykład w związku z jakimś trudnym życiowym doświadczeniem. Albo też zupełnie nagle, ktoś kto nigdy wcześniej nie myślał o tym, że mógłby zostać księdzem, porzuca swoje życiowe plany i z pewną obawą w sercu, ale też trudną do określenia determinacją puka do seminaryjnej furty. Różne drogi prowadzą do momentu decyzji, decyzji niezwykle trudnej, która zawsze jest pewnym ryzykiem, postawieniem wszystkiego na jedną kartę, wielkim aktem ufności wobec Boga, w nadziei, że On sam będzie nagrodą dla kapłana oraz wsparciem w momentach prób i doświadczeń. A takich chwil nigdy nie brakowało i nie brakuje.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-size:100%;" &gt;„Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i aby owoc wasz trwał”. Te słowa Jezusa przypominają wszystkim ludziom, którzy mają stać się pasterzami lub od dawna sprawują pasterską posługę wobec ludu Bożego, że Pan potrzebuje ich właśnie takimi, jakimi są. Że ich powołanie i wybór nie pochodzi od nich samych, ale u jego źródła jest Bóg w Trójcy Świętej Jedyny. Dar i tajemnica. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-size:100%;" &gt;Może warto zastanowić się przez chwilę, kim bylibyśmy dzisiaj gdyby nie kapłani, których spotkaliśmy na swojej drodze, którzy nas ochrzcili, przygotowali do pierwszej Komunii świętej, po wielekroć odpuszczali grzechy w sakramencie pojednania, rozdzielali Ciało Chrystusa. Niedziela Dobrego Pasterza jest dobrą okazją do tego, by podziękować Bogu za to, że w parafiach naszej diecezji nigdy nie brakowało kapłanów, że zawsze możemy korzystać z pasterskiej posługi tych, których posyła nam Pan. Prośmy też naszego Pana, aby nieustannie posyłał robotników na swoje żniwo, aby otwierał serca synów i córek Kościoła na głos swego wezwania.  &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-size:100%;" &gt;Panie, poślij robotników na swoje żniwo! Spraw, aby ich usta głosiły Twoje słowo, by ich dłonie były Twoimi dłońmi, a serca przeniknięte Twoją miłością rozdawały ją hojnie wszystkim, którzy jej potrzebują. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-6352421808355318299?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/6352421808355318299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=6352421808355318299' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6352421808355318299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6352421808355318299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/04/dobry-pasterz.html' title='Dobry Pasterz'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-1340977736409553675</id><published>2008-04-05T15:43:00.011+02:00</published><updated>2008-04-05T16:01:09.249+02:00</updated><title type='text'>Przed Oazą...</title><content type='html'>"Nie wyobrażam sobie wakacji bez Oazy..." - tym zdaniem od kilku ładnych lat zaczynałem moje świadectwo w czasie godziny świadectw w ostatnim dniu oazowych rekolekcji. W ubiegłym roku, po raz pierwszy od dziesięciu lat, musiałem sobie jednak wyobrazić wakacje bez Oazy. Już wtedy wiedziałem, że za rok będzie inaczej. I stało się. Prosiłem Pana, żeby pokazał mi, czego ode mnie oczekuje. I nagle to, co zdawało się być niemożliwe, stało się dziecinnie proste. W ciągu kilku dni dowiedziałem się, że będę współprowadził Oazę Nowego Życia I stopnia w Hłudnie, w pierwszym turnusie. Kilka dni później udało się nam, z ks. Mirkiem, skompletować skład diakonii. I choć nie można powiedzieć, że wszystko jest już proste i jasne, to jednak taka perspektywa napawa entuzjazmem i radością. Teraz czas zacząć wielkie wołanie do Pana w intencji Oazy. Bo to zawsze się sprawdza. Dobra Oaza, to Oaza omodlona. Dlatego proszę Was dzisiaj o modlitwę w intencji tych rekolekcji. Proszę o modlitwę w intencji moderatorów, żeby nasza ludzka pycha nie stała się przeszkodą na drodze realizacji Bożego planu. Proszę o modlitwę za diakonię, abyśmy zwrócili wzrok na to, co nas łączy, szczególnie zaś na powołanie do tego, by czynić uczniów. W końcu proszę o modlitwę za naszych uczestników, tych, którzy już wiedzą, że z nami pojadą i tych, którzy na razie nie dopuszczają w ogóle takiej możliwości, abyśmy na ten czas stanowili jedno.&lt;br /&gt;Do święceń pozostało nieco ponad miesiąc. Nie muszę zatem mówić o jaką modlitwę jeszcze proszę. Dziękuję tym wszystkim, którzy mnie podczytują. Dziękuję Wam za wsparcie i za wszelkie dobro, które mi wyświadczacie, a którego tak często nie jestem świadomy.&lt;br /&gt;Alleluja!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-1340977736409553675?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/1340977736409553675/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=1340977736409553675' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1340977736409553675'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1340977736409553675'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/04/przed-oaz.html' title='Przed Oazą...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-3579799985737211789</id><published>2008-03-29T11:20:00.006+01:00</published><updated>2008-03-29T11:42:09.158+01:00</updated><title type='text'>O piękności niestworzona...</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/R-4aoa40W3I/AAAAAAAAACc/5gWb1Hqj2I4/s1600-h/tryptyk.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 380px; height: 282px;" src="http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/R-4aoa40W3I/AAAAAAAAACc/5gWb1Hqj2I4/s320/tryptyk.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5183109502864743282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-size:100%;" &gt;„O piękności niestworzona, kto Ciebie raz pozna ten nic innego kochać nie może. Czuję, że tonę w Nim jako jedno ziarenko piasku w bezdennym oceanie. Czuję, że nie ma ani jednej kropli krwi we mnie, która by nie płonęła miłością ku Tobie. Miłosierdzie Boże.” Tak pisała św. siostra Faustyna Kowalska w swoim „Dzienniczku”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt; Święto Miłosierdzia Bożego. Święto niezwykłe. Wyjątkowe. Święto w którym przenikają się dwie zupełnie odmienne rzeczywistości: grzech, z całym jego brudem i ohydą oraz łaska Boga, czystego i nieskalanego, który udziela się człowiekowi.&lt;br /&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="line-height: 115%;font-size:100%;" &gt;Boże Miłosierdzie wymyka się kryteriom naszego ludzkiego rozumowania. Jest ponad ludzką logiką. Bo oto zamiast sprawiedliwej kary za wszelkie zło swoich grzechów człowiek spotyka się z nieskończoną miłością Boga, która czeka, czeka nieustannie wypatrując marnotrawnych synów na drogach i bezdrożach świata. Każdy z nas dobrze zna obraz Jezusa Miłosiernego, każdy z nas słyszał o dziele siostry Faustyny. Każdy też zna modlitwę Koronki do Bożego Miłosierdzia, wielu odmawia ją nawet codziennie. A jednak w każdym z nas drzemie cichy sprzeciw wobec tak niezmiernej łaskawości Boga. Bo ten, który potrzebuje łaski, sam sobie nie wystarcza. Musi przyznać się przed Bogiem i sobą samym do własnej małości, słabości, kruchości. A to nie jest łatwe. Może dlatego wielu ludzi całymi latami unika konfesjonału. Bo tam trzeba stanąć takim, jakim się jest. Bez ubarwiania, bez duchowego makijażu, z całą swoją nędzą, z całym błotem swojego grzesznego życia. Trzeba odkryć najgorsze strony swojego ludzkiego istnienia. Przyjść do Ojca, jak syn marnotrawny, który przecież nie wyglądał jak książę, nie pachniał perfumami, był nędzarzem, zubożałym synem – ale właśnie synem miłosiernego Ojca. „Choćby grzechy wasze były jak szkarłat – nad śnieg wybieleją” – mówi Bóg do swojego ludu w proroctwie Izajasza. Nie ma takiego grzechu, nie ma takiego upadku, nie ma takiej moralnej nędzy, z którą Bóg by sobie nie poradził, z której człowiek z pomocą Bożej łaski nie mógłby się podnieść. Nie ma takiego dna, takiej depresji ludzkiego życia, która nie mogłaby zostać przez Niego przemieniona w życiodajne źródło łaski.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;Ale świat mówi nam dzisiaj coś innego. Dziś liczą się tylko ci, którzy są mocni, silni, samowystarczalni. Którym obce jest kajanie się przed kimkolwiek, którzy za nic mają czyjąś łaskę czy pomoc. Ktoś powiedział, że Bóg potrzebny jest tylko słabym. Można odwrócić to stwierdzenie i dojść do wniosku, że tylko ci, którzy widzą swoją słabość mogą w pełni otworzyć się na Boga, przyjąć Jego łaskę i miłość. Grzech, upadek, słabość nie jest jeszcze żadną tragedią. Tragedia zaczyna się wtedy, gdy człowiek zaczyna udawać, że nic się nie stało. Że tak naprawdę nie ma grzechów. Że nie potrzebuje Bożej łaski, nie potrzebuje sakramentalnej spowiedzi, sam może poradzić sobie ze swoim grzechem. W czasach oświecenia, kiedy posunięto się do negacji istnienia Boga, ktoś sformułował następujące pytanie: Skoro Bóg jest wszechmogący, to czy może stworzyć kamień, którego nie będzie mógł unieść? Obrońcy wiary szybko odkryli zawarty w pytaniu logiczny błąd. Jednak można spróbować na to pytanie odpowiedzieć. Tak, Bóg może stworzyć taki kamień, którego nie będzie mógł sam unieść. Co więcej, Bóg stworzył taki kamień. Jest nim każdy z nas. Bóg stworzył nas bez nas, ale nie zbawi nas bez nas. Jeżeli człowiek odrzuci Bożą miłość, jeżeli odrzuci Boże miłosierdzie, to Bóg, mimo nieskończonej miłości jaką ma dla każdego z nas, uszanuje wolny wybór człowieka. Nie zbawi go na siłę. A takich przykładów, niestety, nie trzeba dziś szukać daleko. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;Święto Bożego Miłosierdzia jest przede wszystkim wielkim Świętej Nadziei. Mówi nam, że Bóg zawsze czeka ze swoją miłością, że zawsze pragnie naszego dobra, naszego szczęścia.&lt;br /&gt;Kościół w dniu dzisiejszym zastawia przed nami obficie stół Bożego słowa. W Ewangelii usłyszeliśmy historię Apostoła Tomasza, który nie chciał uwierzyć w zmartwychwstanie. Łatwo słysząc tę opowieść potępić Apostoła. A jednak, Tomasz uwierzył, a potem głosił Dobrą Nowinę o zbawieniu wszystkim ludziom, aż w końcu oddał życie za wiarę. Kiedy zobaczył Zmartwychwstałego Jezusa, mógł włożyć palec w miejsce gwoździ, mógł włożyć rękę do przebitego włócznią boku Jezusa, jednak Ewangelia nie mówi nic o tym, że tak się rzeczywiście stało. Tomasz usłyszawszy naganę Jezusa powiedział tylko jedno zdanie. Krótkie, ale zarazem niezwykle istotne, bardzo bogate w treść: „Pan mój i Bóg mój”. To zdanie, wyryte w sercu Apostoła, pozwoliło mu dalej iść przez życie, pozostać wiernym uczniem Chrystusa, uczynić Go Panem i Władcą swojego życia. A my? Jakże często namacalnie widząc cuda Bożej łaski, Bożej obecności wciąż nie potrafimy uwierzyć, wciąż nie potrafimy oddać sterów naszego życia Jezusowi, wciąż chcemy wszystko robić po swojemu, czasami tylko prosząc Boga, żeby przypadkiem nie poprzestawiał nam szyków, nie skomplikował życia. Zawsze zastanawiałem się, dlaczego pod obrazem Jezusa Miłosiernego widnieje napis: „Jezu, ufam Tobie”. To właśnie ufność, całkowite zawierzenie wobec Jezusa, pozwala nam korzystać z Jego miłosierdzia. Ufać Jezusowi to znaczy wierzyć, że On mnie kocha, że pragnie mojego dobra. Ufać Jezusowi, to wierzyć, że droga, którą idę jest jedną z Jego dróg, choćby była ciężka, trudna, choćbym nieraz nie dawał rady, to jednak zawsze wiem, że nie jestem na niej sam, że jest przy mnie Jezus miłosierny, któremu w pełni ufam. Tylko ufność pozwala nam wyjść z naszego egoizmu. Bo egoizm, czyli zapatrzenie w siebie ma dwie strony: albo trwa się w micie własnej doskonałości, wielkości, świetności, albo jest się wpatrzonym w bagno swojego grzechu, spoza którego nie widać już żadnej nadziei na ratunek. Kiedyś otrzymałem taką zakładkę. Nie było na niej żadnego zdjęcia, obrazka, tylko napis: „Nie koncentruj się na ciemnościach, które cię atakuję. Patrz na Jezusa Chrystusa, który zaprowadzi cię do swojego Królestwa światłości”. Jezu, ufam Tobie! Jezu, wiem, że dla Ciebie nie są straszne moje najtajniejsze grzechy, te, których najbardziej się wstydzę. Jezu, wiem, że Ty masz moc, aby je odpuścić, raz na zawsze zniszczyć. Muszę tylko wyjść poza horyzont własnego „JA” i skoncentrować się na Tobie, wpatrywać się w Twoje miłosierne oblicze, w Twoje dobre oczy, w Twą przebitą gwoździem dłoń, którą błogosławisz temu, co we mnie dobre. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-3579799985737211789?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/3579799985737211789/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=3579799985737211789' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3579799985737211789'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3579799985737211789'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/03/o-piknoci-niestworzona.html' title='O piękności niestworzona...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/R-4aoa40W3I/AAAAAAAAACc/5gWb1Hqj2I4/s72-c/tryptyk.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-4289766005836043920</id><published>2008-03-27T22:41:00.007+01:00</published><updated>2008-03-27T23:03:30.948+01:00</updated><title type='text'>Błysk w oku</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_enPgs5WKph0/R-wZba40W2I/AAAAAAAAACU/68YZCSWyNV0/s1600-h/DSCF0943_cr.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 193px; height: 109px;" src="http://bp3.blogger.com/_enPgs5WKph0/R-wZba40W2I/AAAAAAAAACU/68YZCSWyNV0/s320/DSCF0943_cr.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5182545230061394786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ostatnio zauważam u różnych ludzi charakterystyczny błysk w oku. Nie umiem wyjaśnić, co to dokładnie oznacza. Dzieje się tak kiedy mówię jakieś kazanie czy konferencję, kiedy z kimś rozmawiam, czasami tak po prostu, bez okazji. Ten błysk oznacza, że dana osoba staje się otwarta na to co widzi, słyszy, czego doświadcza. Kiedy widzę w czyichś oczach taki błysk odczuwam jakiś rodzaj zadowolenia, bo wciąż często wydaje mi się, że to moja zasługa. Ale też czuję pewien lęk - bo skoro moje słowo wyda w sercu tej osoby konkretny owoc, to trzeba się zastanowić, czy jest to rzeczywiście słowo Boga.&lt;br /&gt;To ciekawe, że Bóg stawia na naszej drodze ludzi, którzy ni stąd ni zowąd wiążą w jakiś sposób swój los z naszym, na dłuższą lub krótszą chwilę. Że nasze ścieżki w tajemniczy sposób się krzyżują wytwarzając więź. Ta więź nigdy nie jest celem sama w sobie, ale ma prowadzi do obopólnego rozwoju.&lt;br /&gt;Kiedy widzę błysk w czyimś oku zdaję sobie sprawę, że ten człowiek staje się dla mnie pewnym zadaniem. Że Bóg chce mnie wykorzystać, aby coś temu człowiekowi przekazać. Nie wiem co, dlatego tym bardziej jestem zakłopotany. Ale zawsze Bóg jakoś sobie z tym wszystkim radzi. I zazwyczaj z całego zamieszania wychodzi konkretne dobro. Ciekawe też, że ten błysk w oku pojawia się w sytuacjach aż za bardzo zwyczajnych, prozaicznych, codziennych. I zawsze niezaplanowany, nieoczekiwany, nie wiadomo skąd.&lt;br /&gt;Czasami mówię ludziom, że widziałem ten błysk w ich oczach. Podobno oczy są zwierciadłem duszy. Coś w tym chyba jest.&lt;br /&gt;Warto długo spoglądać na znudzone twarze słuchaczy, żeby dostrzec błysk oka choćby jednego z nich.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-4289766005836043920?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/4289766005836043920/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=4289766005836043920' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4289766005836043920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4289766005836043920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/03/bysk-w-oku.html' title='Błysk w oku'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_enPgs5WKph0/R-wZba40W2I/AAAAAAAAACU/68YZCSWyNV0/s72-c/DSCF0943_cr.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-5756966222158256922</id><published>2008-03-23T21:37:00.004+01:00</published><updated>2008-03-23T21:47:43.341+01:00</updated><title type='text'>Chrystus zmartwychwstał!</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Alleluja!&lt;br /&gt;Chrystus zmartwychwstał!&lt;br /&gt;Wraz z Nim zmartwychwstała nasza nadzieja&lt;br /&gt;tak mocno nadwątlona codzienną bieganiną,&lt;br /&gt;szarzyzną i zwątpieniem w to, co wielkie.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Jakże wielka jest tajemnica Bożej mądrości,&lt;br /&gt;skoro drogą do chwały jest krzyż,&lt;br /&gt;do życia – śmierć,&lt;br /&gt;a do wywyższenia – uniżenie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;  &lt;/p&gt;                  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;Święta Zmartwychwstania są okazją&lt;br /&gt;do przekazania najlepszych życzeń.&lt;br /&gt;Niech Chrystus Zmartwychwstały&lt;br /&gt;będzie naszą nadzieją.&lt;br /&gt;Niech stanie się Drogą, Prawdą i Życiem&lt;br /&gt;naszej codzienności,&lt;br /&gt;która dzięki Niemu nigdy nie będzie już szara,&lt;br /&gt;ale stanie się wiecznym świętowaniem,&lt;br /&gt;celebracją obecności Niewysłowionego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-5756966222158256922?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/5756966222158256922/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=5756966222158256922' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5756966222158256922'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5756966222158256922'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/03/chrystus-zmartwychwsta.html' title='Chrystus zmartwychwstał!'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-8791644206469101683</id><published>2008-03-18T10:12:00.020+01:00</published><updated>2008-03-18T10:23:01.044+01:00</updated><title type='text'>Krośnieńskie spotkanie wiary</title><content type='html'>Kilka refleksji po tegorocznym SMAPie. Było to moje dziesiąte Spotkanie Młodych. Jak każda inicjatywa duszpasterska, SMAP ma swoich zwolenników i przeciwników. Jedni i drudzy mają swoje racje. Ja należę do tych pierwszych. I to z kilku powodów. Po pierwsze sam w jakiś sposób wychowałem się na SMAPach. Odegrały one w moim osobistym życiu wiary dość ważną, choć może nie decydującą rolę. Pamiętam ze swoich lat szkolnych, a myślę, że pod tym względem niewiele się zmieniło, że osoby związane z Kościołem nie mają łatwego życia wśród rówieśników. Często trzeba dawać świadectwo o swojej przynależności do Chrystusa, co nie jest łatwe. Inni wmawiają takiemu człowiekowi, że jest w jakiś sposób nienormalny, niedzisiejszy, nieprzystosowany do życia w ciągle zmieniającej się rzeczywistości. I czasami ma się wątpliwości, czy może oni nie mają racji. I tutaj jest wielka moc Spotkania Młodych. Bo nagle ten osaczony przez innych młody człowiek zauważa, że nie jest sam. Że takich jak on, Bożych "wariatów" jest wielu. Że warto płynąć pod prąd, mimo obmów, przeciwności, czasem nawet odrzucenia. I że nagrodą jest sam Jezus Chrystus, Pan, Zbawiciel i Jedyna Nadzieja ludzkości.&lt;br /&gt;Człowiek, zwłaszcza młody, rzucony w wir brutalnej rzeczywistości może i powinien dawać świadectwo o Chrystusie. Jednak nie uda mu się to, jeśli nie będzie trwał we wspólnocie - we wspólnocie z Jezusem i z innymi uczniami, takimi jak on sam. I tutaj jest wielka moc takich inicjatyw jak Spotkanie Młodych.&lt;br /&gt;Innym, niepodważalnym argumentem za SMAPem są rozweselone Bożą radością oblicza uczestników, którzy doskonale wiedzą, że SMAP jest czymś dobrym i na pewno pojadą za rok.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-8791644206469101683?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/8791644206469101683/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=8791644206469101683' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8791644206469101683'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8791644206469101683'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/03/kronieskie-spotkanie-wiary.html' title='Krośnieńskie spotkanie wiary'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-1986600161611701643</id><published>2008-03-18T07:41:00.000+01:00</published><updated>2008-03-18T07:42:37.538+01:00</updated><title type='text'>Tragedia Judasza</title><content type='html'>Liturgia słowa ostatnich dni mówiąc nam o ostatnich dniach z życia Jezusa, stawia przed naszymi oczyma postać niezwykle tragiczną: postać Judasza. Zechciejmy przez chwilę zastanowić się nad losem ostatniego z Dwunastu apostołów Jezusa.&lt;br /&gt;         Judasz był apostołem. Jednym z najbliższych uczniów Jezusa. Wspólnota darzyła go zaufaniem, bo to jemu powierzono opiekę nad trzosem. Podobnie jak inni apostołowie Judasz przez trzy lata trwał w szkole Jezusa, słyszał większość jego nauk, widział większość cudów, był otoczony Jezusową miłością i troską. Tak jak inni, Judasz zostawił wszystko, by pójść za Jezusem. Podobnie jak oni był wysyłany na głoszenie nauki, prawdopodobnie wielu dzięki jego słowom uwierzyło w Jezusa, wielu też uzdrowił w Jego imię. Był wybrany. Posłany. Umiłowany.&lt;br /&gt;         Jednak coś w nim zaszwankowało. W głębi serca Judasz przeżywał pewne rozdarcie, jakąś rysę, która stała się zarzewiem czegoś znacznie większego, ogromnej tragedii tego Apostoła. Być może wiązał z Jezusem osobiste nadzieje. Pragnął, aby Jezus skorzystał z nadarzających się okazji do tego, by stać się królem, by stanąć na czele Izraela, przejąć władzę w państwie, uniezależnić się do Rzymian. Wtedy pewnie i Judasz zyskałby jakąś intratną pozycję. Niezależnie od tego, co kierowało Judaszem, z pewnością można powiedzieć, że jego dramat zaczął się w momencie, gdy przestał pełnić Bożą wolę a zaczął żyć po swojemu. Może wydając Jezusa Żydom liczył na to, że Zbawiciel w trudnej sytuacji w końcu użyje swej niezwykłej mocy, by wyzwolić się, pokonać wroga, pokazać, kto tutaj rządzi. Stało się jednak inaczej. Zrozpaczony Judasz widząc, że Jezusa czeka śmierć, w pewien sposób żałował za swój grzech. Można powiedzieć, że nawet bardzo żałował. Zapłatę zdrady oddał arcykapłanom, rzucając im pod nogi trzydzieści srebrników, które otrzymał za wydanie Jezusa. Jednak nie stać go było na to, by spojrzeć Jezusowi w oczy, by uklęknąć pod krzyżem jak setnik, by gorzko zapłakać, jak Piotr. Wolał po swojemu załatwić sprawę. Jak mówi Ewangelista – poszedł i powiesił się.&lt;br /&gt;         Kiedy Leonardo da Vinci malował swój najsłynniejszy obraz, „Ostatnią wieczerzę”, długo szukał ludzi, którzy mogliby pozować do tego wielkiego dzieła i przez to zostać uwiecznieni na płótnie jako uczestnicy tego niezwykłego wydarzenia Wielkiego Czwartku. Artysta zaczął od namalowania postaci Jezusa. Znalazł odpowiedniego modela, którego twarz była najbliższa wyobrażeniom malarza o twarzy Jezusa: pełna ciepła, blasku, wewnętrznej harmonii, pełna czystości, subtelności. Po kilku latach, kończąc dzieło Leonardo zaczął przemierzać podmiejskie slumsy w poszukiwaniu modela odpowiedniego do odtworzenia postaci Judasza. Szukał długo, bo trudno było znaleźć twarz tak nikczemną, by odpowiadała wyobrażeniu twarzy zdrajcy. W końcu znalazł odpowiednią osobę. Kiedy artysta dokończył dzieła, model powiedział: „Kiedyś tu już byłem”. „Niemożliwe – odpowiedział malarz – nigdy wcześniej cię nie widziałem”. „Ależ tak – odrzekł model – pozowałem ci, kiedy malowałeś postać Jezusa”.&lt;br /&gt;         W każdym z nas drzemie takie podwójne podobieństwo. Każdy z nas ma szansę stać się dobrym i złym. Naśladować Jezusa, albo dzielić los Judasza. Przywykliśmy do traktowania Judasza jako synonim zła i nikczemności. Tymczasem, kiedy głębiej wnikniemy w tekst Ewangelii widzimy, że tak naprawdę było w nim wiele dobra. Ale nie dorósł do podstawowego i najważniejszego warunku bycia uczniem Jezusa: nie potrafił podporządkować swojego życia woli Zbawcy. Nie potrafił oddać Mu sterów swojej ludzkiej egzystencji. Nie potrafił zaufać Jezusowi, oddać Mu siebie w miłości i poddaniu.&lt;br /&gt;         Jak często jesteśmy podobni bardziej do Judasza niż do innych apostołów. Jakże często realizujemy tylko swoją wizję, swój plan działania, nie zapytawszy nawet Jezusa, czy On tego chce?&lt;br /&gt;         U progu świąt paschalnych prośmy naszego Pana, aby nieustannie otwierał nasze serca na swoją łaskę, byśmy potrafili poprzez łzy pokuty powracać do Niego z najdalszych nawet stron, abyśmy kształtowali w sobie Boże podobieństwo poprzez karmienie się Jego Słowem i Ciałem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-1986600161611701643?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/1986600161611701643/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=1986600161611701643' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1986600161611701643'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1986600161611701643'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/03/tragedia-judasza.html' title='Tragedia Judasza'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-2061855033293107086</id><published>2008-03-12T08:10:00.000+01:00</published><updated>2008-03-12T08:11:40.898+01:00</updated><title type='text'>Ze śmierci do życia</title><content type='html'>Każdy z nas spotkał się z rzeczywistością śmierci. Przeżywamy śmierć naszych bliskich, słyszymy o śmierci znanych aktorów, polityków. Media nieustannie zalewają nas informacjami o śmiertelnych zamachach, wypadkach, katastrofach, klęskach żywiołowych i wojnach. Można powiedzieć, że zewsząd da się odczuć złowrogi powiew śmierci, która przypomina nam po cichu, że kiedyś nadejdzie i nasza kolej, i nasz moment odejścia z tego świata. Bo też każdy z nas na pewno kiedyś umrze. Różnimy się pod tym względem jedynie czasem, okolicznościami, sposobem śmierci, jednak sama śmierć jest faktem, który niechybnie nastąpi.&lt;br /&gt;Łazarz umarł. Po nieudanej walce z trawiącą go chorobą oddał ostatnie tchnienia. Nie pomógł nawet posłaniec wysłany do Jezusa z informacją o chorobie. Łazarz umarł i został pogrzebany. W kulturze żydowskiej pogrzeb następował na krótko po zgonie, ze względu na gorący klimat, jednak żałoba trwała jeszcze długo po pochówku. Tydzień po śmierci człowieka był czasem opłakiwania go, czasem, w którym wszyscy znajomi i przyjaciele rodziny przychodzili, aby jednoczyć się w bólu z bliskimi zmarłego. Cztery dni po śmierci Łazarza przyszedł także Jezus. Marta, siostra zmarłego wyszła Mu na spotkanie. Zamiast powitania Jezus usłyszał pewien zarzut: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Możemy wyobrazić sobie co kryło się w tych słowach: Jezu, gdzie byłeś, kiedy umierał Twój przyjaciel? Dlaczego zwlekałeś z przybyciem tutaj, przecież przekazano Ci wiadomość o chorobie Łazarza? Dlaczego nie przyszedłeś, aby go uzdrowić? Dlaczego nie sprawiłeś, choćby na odległość, aby on nie umarł? Dlaczego pozwoliłeś mu odejść? Słowa pełne bólu, rozpaczy, żalu. Słowa jakże nam bliskie wobec utraty ukochanej osoby. Zauważmy, że Jezus nie gani Marty, nie wyrzuca jej małej wiary, ale przeciwnie – jednoczy się z jej cierpieniem. Jest blisko osób pogrążonych w żałobie. Sam ją przeżywa – Ewangelia mówi, że na widok grobu Łazarza Jezus wzruszył się w duchu i rozrzewnił, a następnie zapłakał. Wzruszenie Jezusa, spowodowane utratą przyjaciela przybiera fizyczny kształt ludzkich, Jezusowych łez. Aż Żydzi, którzy to widzieli stwierdzili: „Oto jak go miłował”. Nad grobem Łazarza Jezus jawi się nam jako prawdziwy człowiek – z krwi i kości, zdolny do głęboko ludzkich uczuć.&lt;br /&gt;Jednak w tym samym miejscu Jezus manifestuje swoje Bóstwo. Historia Łazarza nie kończy się przy grobie w Betanii. Jezus czyni cud. Łazarz wychodzi z grobu żywy, ku zdziwieniu i radości wszystkich, którzy go opłakiwali. Miłość Jezusa ma moc wskrzesić umarłego, przywrócić do życia z najbardziej nawet głębokiej śmierci.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Opowieść o wskrzeszeniu Łazarza ma swoje drugie dno, że nie jest tylko historycznym opisem jednego dnia z życia Jezusa, ale ma swój ukryty cel. Łazarz jest obrazem człowieka pogrążonego w grzechach, zanurzonego w śmierci, która jest skutkiem grzechu. Łatwo pomyśleć tutaj o osobach pogrążonych w przeróżnych nałogach: grzechach, które prowadzą do duchowej śmierci, wykorzeniają wiarę, zabijają nadzieję, osłabiają miłość… Jednak nie myślmy, że jesteśmy bez zarzutu, jeśli grzechy nałogowe nas nie dotyczą. Każdy człowiek od grzechu pierworodnego jest niewolnikiem grzechu, jest związany przez grzech, tak jak Łazarz był związany śmiertelnymi płótnami. I tutaj nasuwa się pierwszy, niezwykle odkrywczy wniosek: „Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza”. Tak, Bóg kocha każdego z nas, kocha każdego grzesznika. Do każdego z nas odnosi się to wszystko, co Jezus odczuwał wobec Łazarza. On wzrusza się widząc naszą sytuację, rozrzewnia, może nawet płacze nad nami. On też jest tym, który ma władzę powiedzieć każdemu z nas: „Łazarzu, Krzysztofie, Mario, Anno – wyjdź na zewnątrz!” i sprawić, że na nowo będziemy cieszyć się utraconym Bożym życiem, wolni od grzechu i śmierci, że usłyszymy nad sobą Boży głos, który słyszał w proroczej wizji prorok Ezechiel: „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój!” Może warto się teraz zastanowić: jakie są nasze groby? Ile ich jest? Groby naszego zadowolenia z siebie, pościgu za sukcesem, pieniądzem, karierą. Groby naszej nienawiści, zaciekłości, zatwardziałości. Groby naszych niepokojów i obaw. Groby naszego egoizmu i samowystarczalności. Czasem może groby naszych martwych sumień. Ile jeszcze kazań, modlitw, rekolekcji, Wielkich Postów potrzeba, abyśmy w końcu zauważyli te wszystkie groby, w które wpędzili nas inni ludzie, albo w które sami weszliśmy. Łazarz wyszedł na wezwanie Pana. A my – jakże często wolimy pozostać w tych naszych grobach. Bo przecież jest nam w nich całkiem wygodnie. Bo się do nich przyzwyczailiśmy, tak, że czasami wydaje się nam, że my i nasz grób to to samo. A Jezus woła, woła, abyśmy poszli ku pełni życia, życia z Nim.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-2061855033293107086?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/2061855033293107086/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=2061855033293107086' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2061855033293107086'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2061855033293107086'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/03/ze-mierci-do-ycia.html' title='Ze śmierci do życia'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-6183152119337988391</id><published>2008-03-11T10:16:00.014+01:00</published><updated>2008-03-11T10:27:48.525+01:00</updated><title type='text'>Spotkanie Młodych - Spotkanie wiary...</title><content type='html'>Już w piątek wyjeżdżam na kolejne w moim życiu Spotkanie Młodych Archidiecezji Przemyskiej. I w związku z tym dociera do mnie pewna refleksja. Po co właściwie tam jadę?&lt;br /&gt;Na SMAP-ach zazwyczaj są bardzo różni ludzie. Spróbuję określić ich w kilku grupach.&lt;br /&gt;Ludzie, delikatnie mówiąc, przypadkowi, dla których SMAP jest przede wszystkim okazją do wyrwania się z domu, spróbowania życia na własną rękę, uwolnienia się od rodziców, nauczycieli. Ci ludzie są pewnym zadaniem. Choć nie jadą na Spotkanie wiary, jadą na SMAP, który może się dla nich w Spotkanie wiary przemienić.&lt;br /&gt;Druga grupa to ludzie związani z różnymi ruchami i wspólnotami kościelnymi. Jednak nie jadą oni do Krosna, aby wzmocnić swoją wiarę, ale przede wszystkim po to, by spotkać swoich przyjaciół, znajomych z różnych stron diecezji, dowiedzieć się, co u nich słychać, porozmawiać, pocieszyć się możliwością bycia razem.&lt;br /&gt;Trzecie grupa to osoby, które jadą na SMAP, żeby spotkać Jezusa. Także Tego, obecnego we wspólnocie, ale przede wszystkim Jego. Oni chcą umocnić swoją wiarę, zbudować nadzieję, pogłębić miłość. SMAP jest dla nich przede wszystkim okazją do głębszego przeżywania swojego chrześcijaństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jakiej grupie ja się znajduję?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to nie jedyne, a co więcej, nie najważniejsze pytanie. Drugie jest znacznie bardziej istotne: czy wiem, że spotkam na SMAP-ie wszystkie trzy wyżej wymienione grupy ludzi, i czy zdaję sobie sprawę, że do każdej z nich jestem w jakiś sposób posłany? Może Jezus chce, aby dzięki mojej czy Twojej obecności, drogi Czytelniku ktoś zmienił "swoją" grupę, odkrył najgłębszy sens Spotkania Młodych - dostąpił Spotkania wiary?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SMAP jest nam dany, ale przede wszystkim jest nam zadany. Niektórzy mówią, że to niepotrzebny spęd, możliwość manifestacji różnych szumowin, niepotrzebne zamieszanie. Ja tak nie uważam. Bo Spotkanie wiary, doświadczenie, jak wielu jest młodych ludzi, którzy pragną kroczyć za Chrystusem, daje niesamowitą moc do działania, do ciągłego podnoszenia się z własnych niedociągnięć i powstawania wciąż na nowo na drodze z Jezusem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem, do zobaczenia w Krośnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-6183152119337988391?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/6183152119337988391/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=6183152119337988391' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6183152119337988391'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6183152119337988391'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/03/spotkanie-modych-spotkanie-wiary.html' title='Spotkanie Młodych - Spotkanie wiary...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-7701935443294048619</id><published>2008-03-04T09:54:00.000+01:00</published><updated>2008-03-04T09:56:40.572+01:00</updated><title type='text'>Niewidomy od urodzenia</title><content type='html'>Ostatnio słuchałem wielu konferencji ojca Augustyna Pelanowskiego. Jego niezwykła metoda interpretacji Pisma Świętego zainspirowała mnie do głębszego przyglądnięcia się niedzielnej Ewangelii. I faktycznie – na wiele rzeczy Pan Bóg otworzył mi oczy dzięki opowieści o niewidomym od urodzenia.&lt;br /&gt;Należy zacząć od tego, że w Piśmie Świętym nic nie jest przypadkowe: żadne słowo, pytanie, stwierdzenie. Czasami nawet brak jakiegoś słowa, niedopowiedzenie sprawia, że głębiej możemy wniknąć w sens tekstu. Ewangelia Janowa jest jednym z najbardziej jaskrawych przykładów takiej ważkości słów. Powstała najpóźniej, jest najbardziej teologiczna, język w niej użyty jest najpiękniejszy ale też najbardziej tajemniczy. Jednym słowem Jan zawarł głęboką treść w każdym słowie swojej Ewangelii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;Jezus splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» ‑ co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. (J 9,6-7)&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe, że Jezus, dla którego uzdrowienie na odległość czy w tłumie nie stanowiło większego problemu tutaj stosuje tak karkołomne i powiedzielibyśmy dzisiaj niehigieniczne praktyki. Wniosek jest prosty: chce nam coś przez to powiedzieć. Jezus splunął i zaczął grzebać w swojej ślinie, potem nałożył swoją ślinę zmieszaną z prochem ziemi na oczy niewidomego. Totalny brak estetyki. Można by się nawet wzdrygnąć na taki widok. Że też nikt nie zaprotestował. A jednak. Błoto nałożone na oczy. Brud, nieprawość, grzech – zanim wejdzie się w światłość, trzeba zobaczyć grzech. „Grzech mój jest zawsze przede mną” (Ps 51). Fizycznie, namacalnie, dotykalnie. Tak blisko oczu, że nie można go nie widzieć. Pierwszy etap uzdrowienia. Pierwszy szczegół.&lt;br /&gt;Drugi szczegół. Sadzawka Siloam, to znaczy „Posłany”. Cóż to za nazwa dla sadzawki? Chyba nikt nie wpadłby na to, żeby nazwać jakiś zbiornik wodny w ten sposób. Owszem, Solina, Śniardwy, Hańcza. Ale Posłany? Dla mnie wyjaśnienie jest proste. Ludzie pytają: dlaczego muszę się spowiadać? czy Jezus nie mógłby odpuścić mi grzechy bez pośrednictwa drugiego człowieka? Owszem, mógłby. Tak samo jak mógłby otworzyć oczy bez błota i sadzawki. Ale tego nie robi. Każe iść do tego, który jest posłany. Posłany do tego, aby odpuszczać grzechy. Przy czym ciekawe jest też określenie natury tego Posłanego. Nie ma w nim nic nadzwyczajnego. Woda w sadzawce nie było szczególnie czysta, ożywcza, smaczna. Przynajmniej Ewangelia nic o tym nie mówi. Jej tajemnica tkwiła w tym, że była Posłanym – Siloam. Wybranym przez Boga. Że Jezus wybrał właśnie tę sadzawkę spośród tysięcy innych, po ludzku może takich samych, albo nawet lepszych sadzawek do realizacji swojej misji uzdrowienia niewidomego.&lt;br /&gt;Trzeci szczegół. Świadectwo wiary uzdrowionego. On wie, że to Jezus go uzdrowił, nie błoto i nie sadzawka. A jednak aż trzykrotnie Ewangelia podaje historię jego uzdrowienia: „Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę” (J 9,15). Po co? Wystarczyło przecież napisać: „Opowiedział im, jak został uzdrowiony”. Przypadek? Przypadki występują wyłącznie w gramatyce. A jeśli coś jest szczególnie ważne i warte zapamiętania, to się to powtarza. Taktyka stara jak świat i wciąż aktualna (patrz: reklamy telewizyjne).&lt;br /&gt;I na koniec krótka refleksja. Często proszę Jezusa, żeby otworzył mi oczy, żeby prowadził mnie drogą swojej światłości. A jednocześnie tak bardzo nie podoba mi się to nakładanie błota na oczy...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-7701935443294048619?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/7701935443294048619/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=7701935443294048619' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7701935443294048619'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7701935443294048619'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/03/niewidomy-od-urodzenia.html' title='Niewidomy od urodzenia'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-4712883248738426033</id><published>2008-02-26T11:38:00.001+01:00</published><updated>2008-02-26T11:38:55.804+01:00</updated><title type='text'>Dziękuję księdzu za to kazanie…</title><content type='html'>Pierwszych kroków ciąg dalszy… Dziś – pierwsze homilie. Choć kilka już ich od diakonatu wygłosiłem, to jednak wciąż są one pierwsze. Długo zastanawiałem się, czy w ogóle o tym pisać, bo będzie to trochę takie nieskromne. No, cóż. Lubię pisać. Lubię też mówić. W ogóle lubię słowo. I ono chyba mnie też trochę lubi. Bo i pisanie i mówienie całkiem nieźle mi wychodzi. Odczytuję to jako dar. Dar, którym się cieszę, ale przede wszystkim dar, który mam po to, aby nim służyć. Taki jest sens tego bloga, taki jest też sens mówienia kazań.&lt;br /&gt;W niedzielę wygłosiłem, jak co tydzień, kazanie pasyjne. To było niezwykłe doświadczenie. Zauważyłem, że potrafię przeżywać treść swojego własnego kazania. Nie muszę nacechowywać treści emocjonalnie, bo emocje nieustannie mi towarzyszą, kiedy stoją na ambonie. I widziałem wczoraj, jak te przeżycia udzielają się moim słuchaczom. To było niesamowite. Patrzyłem, jak słowo, które mną się posługuje, przenika serca ludzi zgromadzonych w kościele. W wielu oczach dostrzegłem łzy, bo kazanie pasyjne ma to do siebie, że bywa wzruszające. I tutaj ukazuje się tajemnica słowa. I rozróżnienie pomiędzy słowem pisanym przez małe „s” i Słowem osobowym, Jezusem Chrystusem. My posługujemy się słowem, aby trafić do słuchaczy. I to się nieraz udaje. Ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze, by Słowo posługiwało się nami. A tego nie da się tak po prostu sprawdzić. To rzeczywistość tak subtelna, tak tajemnicza, tak niezależna od naszych własnych intencji i zamierzeń, że daleko przekracza granice naszego odczuwania i postrzegania.&lt;br /&gt;Zszedłem z ambony z pewną wewnętrzną satysfakcją. Może to moja pycha głaskała mnie od środka. Nie wiem. Fakt, kazanie było dobre.&lt;br /&gt;Po nabożeństwie do zakrystii przyszła pewna pani. „Ja tylko na chwilę” – powiedziała – „chciałam księdzu bardzo podziękować za to kazanie”. Czułem się delikatnie zakłopotany, ale nie powiem, że było mi z tym źle. A teraz się zastanawiam, za co ta pani chciała mi właściwie podziękować. Za formę czy za treść, a może za jedno i drugie. Czy rzeczywiście to, co mówiłem stało się dla kogoś motywem jakiejś wewnętrznej decyzji, przemiany czy chociaż refleksji nad sobą, swoim życiem? Czy też słuchacze po chwilach wzruszenia, może fascynacji gładkością języka czy stylu, wyszli z kościoła niewiele pamiętając, tacy sami, jacy byli przedtem?&lt;br /&gt;Jak powiedziałem, działanie Słowa jest tajemnicą. I to od Niego zależą owoce wszelkiego przepowiadania, duszpasterstwa w ogóle. Siewca ma siać. To jest jego jedyne zadanie. Nie jego jest rzeczą szukanie owoców. I to też jest niesamowite – zrobiłem swoje, a co z tego wyniknie – wie tylko Bóg.&lt;br /&gt;A co do formy to chyba najważniejsze jest to, by nie przysłaniała sobą treści, ale służąc jej ułatwiała jej przyjęcie i przeżycie. By słowo służyło Słowu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-4712883248738426033?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/4712883248738426033/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=4712883248738426033' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4712883248738426033'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4712883248738426033'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/02/dzikuj-ksidzu-za-to-kazanie.html' title='Dziękuję księdzu za to kazanie…'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-4677935876666271424</id><published>2008-02-20T10:37:00.001+01:00</published><updated>2008-02-20T10:37:55.906+01:00</updated><title type='text'>Blask chwały w cieniu krzyża</title><content type='html'>Zapewne niejeden raz każdy z tu obecnych wspinał się na górskie szczyty, mniejsze lub większe. Każdy z nas czynił to w różnym celu. Jedni wspinają się, by poprawić kondycję fizyczną, wypróbować swoje siły, odnieść małe zwycięstwo nad słabością swojego ciała. Inni zdobywają szczyty, by móc się pochwalić swoimi alpinistycznymi umiejętnościami. Jeszcze inni po prostu kochają góry, bo są one dla nich jak księga napisana Bożą ręką, z której mogą przeczytać wspaniałą opowieść o Bożej potędze, wszechmocy a zarazem o Bożym umiłowaniu piękna.&lt;br /&gt;         Czytając Pismo Święte z łatwością zauważamy, że najważniejsze wydarzenia historii zbawienia rozgrywały się na górze. Na górze osiadła Arka Noego po wielkim potopie. Na górze Bóg objawił się Mojżeszowi, na górze przekazał Izraelowi tablice Dekalogu.&lt;br /&gt;         Dla Jezusa przebywanie na górze oznaczało przede wszystkim przebywanie w bliskości Ojca. Jezus wychodził na górę, aby się modlić. Czynił to zazwyczaj w nocy, kiedy tłumy złaknione Jego słów i cudów udawały się na spoczynek. Tak było i tym razem, kiedy Jezus zabrał ze sobą Piotra, Jakuba i Jana na górę, która miała się stać Górą Przemienienia.&lt;br /&gt;         Aby zrozumieć wydarzenia z Góry Przemienienia, trzeba patrzeć na nie przez pryzmat wydarzeń z innej góry, wzgórza straceń – Golgoty. Spróbujmy przypatrzeć się tamtym wydarzeniom z podwójnej perspektywy: Jezusa i Jego uczniów.&lt;br /&gt;         W tym czasie Jezus podążał wprost do Jerozolimy. Wiedział, co Go tam czeka. Doskonale zdawał sobie sprawę z nienawiści, jaką żywili do Niego starsi ludu, uczeni w Piśmie i faryzeusze. Przed oczami miał swoich sędziów i katów, cierpienie opuszczenia, biczowania, krzyżowej drogi, w końcu straszne konanie na drzewie hańby. Dlatego pewnej nocy wziął ze sobą najbliższych sobie uczniów i poszedł na górę, aby się modlić, aby jeszcze raz spytać Ojca, czy tego właśnie od Niego oczekuje, czy rzeczywiście pełni Jego wolę, czy tylko tak Mu się wydaje. Spróbujmy wczuć się w klimat tamtej niezwykłej rozmowy Ojca z Synem, rozmowy, która może była podobna do tej z Ogrodu Oliwnego. Oczyma wiary zobaczmy Jezusa pełnego lęku, niepewności ale też pragnącego wypełnić do końca wolę Ojca. Ta modlitwa Jezusa była niezwykła, ponieważ towarzyszyło jej niezwykłe wydarzenie. Oto Mojżesz i Eliasz, dwie największe postacie Starego Testamentu, Prawodawca i Największy Wódz Izraela oraz Prorok jak ogień, którego przyjście miało poprzedzić przyjście Mesjasza stają po obu stronach Jezusa i rozmawiają z Nim. Ewangelista Łukasz zdradza nam treść tej rozmowy – była nią Męka Jezusa. Syn Boży doznał przez to pokrzepienia i umocnienia, odtąd prostą drogą kroczył ku wydarzeniom Wielkiego Piątku. Całości dopełnił głos Ojca, słyszany także przez uczniów: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!”&lt;br /&gt;         Na Górze Przemienienia byli także uczniowie. Od pewnego czasu coraz częściej nie rozumieli swojego Mistrza. Ludzie wsłuchiwali się w każde Jego słowo, szukali Jego obecności, uzdrawiającego dotyku. Tłumy parły na Niego, każdy chciał się Go dotknąć. Czynił wielkie cuda, o jakich nigdy nikt nie słyszał. Chcieli nawet obwołać Go królem. A On raz po raz mówił o tym, że będzie cierpiał, że będzie wydany w ręce żydów, a oni skażą Go na śmierć krzyżową. Za którymś razem Piotr nie wytrzymał i upomniał Go. Jak może nawet tak myśleć? A Jezus nazwał go szatanem i kazał odejść precz. Czasami zastanawiali się, co się stanie, jeśli Jezus ma rację, jeśli naprawdę zostanie ukrzyżowany? Co wtedy będzie z nimi? Czy On rzeczywiście jest Mesjaszem, oczekiwanym Zbawicielem?&lt;br /&gt;Niezwykłe widzenie wprawiło uczniów w lęk i zakłopotanie. Piotr, który zawsze był człowiekiem czynu, wypadł z propozycją rozbicia namiotów, tak kolokwialną i nieadekwatną do wydarzenia, którego był świadkiem. Przerażenie wzmogło się jeszcze bardziej, gdy z nieba odezwał się głos Ojca. Padli na twarz. I pewnie długo trwaliby w tej pozycji gdyby nie Jezus, który podszedł do nich, uspokoił i powiedział: „Wstańcie, nie lękajcie się!” Przemienienie było dla uczniów wyraźnym znakiem, że Jezus jest tym, za kogo się podaje, że Jego misja pochodzi od Ojca, że naprawdę jest Synem Bożym. Przemienienie miało przygotować ich na godzinę ciemności, godzinę krzyża.&lt;br /&gt;I my chcemy stanąć dzisiaj obok uczniów na Górze Przemienienia. Chcemy zobaczyć Jego twarz jaśniejącą jak słońce, aby jeszcze raz naocznie przekonać się, że On jest, że jest prawdziwy, że nie jest tylko wytworem naszej, ludzkiej wyobraźni, że nie jest tylko jednym z wielu wielkich ludzi, którzy żyli przed wiekami. Chcemy wejść na Górę Przemienienia i zobaczyć Jego chwałę, prosić Go, aby uchylił przed nami rąbek swego Bóstwa.&lt;br /&gt;Bo przecież codzienność jest taka trudna, taka wyzuta z chwały i niezwykłości. Trudno nam dostrzec w niej Boże światło, Bożą chwałę. Przysłaniają ją codzienne troski, niepewność jutra. Ostatnią przestrzeń ciszy, w której moglibyśmy spotkać się z Bogiem zagłuszamy głośną muzyką albo ciągle włączonym telewizorem. Tak trudno nam wyjść na górę, znaleźć w ciągu dnia chociaż kilka minut, w których bylibyśmy sam na sam z naszym Panem. A przecież tak bardzo potrzebujemy Jego obecności, blasku Jego chwały! Każdy z nas dźwiga ciężki krzyż własnych problemów i niedoskonałości. Każdy zmaga się z pytaniem: czy takie ma być moje życie, czy rzeczywiście tego pragnie dla mnie Bóg? I bardzo trudno przebrnąć przez te ciemności, jeśli w swoim życiu nie widziało się jasności Bożego oblicza. O jaką rzeczywistość tutaj chodzi?&lt;br /&gt;Dla każdego jest ona czymś innym. Ogólnie rzecz biorąc jest to jakiś moment naszego życia, w którym byliśmy tak blisko Boga, jak nigdy wcześniej i nigdy później. Może był to moment Pierwszej Komunii Świętej, może dzień, w którym przyjęliśmy sakrament bierzmowania. Może w końcu jakiś zwykły, dla innych zupełnie nieszczególny dzień, w którym w sposób niezwykły doświadczyliśmy Bożej obecności, Bożego działania.&lt;br /&gt;Dla mnie takim dniem był dzień święceń diakonatu. 20 maja ubiegłego roku. Czułem w tym dniu pewien lęk, niepewność, czy aby na pewno podołam trudom kapłańskiego życia, które wybieram wraz z przyjęciem święceń. Moja przyszłość stanęła przede mną jako jeden wielki znak zapytania. Wtedy zrozumiałem, że jedyne, co mogę zrobić, to oddać wszystko Jezusowi. I poczułem w sercu głęboką pewność, że to On mnie wybrał i że będzie mi błogosławił. Że droga, którą idę jest drogą, którą On dla mnie przewidział. Kiedy leżałem na posadzce kościoła w Dubiecku przy śpiewie litanii do Wszystkich Świętych i potem, gdy biskup włożył swoje ręce na moją głowę przekazując mi dar Ducha Świętego, wiedziałem, że to najszczęśliwszy dzień w moim dotychczasowym życiu. Światło tego dnia do dziś rozświetla przeróżne mroki mojego życia sprawiając, że ze spokojem i radością podążam ku kapłaństwu.&lt;br /&gt;Drogi Bracie i Siostro,&lt;br /&gt;Stań dzisiaj wraz z Jezusem na Górze Przemienienia. Jeśli przeżywasz radość i szczęście, stań na tej górze po to, by nadać mu głębszy sens, aby ten dzień stał się dniem szczególnym i wyznaczał szlak Twojego dalszego życia. Jeśli jest ci źle, jeśli jesteś w samym środku krzyżowej drogi swojego życia, stań dzisiaj na Górze Przemienienia, aby przekonać się, że nie jesteś sam, że blask Chrystusowej chwały jest znacznie potężniejszy niż nawet najciemniejszy mrok krzyża. A nade wszystko, stań na Górze Przemienia, jeśli dzisiejszy dzień wydaje ci się taki sam, jak inne, szary, nieciekawy. Otwórz szeroko oczy swojego serca i zawołaj za Psalmistą: „Panie, niech mnie ogarnie Twoja łaska, według nadziei, którą pokładam w Tobie”.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-4677935876666271424?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/4677935876666271424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=4677935876666271424' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4677935876666271424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4677935876666271424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/02/blask-chway-w-cieniu-krzya.html' title='Blask chwały w cieniu krzyża'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-9115946925480616636</id><published>2008-02-19T07:37:00.000+01:00</published><updated>2008-02-19T07:44:39.083+01:00</updated><title type='text'>U Pana Boga za piecem...</title><content type='html'>Bieszczady. Nowe wrażenia. Zawsze wokół mnie wiele się działo. Teraz nagle dzieje się zupełnie niewiele. Przynajmniej na zewnątrz. W niedziele jeżdżę z kazaniami pasyjnymi do najmniejszej parafii naszej archidiecezji - do Górzanki. Parafia ta zrobiła na mnie ogromne wrażenie, więc postanowiłem Wam ją opisać. &lt;br /&gt;Kościół to stara cerkiew, z unikalnym rzeźbionym ikonostasem. Położona w malowniczym miejscu - na górce, nad strumykiem. Niesamowity klimat. W ostatnią niedzielę - mróz 15 stopni, kościółek nieogrzewany. Zimno nie było, bo się ciepło ubrałem. Ale - kiedy tak klęczałem przed Najświętszym Sakramentem śpiewając Gorzkie Żale, para wychodząca mi z ust tworzyła dymną zasłonę. Pomyślałem sobie, że przecież nie było kadzidła. A efekt jest całkiem podobny. I nadeszła taka mała refleksja - kadzidło ma powiększać Bożą chwałę. A przecież to przede wszystkim zadanie chrześcijanina. Przepraszam, że te myśli są takiej jakieś nieuczesane, niepoukładane. Ale jak się pisze w pokoju nauczycielskim, to niestety nie można liczyć na poprawność formy. Pozdrawiam. Pamiętam przed Matką Pięknej Miłości.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-9115946925480616636?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/9115946925480616636/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=9115946925480616636' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/9115946925480616636'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/9115946925480616636'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/02/u-pana-boga-za-piecem.html' title='U Pana Boga za piecem...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-3146655936850221490</id><published>2008-02-12T09:57:00.000+01:00</published><updated>2008-02-12T10:09:07.433+01:00</updated><title type='text'>Pierwsze kroki</title><content type='html'>Korzystając ze szkolnego okienka i komputera z internetem w pokoju nauczycielskim piszę te kilka słów o moich pierwszych wrażeniach z praktyki wielkopostnej. Pierwsze wrażenia, doświadczenia, w ogóle wiele rzeczy jest tutaj pierwsze. Choć niby powiedziałem już w życiu kilka kazań, wielokrotnie byłem też w szkole, to jednak odczuwam wszystko jakbym robił to pierwszy raz w życiu. Jeden z księży powiedział kiedyś o tej praktyce, że jest ona pierwszym wypłynięciem na głęboką wodę. Bo do tej pory wszystko było mniej więcej znane, swoje, element zaskoczenia był niewielki. Tu wszystko jest nowe. Od palenia w piecu na plebanii, przez szkołę, po głoszenie kazań pasyjnych w czasie Gorzkich Żali. Nowe, pierwsze, zatem najczęściej ciekawe i ekscytujące. Powoli wchodzę w rzeczywistość, do której czuję się powołany, do której przygotowywałem się przez sześć lat seminaryjnej formacji, która będzie moim życiem. Potrzeba tu wielkiej modlitwy, aby przede wszystkim być człowiekiem, aby nie zawieść nadziei, jakie pokłada we mnie Bóg, biskup, przełożeni. I aby wszystko rosło ku większej chwale Tego, który nas zbawił. &lt;br /&gt;Jest też tęsknota za tymi, których trzeba było zostawić. Zwłaszcza w samotne wieczory, kiedy zostaje się sam na sam ze sobą i z Bogiem. Jest wtedy dużo czasu na myślenie i modlitwę. I to jest bardzo ważne i potrzebne. Żeby później umieć docenić to, co ma się na co dzień.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-3146655936850221490?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/3146655936850221490/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=3146655936850221490' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3146655936850221490'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3146655936850221490'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/02/pierwsze-kroki.html' title='Pierwsze kroki'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-6101276199943654011</id><published>2008-02-09T08:52:00.001+01:00</published><updated>2008-02-09T08:56:09.887+01:00</updated><title type='text'>Czas ciszy</title><content type='html'>Za chwilę wyjeżdżam na praktykę. Nie będę tam miał dostępu do sieci, więc pewnie posty rzadziej będą się ukazywać. Ale widzę w tym pewną szansę. Wśród niewielu zajęć duszpasterskich, które będą mi tam zlecone będę miał niepowtarzalną okazję, żeby wejść w świat ciszy, pod okiem Matki Pięknej Miłości, Pani Bieszczadzkiej. Spróbuję sobie zafundować takie ciche, prywatne rekolekcje. To chyba najlepszy prezent jaki mogłem dostać od Opatrzności na kilka miesięcy przed święceniami. Polecam się Waszym modlitwom. Pamiętam o Was przed Panem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-6101276199943654011?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/6101276199943654011/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=6101276199943654011' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6101276199943654011'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6101276199943654011'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/02/czas-ciszy.html' title='Czas ciszy'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-578889060901709465</id><published>2008-02-08T22:49:00.000+01:00</published><updated>2008-02-08T23:08:19.808+01:00</updated><title type='text'>Stokroć więcej</title><content type='html'>&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: «Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą». &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic;" name="W29"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;" class="werset"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jezus odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic;" name="W30"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;" class="werset"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;" class="podswietlenie"&gt;matek&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym. (Mk 10,28-30)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Każdy powołany doświadcza w mniejszym lub większym stopniu tego opuszczania, o którym mówi św. Piotr. Dokonuje się to stopniowo. Nie od razu. Bo też nie jest wcale takie proste. Z czasem człowiek uczy się opuszczać swoich. Staje się to tym mniej bolesne, im bardziej skoncentruje się na Jezusie i Ewangelii. Oczywiście, opuszczenie swoich nie oznacza jakiejś amnezji, bo ta byłaby niewdzięcznością. Chodzi tu raczej o oddawanie tych, spośród których się wyszło Temu, za którym się poszło. Ale nie o opuszczaniu chciałbym dzisiaj napisać.&lt;br /&gt;Ostatnio szczególnie mocno doświadczam pierwszej części Jezusowej obietnicy. Ilu ludzi, ilu wspaniałych, pięknych, cudownych ludzi otacza mnie swoją obecnością i pamięcią właśnie dlatego, że postanowiłem opuścić swoich. Gdyby nie to, wielu z nich bym nie spotkał.&lt;br /&gt;Domy. Rodziny, które cieszą się nawet krótkimi odwiedzinami. Które otwierają nie tylko drzwi swoich mieszkań, ale też swoje serca, by przyjąć, porozmawiać, wytworzyć więź.&lt;br /&gt;Bracia. Starsi i młodsi. Rodzeństwo, którego tak namacalnie nigdy nie miałem. Oddani, ufni, otoczeni modlitwą i proszący Boga w mojej intencji.&lt;br /&gt;Matki. Te wszystkie starsze panie, które witają mnie w kościele uśmiechem, życzliwym spojrzeniem. Które nieustannie zapewniają o swojej modlitwie. Wierzę im. Czasem mówią nawet, że modlą się za mnie więcej niż za swoje własne dzieci. Jedna z nich, od wielu lat poruszająca się o kulach oznajmiła mi kiedyś, że właśnie wróciła z pieszej pielgrzymki na Kalwarię Pacławską. Kiedy patrzyłem na nią z podziwem ona powiedziała: "Szłam w Twojej intencji".&lt;br /&gt;Dzieci. A może na razie tylko młodsi bracia. Tak wyraźnie dani przez Bożą dobroć. Niezwykłe sytuacje, chwile, które mocno zapisują się w pamięci wywołując niewidzialną, ale potężną więź. To wszyscy ci, na których drodze postawił mnie w pewnym momencie ich życia Pan. Często był to moment bardzo ważny. Zazwyczaj bez mojego zamiaru, zabiegań, starań, by jak najlepiej wyszło.&lt;br /&gt;Pozostaje tylko pomyśleć, co czeka na nas w czasie przyszłym, skoro już teraz dano nam tyle szczęścia.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-578889060901709465?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/578889060901709465/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=578889060901709465' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/578889060901709465'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/578889060901709465'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/02/stokro-wicej.html' title='Stokroć więcej'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-265562860633924517</id><published>2008-02-02T09:22:00.000+01:00</published><updated>2008-02-02T09:26:35.776+01:00</updated><title type='text'>Do Matki Pięknej Miłości</title><content type='html'>Dostałem pierwszą w moim życiu aplikatę, czyli pismo, w którym ksiądz biskup kieruje mnie do pracy duszpasterskiej. Chodzi w tym przypadku o praktykę diakońską, która obejmie czas Wielkiego Postu. Zostałem posłany do parafii Polańczyk niedaleko Soliny. Byłem tam kiedyś na Ewangelizacji Bieszczadów. Nie ukrywam, że bardzo się cieszę. Kościół parafialny jest jednocześnie Sanktuarium Matki Pięknej Miłości. To właśnie Jej pragnę zawierzyć moją posługę, ten czas i wszystkich ludzi, z którymi się w nim spotkam. Proszę Was o modlitwę.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-265562860633924517?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/265562860633924517/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=265562860633924517' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/265562860633924517'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/265562860633924517'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/02/do-matki-piknej-mioci.html' title='Do Matki Pięknej Miłości'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-7141764331876209192</id><published>2008-01-30T10:55:00.000+01:00</published><updated>2008-01-30T11:03:37.075+01:00</updated><title type='text'>Czas</title><content type='html'>Jest jedną z tych rzeczywistości, o której mówi się, że na co dzień wiesz, czym jest, ale gdy cię ktoś o nią zapyta, nie potrafisz odpowiedzieć. Nie czas i miejsce, by zajmować się filozoficzną czy teologiczną koncepcją czasu. Ostatnio jednak mam dziwne wrażenie, że czas przyspiesza. Albo może inaczej - manifestuje swoją obecność, kiedy zazwyczaj niezauważany przybliża niespodziewanie ważne chwile, chwile, na które się od dawna czekało. To przyspieszenie jest chyba typowe na szóstym roku seminaryjnej formacji. Wkrótce ostatni egzamin, potem magisterium, za chwilę wyjazd na praktykę wielkopostną do jakiejś parafii... A do święceń nieco ponad trzy miesiące...&lt;br /&gt;"Czasami" siadam i myślę, co dalej. Wiele spraw widać dzisiaj w jaśniejszym świetle. Nie brak jednak niewiadomych. One też są potrzebne. Bez nich niemożliwa byłaby ufność.&lt;br /&gt;Jest też coś, co sprawia, że ten "czas" jest "czasem" błogosławionym. To jakiś dziwny, wewnętrzny spokój, pomimo całej wielości i wagi wydarzeń. I w tym spokoju jest chyba Istota. Sens. On sam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-7141764331876209192?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/7141764331876209192/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=7141764331876209192' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7141764331876209192'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7141764331876209192'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/01/czas.html' title='Czas'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-308217280967008553</id><published>2008-01-22T16:52:00.001+01:00</published><updated>2008-01-22T17:01:54.584+01:00</updated><title type='text'>Oto wyryłem cię na obu dłoniach...</title><content type='html'>Każdy z nas ma taki swój fragment z Pisma Świętego, który jest dla niego szczególnie ważny. Jest taki swój, własny. Ostatnio intensywnie myślę o fragmencie, który wyznaczy moją kapłańską drogę, a który umieszczę na moim prymicyjnym obrazku. Przejrzałem wszerz i wzdłuż moją ukochaną Ewangelię Jana, kilka Listów, szczególnie mi bliskich i miałem pewien problem. Dlaczego? Ponieważ pośród tylu pięknych i niesamowitych słów ciężko mi było odnaleźć coś, co w jakiś sposób by mnie określało, co byłoby tak naprawdę i do końca moje. Aż doszedłem do Deutero-Izajasza. I tam znalazłem coś, co mnie poruszyło już dawno i co zawsze było gdzieś w tle, w jakimś kontekście mojego życia, mojej wiary. "Oto wyryłem cię na obu dłoniach" (Iz 49,16b). Wciąż jeszcze się zastanawiam i będę wdzięczny za Wasze sugestie. Wyryty na Bożych dłoniach - Krzysztof.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-308217280967008553?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/308217280967008553/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=308217280967008553' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/308217280967008553'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/308217280967008553'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/01/oto-wyryem-ci-na-obu-doniach.html' title='Oto wyryłem cię na obu dłoniach...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-920019718581809597</id><published>2008-01-19T16:55:00.001+01:00</published><updated>2008-01-19T17:02:22.719+01:00</updated><title type='text'>Ostatni wykład...</title><content type='html'>Ciebie Boga wysławiamy... Zabrzmiało dzisiaj przed południem w seminaryjnej kaplicy. Szósty rok zakończył wykłady. Tradycyjne dzwonienie starą, żeliwną sygnaturką i... radość. Ale też pewien sentyment. Tyle godzin, tylu profesorów, tyle wiedzy. Wielki dług wdzięczności. Wiele wspomnień, które zostaną na całe lata. Ważna część przygotowania do kapłaństwa.&lt;br /&gt;Pewien etap życia zaczyna się zamykać. Coś się kończy. I nie chodzi tu tylko o pusty sentymentalizm, ale o świadomość upływu czasu. Wpisujemy się w ciąg wielu kapłańskich pokoleń, które w ten sam, albo bardzo podobny sposób dziękowały Bogu za lata przekazywanej wiedzy, która jest skarbem wykorzystywanym przez całe dalsze życie. Często skarbem niedocenionym.&lt;br /&gt;Zamyka się też etap znacznie większy. Czas kształcenia, przygotowania. Prawie dwa dziesięciolecia. To niemało. Mnogość osób, którym winniśmy wdzięczną pamięć zlana w jednej modlitwie. Te Deum...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-920019718581809597?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/920019718581809597/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=920019718581809597' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/920019718581809597'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/920019718581809597'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/01/ostatni-wykad.html' title='Ostatni wykład...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-7811736438989527630</id><published>2008-01-07T13:57:00.000+01:00</published><updated>2008-01-07T14:06:19.372+01:00</updated><title type='text'>Próba Abrahama</title><content type='html'>W innej konferencji bp Joseph podał bardzo ciekawą interpretację próby, którą przeszedł Abraham. Kiedy to miał złożyć w ofierze, innymi słowy - zabić - swojego syna, syna obietnicy, przez którego Bóg miał okazać mu swoje błogosławieństwo. Jak to mogło się stać, że Bóg kazał Abrahamowi zniweczyć jego największą nadzieję, największe szczęście?&lt;br /&gt;Otóż stało się tak dlatego, że Abraham zachwycony darem, zapomniał, od kogo ten dar otrzymał. Uważał Izaaka za swojego syna, za swoją wyłączną własność. Tymczasem on był przede wszystkim własnością Boga. I właśnie to chciał przypomnieć Bóg Abrahamowi na wzgórzach krainy Moria.&lt;br /&gt;Te słowa mną wstrząsnęły. Tak łatwo jest zatrzymać się na darze i zapomnieć o Dawcy. Zwłaszcza, że Bóg daje nam tylko same najwspanialsze rzeczy.&lt;br /&gt;Abraham przeszedł próbę, bo zawierzył Bogu. Nikt z nas nie wie, czy zdołałby wygrać w tak granicznej sytuacji z własnym egoizmem, pychą i zachłannością. Jednak jest sposób, aby się tego wszystkiego ustrzec. Dziękczynienie. Bo tylko wciąż dziękując nie zapomina się o Dawcy. Dziękczynienie to modlitwa, w której ciesząc się z daru pamiętamy o Tym, który jest ponad wszystkim.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-7811736438989527630?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/7811736438989527630/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=7811736438989527630' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7811736438989527630'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7811736438989527630'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/01/prba-abrahama.html' title='Próba Abrahama'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-5091867833320748085</id><published>2008-01-07T13:47:00.000+01:00</published><updated>2008-01-07T13:57:25.171+01:00</updated><title type='text'>Co chcesz, abym dziś uczynił?</title><content type='html'>Ostatnio miałem okazje posłuchać kilku konferencji, jakie wygłosił do kapłanów naszej archidiecezji ks. bp Joseph Grech z Australii. Nie czas i miejsce, by opisywać wszystkie bogate treści zawarte w tych konferencjach. Napiszę tylko o tym, co błyskawicznie sprawdziło się w moim życiu.&lt;br /&gt;Biskup opowiadał, co robił, kiedy znalazł się w jakiejś trudnej sytuacji. Mówił, że zawsze wtedy pytał Jezusa: "Panie, co mam robić? Co będzie najlepsze?" I oddawał Bogu swój umysł, język, swoje ręce, myśli i czyny, całego siebie. Wtedy przychodziły mu do głowy rzeczy, na które sam nigdy by nie wpadł, a które w tej sytuacji okazały się zbawienne. Kiedy człowiek podda się Bożemu działaniu, kiedy zgodzi się na to, by być narzędziem - Bóg dokonuje rzeczy niezwykłych. Biskup przytoczył przykład Mojżesza. Był kimś ważnym na dworze faraona. Chciał pomóc swoim rodakom udręczonym w niewoli Egipcjan. Miał zatem ku temu doskonałą okazję, możliwości, predyspozycje. I jak to się skończyło? Zabił Egipcjanina, stał się banitą w oczach króla, obcych w oczach Izraela. Dopiero po latach, kiedy dał się poprowadzić Bogu, dokonał tego, o czym już dawno przestał myśleć. I spróbowałem. Przed różnymi wydarzeniami, które mnie w danym dniu czekały powiedziałem sobie: "Panie, co chcesz, abym dziś uczynił?" To był opłatek. A więc czas składania życzeń. Prosiłem Pana, żeby to, co powiem nie było moimi życzeniami. Ale aby On chciał mówić przeze mnie. I widziałem, jak to działało. Znacznie mocniej niż się spodziewałem. A zrobiłem tak niewiele.&lt;br /&gt;Panie, spraw, abym każdego dnia chciał być narzędziem w Twoich rękach!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-5091867833320748085?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/5091867833320748085/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=5091867833320748085' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5091867833320748085'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5091867833320748085'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/01/co-chcesz-abym-dzi-uczyni.html' title='Co chcesz, abym dziś uczynił?'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-6488931747687509934</id><published>2008-01-06T15:53:00.000+01:00</published><updated>2008-01-06T16:39:11.079+01:00</updated><title type='text'>Spotkanie Natanaela</title><content type='html'>Wprawdzie wypadałoby dzisiaj napisać kilka słów o Objawieniu Pańskim, ale ja wciąż jestem pod wrażeniem tego, co usłyszeliśmy we wczorajszej Ewangelii. Zresztą wczorajsza perykopa wspaniale pasuje do tematu bieżącego roku duszpasterskiego: "Bądźmy uczniami Chrystusa".&lt;br /&gt;Natanael. Pierwszy owoc misji ewangelizacyjnej Filipa. Powołanie Natanaela ma kilka bardzo charakterystycznych i bardzo ciekawych rysów.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Rzekł do niego Natanael: «Czyż może być co dobrego z Nazaretu?» &lt;/span&gt;(J 1,46)&lt;br /&gt;Postawa powątpiewania. Jak to możliwe? W jaki sposób Bóg mógł objawić się w byle jakim miejscu, w tak nieciekawym, po ludzku, momencie dziejów? Przecież On nie mógł przyjść właśnie stamtąd, właśnie teraz. Nie masz racji. To niemożliwe.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Odpowiedział mu Filip: «Chodź i zobacz!» &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedź Filipa jest taka sama jak odpowiedź Jezusa, która kilka wierszy wcześniej stała się początkiem drogi za Mistrzem z Nazaretu dla Andrzeja i Jana. Tylko osobowe spotkanie z Synem Maryi prowadzi do bycia uczniem, a więc chrześcijaninem. Żadne, nawet najpiękniejsze ludzkie słowa i najtrafniejsze argumentacje nie są w stanie uczynić nikogo uczniem, jeżeli nie prowadzą do spotkania wiary. Spotkanie człowieka z Bogiem-Człowiekiem.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;«Patrz, to prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu»&lt;/span&gt;. (J 1,47)&lt;br /&gt;O nikim innym Jezus nie wypowiedział podobnego sądu. To coś więcej niż jakieś zdawkowe określenie. To charakterystyka osoby. Szczery, prawdziwy, bez podstępu. Dzisiaj powiedzielibyśmy transparentny, przejrzysty, krystalicznie czysty. Taki winien być uczeń Chrystusa. Takich uczniów chce mieć Chrystus. Bo tylko człowiek wyzwolony przez prawdę może służyć Prawdzie Osobowej.&lt;br /&gt;&lt;span class="werset"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Powiedział do Niego Natanael: «Skąd mnie znasz?» Odrzekł mu Jezus: «Widziałem cię, zanim cię zawołał Filip, gdy byłeś pod drzewem figowym». &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic;" name="W49"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;" class="werset"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Odpowiedział Mu Natanael: «Rabbi, Ty jesteś Synem Bożym, Ty jesteś Królem Izraela!»"&lt;/span&gt; (J 1,48-49)&lt;br /&gt;Drzewo figowe. Co takiego stało się pod drzewem figowym, że Natanael w jednej chwili porzucił wątpliwości i pogardę dla Nazarejczyka i, jako pierwszy w Janowej Ewangelii, wyznał wiarę w Jego bóstwo. Pod drzewem figowym... Może właśnie tam Natanael szczególnie doświadczył Bożej obecności. Może tam zmieniło się jego życie. Może po prostu po ludzku zapłakał na swoją słabością. Może odczuł Bożą miłość. Co dokładnie wydarzyło się pod drzewem figowym - tego nie wiem. Wiem jednak, że każdy uczeń Chrystusa wyrasta z doświadczenia figowego drzewa. Każdy pamięta doskonale miejsca i momenty, w których poczuł się szczególnie chciany, kochany, uzdrawiany przez Boga. Te wspomnienia są szczególnie ważne wtedy, gdy życie powala nas falą doświadczeń, kiedy wydajemy się być zbyt daleko od naszego drzewa figowego. Właśnie w takich momentach Jezus chce przy nas stanąć i powiedzieć, jak Natanaelowi: widziałem Cię!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Zobaczysz jeszcze więcej niż to." &lt;/span&gt;(J 1,50)&lt;br /&gt;Doświadczenie Jezusa nigdy nie jest wyczerpane. Jezus nigdy się nam nie znudzi. Zawsze przychodzi w tak samo cudowny, ale też inny sposób. Doświadczam tego szczególnie mocno na oazach, na które jeżdżę od kilku dobrych lat. Każda z nich jest inna. Na każdej Pan pokazuje mi coś zupełnie innego i zawsze są to rzeczy znacznie piękniejsze i wspanialsze od tych, których się mogłem spodziewać.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Ujrzycie niebiosa otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących na Syna Człowieczego"&lt;/span&gt; (J 1,51)&lt;br /&gt;Panie, nie możemy się doczekać!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-6488931747687509934?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/6488931747687509934/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=6488931747687509934' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6488931747687509934'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6488931747687509934'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/01/spotkanie-natanaela.html' title='Spotkanie Natanaela'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-6899993138186771426</id><published>2008-01-04T23:13:00.000+01:00</published><updated>2008-01-04T23:30:15.841+01:00</updated><title type='text'>Nauczycielu, gdzie mieszkasz?</title><content type='html'>Jan niezwykle dokładnie opisuje moment swojego powołania. Zapamiętał nawet godzinę. Była dziesiąta. A więc, po naszemu, czwarta po południu. Chrzciciel wskazał mu Baranka Bożego. Bez pożegnania z dawnym mistrzem Jan i Andrzej podążają za Jezusem. On jednak idzie przed nimi przez jakiś czas ich nie zauważając. Dopiero po chwili odwraca się i pyta: "Czego szukacie?". To fundamentalne pytanie dla każdego ucznia Chrystusa. Bo czasem wydaje się nam, że idziemy za Nim a tak naprawdę nawet nie zdajemy sobie sprawy z naszych pragnień, naszych oczekiwań. Jezus wybija nas z tego letargu. Każe się określić. Czego ja szukam na drodze za Jezusem? Po co właściwie za Nim idę? Co mną kieruje? Odpowiedź Jana zdaje się być nieco dziwaczna: "Nauczycielu, gdzie mieszkasz?". Przecież nie po to opuścili Chrzciciela, żeby zdobyć adres Nieznajomego Mistrza z Nazaretu. To pytanie oznacza coś więcej. Oni chcieli zamieszkać z Nim. Tak zresztą mówi Ewangelista w następnych wersach. A zamieszkać z Jezusem, to być przy Nim, oddychać tym samym, co On powietrzem, słuchać Jego słów, obserwować Jego gesty, uczyć się Jego miłości. "Chodźcie, a zobaczycie". I nadal idą. Ale teraz już inaczej. Bo znają cel. Cel ich wędrówki i całego życia.&lt;br /&gt;Każdy z nas pamięta taką godzinę i takie miejsce, w którym zaczął zdecydowanie kroczyć za Jezusem. W którym trzeba było opuścić stare, dobrze sobie znane środowisko i pójść dalej, w nieznane z Nieznanym, aby poznać coś niesłychanie wielkiego. Bądźmy uczniami Chrystusa!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-6899993138186771426?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/6899993138186771426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=6899993138186771426' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6899993138186771426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6899993138186771426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/01/nauczycielu-gdzie-mieszkasz.html' title='Nauczycielu, gdzie mieszkasz?'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-866602945855854270</id><published>2008-01-01T01:38:00.000+01:00</published><updated>2008-01-01T01:47:15.420+01:00</updated><title type='text'>Znak pokoju</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"  style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt; font-family: georgia;font-family:georgia;"&gt;&lt;span style=";font-size:100%;" &gt;Czym właściwie jest pokój? Co oznacza? W znaczeniu politycznym pokój to po prostu brak wojny, wolność od zbrojnego konfliktu. Jednak każdy z nas wyczuwa, że pokój to rzeczywistość znacznie bogatsza, która dotyczy każdego człowieka. To prawda. Decyzje o pokoju nie zapadają tylko na międzynarodowych konferencjach. Pokój winien być osobistym wyborem każdego narodu, każdej społeczności, każdej rodziny i każdego człowieka. Bo przecież tyle jest w nas niepokoju. Tyle podejrzliwości i braku zaufania wobec innych ludzi. Tyle zakłamania i niesprawiedliwości. Ten smutny obraz wyłania się nie tylko z obserwacji życia politycznego, ale także z naszej szarej codzienności. Tyle wśród nas zupełnie niepotrzebnych konfliktów, w których często się zatracamy, nie pamiętając dokładnie, kiedy i o co poszło, kto zawinił, kto powinien pierwszy wyciągnąć rękę do zgody. Wolimy wciąż rozdrapywać dawne zranienia, zamieniać je w niekończące się litanie pretensji, niż raz na zawsze uleczyć nasze serca i relacje z innymi lekarstwem przebaczenia i pojednania. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;A przecież nie tak ma postępować prawdziwy uczeń Chrystusa. Zobaczmy, że każde spotkanie z Jezusem – Księciem Pokoju napełnia ludzi pokojem trwałym i głębokim. Przy Jego narodzeniu aniołowie zwiastowali ziemi pokój, przez Jego śmierć na krzyżu Bóg Ojciec wprowadził pokój między niebem i ziemią. W dniu zmartwychwstania Jezus pozdrowił uczniów słowami: „Pokój wam”. W końcu to On zesłał Ducha Świętego, aby obdarzyć Kościół jednością i pokojem. Dlatego także i dzisiaj uczniowie Chrystusa winni być orędownikami pokoju. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;Co jednak zrobić, by w świecie, w którym przecież jest tyle zła i nienawiści głosić swoim życiem Ewangelię pokoju? Kościół udziela nam tutaj kilku bardzo konkretnych wskazówek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;Narzędziem pokoju jest pojednanie. Najpierw pojednanie z Bogiem jako fundament każdego innego pojednania. Prawdziwa skrucha i szczera, systematyczna spowiedź są niezastąpionym narzędziem szerzenia Bożego pokoju w naszych sercach. Przez nie dostępujemy przebaczenia wszystkich naszych grzechów, a człowiek, któremu odpuszczono grzechy jest po prostu człowiekiem szczęśliwym, zjednoczonym z Bogiem, jest na drodze do świętości. W sakramentalnej formule rozgrzeszenia słyszymy piękne i jakże często niedoceniane przez nas słowa, gdy kapłan mówi o Bogu, który udziela „przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła”. Ściśle związane z pojednaniem z Bogiem jest pojednanie się z drugim człowiekiem. W trakcie przygotowania do pierwszej spowiedzi ksiądz katecheta uczył mnie, aby zawsze, zanim pójdę do kościoła, by w konfesjonale wyznać swoje grzechy, najpierw w domu podejść do mamy i taty i powiedzieć: „Przepraszam!” Jaki piękny zwyczaj! Może gdybyśmy częściej szczerze wypowiadali to niezwykłe słowo, pokój prawdziwy dłużej gościłby w naszych sercach?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;Jaki będzie ten Nowy Rok, który właśnie się rozpoczął? Czy będzie rokiem pokoju? Dla jednych będzie to rok przyjścia na świat i sakramentalnego obmycia we chrzcie świętym. Dla innych – rok przyjęcia pierwszej Komunii świętej lub sakramentu bierzmowania. Dla mnie – jeśli Bóg pozwoli – rok przyjęcia święceń kapłańskich. Dla wielu rok zawarcia sakramentalnego małżeństwa, także dla wielu ostatni rok ich ziemskiego życia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;Adam Asnyk tak składa noworoczne życzenia sobie współczesnym słowami, które przez nieomal półtora wieku nie straciły nic ze swej aktualności: „Życzeń tysiące na Nowy Rok! Rozumu, niezgiętej woli, prawdziwej duchowej siły i serc czystości! A Bóg nam stanąć pozwoli i z naszej skromnej mogiły dzieci się będą uczyły jak żyć w przyszłości. W olbrzymim pokoleń trudzie bądźmy ogniwem łańcucha, Co się poświęca. Nie marzmy o łatwym cudzie! Najwyższy heroizm ducha jest walką, co nie wybucha, pracą bez wieńca.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;Niech takie będą i nasze życzenia w tym pierwszym dniu nowego, 2008 roku. Wsłuchajmy się na koniec w błogosławieństwo Aarona z dzisiejszego pierwszego czytania. Zawarte są w nim najpiękniejsze życzenia. „Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie swoje oblicze i niech cię obdarzy pokojem”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-866602945855854270?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/866602945855854270/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=866602945855854270' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/866602945855854270'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/866602945855854270'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2008/01/znak-pokoju.html' title='Znak pokoju'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-1302823887812862241</id><published>2007-12-30T15:43:00.000+01:00</published><updated>2007-12-30T22:56:24.533+01:00</updated><title type='text'>Rodzina</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.sanafamilia.pl/ikona-sw-rodziny-duza.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 192px; height: 277px;" src="http://www.sanafamilia.pl/ikona-sw-rodziny-duza.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Święta Rodzina. Jezus, Maryja i Józef. Prawda, którą dzisiaj celebrujemy jest przedłużeniem Bożego Narodzenia. Syn Boży stał się człowiekiem, a dokonało się to w rodzinie. Przez to niezwykła rola rodziny została na nowo podkreślona i ugruntowana. Jezus - jako Bóg istniał od zawsze, ale jako człowiek był formowany przez swoich ziemskich rodziców. Nawet nie wiemy, jak wiele z Józefa i Maryi ma w sobie Jezus, o którym czytamy na kartach Ewangelii. Może to właśnie oni nauczyli Go ludzkiej wrażliwości na potrzeby innych, może to właśnie dzięki nim znał ludzkie potrzeby i pragnienia. Może to oni nauczyli Go, że świątynia ma być miejscem modlitwy. Pięknie tę rzeczywistość pokazuje film "Narodzenie".&lt;br /&gt;Dzisiejsza niedziela jest też okazją do tego, aby oddać hołd rodzinie. I tej pojętej uniwersalnie, ale też i tym konkretnym rodzinom, którym tak wiele się zawdzięcza. Jako że o własnej rodzinie nieco trudno jest pisać, bo pewnie nigdy nie oddałoby się słowami tego, co oddać się powinno, pozwolę sobie przywołać w tym miejscu kilka rodzin, które choć są mi bardziej lub mniej obce, w jakiś niezwykły sposób mnie zafascynowały.&lt;br /&gt;Ania i Benek. Spotkałem ich na rekolekcjach Oazy Nowego Życia trzeciego stopnia w Krakowie, w 2000 roku. Opowiadali nam - nieraz zbuntowanym nastolatkom - jak wyglądało ich przygotowanie do małżeństwa oraz jak ewoluuje ich miłość. Dali nam nadzieję, że piękna miłość jest możliwa, także w naszych czasach. Ich dzieci - a mieli ich chyba z sześcioro - wszystkie znały datę swojego poczęcia. Opowiadali też o swoim zbliżeniu seksualnym - zawsze z modlitwą przed i po. I o swoim zawierzeniu. Kiedy poczęło się ich ostatnie dziecko przed Benkiem stanęła wizja utraty pracy. Do tego mieszkanie, w którym żyli było zdecydowanie za małe na normalne życie z piątką dzieci, co dopiero mówić o szóstce. Ale zawierzyli. Na dwa miesiące przed rozwiązaniem Benek znalazł nową, lepiej płatną pracę z mieszkaniem służbowym na 100 metrów kwadratowych. Świadkowie miłości ofiarnej i ufnej. Powtarzali zasłyszaną kiedyś maksymę, która kształtowała i nadal kształtuje ich życie rodzinne: "Twoja miłość bez wymagań mnie psuje. Twoje wymagania bez miłości mnie odstraszają. Twoja wymagająca miłość sprawia, że wzrastam".&lt;br /&gt;Inna rodzina. Równie niezwykła. Mając piątkę wspaniałych dzieci postanowili wraz z nimi utworzyć rodzinę zastępczą. Na dzień dzisiejszy wychowują piątkę nie swoich dzieci, dając im ciepło i miłość, której one nigdy nie doznały. Nie jest to łatwe. Często jest im bardzo trudno. Ale trwają, bo bardzo na serio traktują słowa Jezusa: "Kto przyjmuje jedno z tych małych, Mnie przyjmuje".&lt;br /&gt;Zdrowa, chrześcijańska rodzina jest skarbem często niedocenianym. Ale o ten skarb trzeba dzisiaj szczególnie walczyć, szczególnie zabiegać. Bo naprawdę warto.&lt;br /&gt;Jako diakon, a kiedyś kapłan, czuję się zobowiązany, żeby o tym mówić, pisać a przede wszystkim, żeby wspierać rodziny tak jak tylko potrafię. Rodzino, nie bój się być dzisiaj Bogiem silną! W Nim jest twoje spełnienie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-1302823887812862241?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/1302823887812862241/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=1302823887812862241' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1302823887812862241'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1302823887812862241'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/12/rodzina.html' title='Rodzina'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-8516537293673335241</id><published>2007-12-27T15:56:00.000+01:00</published><updated>2007-12-27T16:21:51.182+01:00</updated><title type='text'>Umiłowany uczeń</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/zabytki/muzeum/muz7.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 229px; height: 328px;" src="http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/zabytki/muzeum/muz7.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Najmłodszy z Apostołów. Od zawsze nosił w sobie pragnienie głębi. To właśnie ono sprawiło, że przyłączył się do uczniów Jana Chrzciciela. Kiedy ten wskazał na Chrystusa, natychmiast za Nim poszedł. Młody chłopak, z wielką gorliwością poszukujący prawdy. Trochę nerwowy, tak że Mateusz nazwał jego i jego brata, Jakuba, synami gromu. Ale przede wszystkim całkowicie oddany Jezusowi. Jezus był całym jego życiem. Był świadkiem najważniejszych wydarzeń ziemskiej wędrówki Jezusa - był w Kanie, podczas wskrzeszenie córki Jaira, na Górze Tabor, w Gestemani - zawsze w pobliżu Mistrza. Podczas Ostatniej Wieczerzy spoczywał na Jego piersi - wsłuchiwał się w bicie serca Zbawcy. Jak prawdziwy syn, przyjaciel. Jako jedyny ze wszystkich Apostołów zwycięsko przeszedł próbę krzyża - nie uciekł, stał na Golgocie do końca. Może dlatego - również jako jedyny z Apostołów - nie musiał pieczętować swojego oddania Jezusowi przez własną, męczeńską śmierć. Jego Jezus nazwał synem Maryi, w jego osobie Ona stała się Matką Kościoła. Potem jako pierwszy po niewiastach przybiegł do pustego grobu. I choć u wejścia przepuścił Piotra - Opokę, to jednak on był tym, który rozpoznał Zmartwychwstałego stojącego na brzegu jeziora. Po wniebowstąpieniu ściśle współpracował ze świętym Piotrem. Nigdy nie miał pretensji, że to właśnie jego wybrał Pan na Księcia Apostołów, choć po ludzku przecież mu się to nie należało.&lt;br /&gt;Św. Jan Apostoł, bo o nim mowa, jest jedną z tych postaci, której zazwyczaj nie dostrzegamy, bo zawsze pozostaje w tle, ale bez której chrześcijaństwo na pewno nie byłoby takie jakie znamy dziś. Bez jego pism nie wiedzielibyśmy o Bogu-Miłości, o ożywczym zdroju, który wypłynął z przebitego boku Jezusa, o Jego woli względem Maryi, o winnym krzewie, dobrym pasterzu i tylu innych fundamentach naszej wiary. To z jego Ewangelii pochodzi zdanie, która Jan Paweł II uznał za najważniejsze zdanie Pisma Świętego - "Prawda was wyzwoli".&lt;br /&gt;Jan jest typem tych uczniów Jezusa, którzy od początku byli Mu wierni, którzy od zawsze trwali przy Mistrzu w cichej kontemplacji. Na czym polegał jego fenomen? Myślę, że tajemnica Jana tkwi w jego imieniu - nie tym, pod jakim znali go mu współcześni. Ale w tym, którym sam siebie określa - uczeń umiłowany, ten, którego Jezus miłował. Właśnie to wyróżnia Jana spośród Apostołów. Ale czy Jezus mógłby miłować jednego ucznia bardziej niż innych? Czy Boży Syn mógłby niesprawiedliwie szafować swoją miłością, uwagą? Nie. Jana wyróżniało nie to, że Jezus kochał go bardziej niż innych, ale to, że on sam najgłębiej zdawał sobie sprawę z Jezusowej miłości. To ona pozwoliła przeżyć mu takie piękne i wspaniałe życie. Teolog Słowa i Bożej Miłości. Wielki w swojej pokorze i ujmujący w swojej wrażliwości. Podobno pod koniec swego życia miał upośledzony zmysł mowy. Wciąż powtarzał tylko dwa słowa: "Miłujcie się!"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-8516537293673335241?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/8516537293673335241/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=8516537293673335241' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8516537293673335241'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8516537293673335241'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/12/umiowany-ucze.html' title='Umiłowany uczeń'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-988731804930025245</id><published>2007-12-26T15:37:00.000+01:00</published><updated>2007-12-26T16:03:45.851+01:00</updated><title type='text'>Dwa drzewa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://biblia.wiara.pl/grafika/2005/05/10/1115678881/1115678942.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px;" src="http://biblia.wiara.pl/grafika/2005/05/10/1115678881/1115678942.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;26 grudnia w naszej, polskiej tradycji uznawany jest za drugi dzień świąt Bożego Narodzenia. Śpiewamy w tym dniu kolędy, cieszymy się szopką w kościele i w domu, siedzimy przy suto zastawionym stole. Ale kolor szat liturgicznych i czytania mszalne niejako kłócą się z tą ckliwą atmosferą betlejemskiej radości. Kamienowanie Szczepana w opisie św. Łukasza, zdrada ze strony najbliższych, o której mówi Jezus w Mateuszowej Ewangelii... Ani słowa o pasterzach, mędrcach i całym orszaku Nowonarodzonego Króla. Co Kościół ma nam do powiedzenia umieszczając w oktawie Bożego Narodzenia aż dwa święta, które przypominają smutną prawdę o ludzkiej nienawiści i okrucieństwie? Dlaczego św. Szczepan i Młodziankowie, dzieci zabite bestialsko przez siepaczy Heroda w Betlejem wpisują się w obchód Bożego Narodzenia?&lt;br /&gt;Analizując historię narodzenia Jezusa można dopatrzeć się wielu innych elementów, które zdecydowanie odbiegają od klimatu radości: twarde drewno betlejemskiego żłobu, w którym leży Dzieciątko aż nazbyt wyraźnie przywołuje na myśl inne drewno, na którym ten sam Zbawiciel dokona sądu nad światem. Brak miejsca w betlejemskich gospodarz jest tylko preludium wielkiego odrzucenia, jakiego Syn Boży dozna w czasie swojego procesu. Zawiść Heroda nie umrze wraz z nim - objawi się w poczynaniach Sanhedrynu i całego ludu. Ubóstwo pasterskiej szopy jest zaś zapowiedzią tego wyniszczenia, które dopełni się w nagości ukrzyżowania.&lt;br /&gt;Szczepan i Młodziankowie mają nam do przekazania bardzo ważną prawdę: życie nie jest ani arkadią bez krzty bólu i cierpienia, ani też otchłanią beznadziei.  Dobro i zło przenikają się w nim jak w kalejdoskopie, jest jak dziwacznie skomponowana melodia, w której harmonia miesza się z dysonansem, dur z mollem.  Jedno zawsze jest pewne: w ostatecznym rozrachunku dobro zwycięży. Ale nie zmiażdzy ludzi złych. Raczej za nich umrze ostatkiem sił wznosząc modły za oprawców.&lt;br /&gt;Jest jeszcze jeden bardzo ciekawy aspekt dzisiejszego święta. Porusza go św. Fulgencjusz z Ruspe, autor drugiej lekcji z Godziny Czytań 26 grudnia. Szaweł był wśród tych, którzy rzucali kamienie pozbawiając Szczepana życia. A potem sam oddał życie za to, co głosił Szczepan. "A teraz Paweł weseli się wraz ze Szczepanem, razem z nim zażywa chwały Chrystusa, wraz ze Szczepanem raduje się i króluje. Tam, gdzie pierwszy poszedł Szczepan, ukamienowany przez Pawła, tam w ślad za nim podążył Paweł, wsparty modlitwami Szczepana".  Bóg potrafi pisać proste frazy na pogmatwanych i zakrzywionych liniach ludzkiego życia. Z prześladowcy może uczynić Apostoła narodów. Jak zatem nieadekwatne mogą być nasze ludzkie oceny i wyroki? Jak wciąż daleko nam do przemiany myślenia, patrzenia na rzeczywistość i na innych ludzi oczyma Boga, który jest Miłością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-988731804930025245?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/988731804930025245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=988731804930025245' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/988731804930025245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/988731804930025245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/12/dwa-drzewa.html' title='Dwa drzewa'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-3534774977140470049</id><published>2007-12-24T09:31:00.000+01:00</published><updated>2007-12-24T10:21:13.502+01:00</updated><title type='text'>Bóg się rodzi...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.mbkp.info/lit/bn/dzieciatko.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 153px; height: 194px;" src="http://www.mbkp.info/lit/bn/dzieciatko.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"Dziecię nam się narodziło, Syn został nam dany.&lt;br /&gt;Na Jego barkach spoczęła władza.&lt;br /&gt;Nazwano Go imieniem: Przedziwny Doradca,&lt;br /&gt;Bóg Mocny, Odwieczny Ojciec, Książę Pokoju." (Iz 9,5)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boże Narodzenie przywołuje na pamięć&lt;br /&gt;najpiękniejsze skojarzenia:&lt;br /&gt;ciepło rodzinnego domu,&lt;br /&gt;zapach igliwia łagodnie pomieszany&lt;br /&gt;z zapachem świątecznego ciasta,&lt;br /&gt;wyczekiwanie pierwszej gwiazdy&lt;br /&gt;i łamanie się opłatkiem.&lt;br /&gt;Z czasem do tej litanii&lt;br /&gt;dochodzi wspomnienie tych, którzy odeszli,&lt;br /&gt;którzy już nie zasiądą przy wigilijnym stole.&lt;br /&gt;Wszystko to przy śpiewie kolęd, blasku świec&lt;br /&gt;i cichej łzie w kąciku oka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale te święta to coś więcej niż szereg wzruszeń.&lt;br /&gt;To czas, w którym porzucamy naszą niegodziwość,&lt;br /&gt;aby zatrzymać się na chwilę&lt;br /&gt;przy złożonym w żłobie Dzieciątku.&lt;br /&gt;Ono jest światłem silniejszym&lt;br /&gt;niż światło tysiąca świec,&lt;br /&gt;Światłem, które nie gaśnie,&lt;br /&gt;lecz rozświetla wszelki mrok,&lt;br /&gt;nadaje głęboki sens naszemu życiu,&lt;br /&gt;wlewa nadzieję, która jest silniejsza niż śmierć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech światło betlejemskiej nocy&lt;br /&gt;rozświetli nasze mroki i ogrzeje nasze serca&lt;br /&gt;w radosnym śpiewie kolęd&lt;br /&gt;i szczerym pojednaniu z bliźnimi,&lt;br /&gt;abyśmy rzeczywiście spotkawszy&lt;br /&gt;Nowonarodzonego Pana&lt;br /&gt;potrafili złożyć całe nasze życie&lt;br /&gt;u Jego niewysłowionych kolan.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Błogosławionych świąt!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-3534774977140470049?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/3534774977140470049/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=3534774977140470049' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3534774977140470049'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3534774977140470049'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/12/dzieci-nam-si-narodzio-syn-zosta-nam.html' title='Bóg się rodzi...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-4396839571057096894</id><published>2007-12-21T21:53:00.002+01:00</published><updated>2007-12-22T06:06:20.996+01:00</updated><title type='text'>Wielkie antyfony</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://liturgia.wiara.pl/elementy/roraty_msza_2_1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 242px; height: 161px;" src="http://liturgia.wiara.pl/elementy/roraty_msza_2_1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ostatnie dni Adwentu, dokładnie od 17 do 23 grudnia to okres wielkich antyfon. Słyszymy je codziennie jako werset przed Ewangelią w Eucharystii, ci, którzy modlą się Liturgią Godzin spotykają się z nimi w nieszporach. Te starożytne antyfony niosą ze sobą pewną ciekawą dynamikę. Przyzywają Zbawiciela, jak gdyby chciały przyspieszyć moment Jego przyjścia na ziemię. Są nazywane także antyfonami na "o", ponieważ wszystkie zaczynają się apostrofą, i tak:&lt;br /&gt;O &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;S&lt;/span&gt;apientia - O Mądrości&lt;br /&gt;O &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;A&lt;/span&gt;donai, Deus Israel - O Adonai, Boże Izraela&lt;br /&gt;O &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;R&lt;/span&gt;adix Iesse - O Korzeniu Jessego&lt;br /&gt;O &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;C&lt;/span&gt;lavis Davidi - O Kluczu Dawida&lt;br /&gt;O &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;O&lt;/span&gt;riens - O Wschodzie&lt;br /&gt;O &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;R&lt;/span&gt;ex Israel - O Królu Izraela&lt;br /&gt;O &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;E&lt;/span&gt;mmanuel - O Emmanuelu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawe, że pogrubione przeze mnie pierwsze litery łacińskich początków wielkich antyfon, czytane od tyłu tworzą dwa łacińskie słowa: "Ero cras", co w naszym ojczystym języku oznacza: "Będę jutro".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Warto w tych ostatnich dniach przygotowania do świąt wśród codziennego gwaru porządków i przygotowania świątecznych potraw znaleźć chwilę czasu, aby zatrzymać się nad przebogatą treścią wielkich antyfon i w ciszy swojego serca, łącząc swoją modlitwę z modlitwą Kościoła wszystkich wieków wołać: Marana tha! Przybądź, Panie Jezu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więcej &lt;a href="http://liturgia.wiara.pl/wydruk.php?grupa=6&amp;amp;art=1166300997&amp;amp;dzi=1115658682"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-4396839571057096894?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/4396839571057096894/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=4396839571057096894' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4396839571057096894'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4396839571057096894'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/12/wielkie-antyfony.html' title='Wielkie antyfony'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-7145136399189161304</id><published>2007-12-12T16:38:00.000+01:00</published><updated>2007-12-12T16:43:37.984+01:00</updated><title type='text'>Zmęczenie ducha</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt; font-family: verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zmęczenie duchowe to stan pewnego zniechęcenia. Pojawia się wtedy, gdy mimo wielkich wysiłków podjętych w pracy nad sobą, budowaniu swojej duchowości, życia modlitwy, swojej relacji z Chrystusem odnosimy wrażenie, że tak naprawdę niewiele się zmienia. Wciąż dokuczają nam te same wady, wciąż spowiadamy się z tych samych grzechów, nadal nasza modlitwa jest wielkim trudem, na który niechętnie się zdobywamy. Pojawia się brak nadziei na jakąkolwiek poprawę, zniechęcenie czy nawet jakiś kryzys.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt; font-family: verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jezus mówi: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. On jest tym, który dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego, jak czytamy w proroctwie Izajasza. Ale jednocześnie Jezus dodaje: „Weźmijcie moje jarzmo na siebie”. Widać w tych słowach wielką szczerość i zarazem szacunek, z jakimi Jezus podchodzi do nas, swoich uczniów. On nie mami nas perspektywą życia wygodnego, pozbawionego trudu i wyrzeczeń. Mówi wprost o jarzmie, a więc o trudzie, jaki musi podjąć każdy człowiek chcąc trwać w Jego szkole. Jarzmo Jezusa jest jednak wyjątkowe: jest słodkie. Użyte tu greckie słowo znaczy dosłownie: „dobrze przymierzone”. W Palestynie jarzmo dla wołu robiono z drewna. W celu wykonania jarzma dokonywano najpierw przymiarki. Następnie strugano jarzmo, wkładano je na barki wołu i próbowano. Starano się, by takie jarzmo dobrze pasowało do karku, aby nie uwierało zwierzęcia. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt; font-family: verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jarzmo, które nakłada na nas Jezus jest doskonale dopasowane, ponieważ uwzględnia nasze możliwości. On ma dla każdego z nas zadanie, przymierzone do naszych sił. Mówi: „Moje brzemię jest lekkie”. Nie oznacza to, że brzemię łatwo będzie dźwigać, lecz że jest nałożone na nas z miłością, a zatem, że ma się je dźwigać z miłością, a miłość sprawia, że największy ciężar staje się lekkim. Jeśli pamiętamy o miłości Bożej, jeśli uważamy, że naszym brzemieniem jest miłować Boga i bliźnich, wtedy brzemię to staje się lekkie. Pewien człowiek spotkał małego chłopca, który dźwigał na ramionach jeszcze mniejszego, chromego. „Dźwigasz wielki ciężar – powiedział do chłopca. To nie jest ciężar – brzmiała odpowiedź – to mój brat”. Brzemię, które złożono na nas z miłością i które dźwigamy z miłością, jest zawsze lekkie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt; font-family: verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Dobiegamy powoli do połowy Adwentu. Może warto zadać sobie pytanie: czy zdążyłem się już zmęczyć moim przygotowaniem do dobrego przeżycia tegorocznych Świąt Bożego Narodzenia? Czy zdarzyło mi się zniechęcić moim adwentowym postanowieniem? Czy w mojej modlitwie, w mojej pracy i we wszystkim, cokolwiek robię przewija się motyw oczekiwania na przyjście Pana?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-family: verdana;font-size:100%;" &gt;Niech Maryja, którą w Adwencie czcimy szczególnie jako Gwiazdę Nadziei wyprosi nam siłę do tego, abyśmy codziennie na nowo zakładali na szyję jarzmo Jezusowej miłości. Niech sprawi, abyśmy zawsze wtedy, gdy po ludzku będzie naprawdę ciężko nie szukali pokrzepienia poza Jezusem. Niech w końcu doprowadzi nas do spotkania z Nim w wieczności, gdzie nie będzie zmęczenia, brzemienia i jarzma.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:14;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-7145136399189161304?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/7145136399189161304/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=7145136399189161304' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7145136399189161304'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7145136399189161304'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/12/zmczenie-ducha.html' title='Zmęczenie ducha'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-2631626754634931006</id><published>2007-12-02T14:22:00.000+01:00</published><updated>2007-12-02T16:01:24.316+01:00</updated><title type='text'>Oczekujemy Twego przyjścia w chwale...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.kosciol.pl/images/articles/20051127091606160_1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 192px; height: 144px;" src="http://www.kosciol.pl/images/articles/20051127091606160_1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ktoś nazwał Adwent okresem radosnego oczekiwania na przyjście Pana. A ja odnoszę wrażenie, że często mylimy tę radość z wesołkowatością. Tymczasem Ewangelia jest pod tym względem niezwykle jasna. "&lt;span class="bib"&gt;Bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie." Niewątpliwie, przyjście Pana będzie niezwykle radosne, ale tylko dla tych, którzy czuwają i są gotowi. Ciekawe, że pierwsi chrześcijanie modlili się: "Marana tha - Przyjdź, Panie Jezu!" A dzisiejsi pragnęliby dodać - "Ale jeszcze nie teraz".&lt;br /&gt;Idźmy z radością na spotkanie Pana - śpiewamy w refrenie psalmu na początku Adwentu. Problem polega na tym, że często tylko śpiewamy. Dajemy sobie spokój z postanowieniami adwentowymi, bo to dobre dla dzieci. Przyzwyczailiśmy się do Adwentu, już nas nie rusza. Tymczasem Pan przychodzi.&lt;br /&gt;Przychodzi w swoim Słowie, także wtedy, gdy nie słuchamy. Przychodzi w swoim Ciele i swojej Krwi, także wtedy, gdy Go nie przyjmujemy. Przychodzi w drugim człowieku, także wtedy, gdy pozostaje niezauważony.&lt;br /&gt;Może to już ostatni Adwent. Zresztą każdy Adwent ma nas przygotować do tego ostatniego. Bo może być tak, że nie trzeba będzie czekać na koniec świata, aby świat dla nas się skończył. Śmierć przychodzi nieraz zupełnie niespodziewania i zbyt często dotyka ludzi nieprzygotowanych i nie czuwających.&lt;br /&gt;Adwent jest radosnym oczekiwaniem. Ale tylko dla tych, którzy prostują drogi dla Pana. Którzy nieustannie, nie tylko w Adwencie czekają z utęsknieniem na spotkanie z Jezusem. Którzy nie miłują tego świata, ale wyglądają lepszego, innego życia. Radość Adwentu idzie w parze z duchem pokuty. Dlatego Kościół nie rezygnuje w tym czasie z fioletowego koloru szat liturgicznych. Cicho przypomina prawdę, że tylko święty chodzi uśmiechnięty i tylko nawrócony jest zadowolony.&lt;br /&gt;Idźmy z radością na spotkanie Pana. Tu i teraz aż po samą wieczność.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-2631626754634931006?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/2631626754634931006/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=2631626754634931006' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2631626754634931006'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2631626754634931006'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/12/oczekujemy-twego-przyjcia-w-chwale.html' title='Oczekujemy Twego przyjścia w chwale...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-8913816074322978549</id><published>2007-11-26T16:38:00.000+01:00</published><updated>2007-12-23T18:39:01.206+01:00</updated><title type='text'>Uboga wdowa</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.kris.2-0.pl/Biblia/Marek/021%20Grosz%20wdowi.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 251px; height: 312px;" src="http://www.kris.2-0.pl/Biblia/Marek/021%20Grosz%20wdowi.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czytając Ewangelię o ubogiej wdowie, która wrzuciła cały swój dobytek do świątynnej skarbony, mam nieco mieszane uczucia. Z jednej strony dobrze wiem, że Jezus dostrzegł jej ofiarę swymi Boskimi oczyma. Nie patrzył na wielkość ofiary, ale na zaufanie, jakie ta kobieta okazała dobremu Bogu oddając Mu w akcie czci jedyne pieniądze, jakie posiadała, pieniądze, które pewnie sama otrzymała od jakiegoś dobrego człowieka. Tak to już bywa, że najbardziej potrzebujący materialnego wsparcia rzadko o nie proszą. Czasem zostają dostrzeżeni przez ludzi dobrej woli, którzy niejako zmuszają ich do przyjęcia pomocy. A potem ci ubodzy ludzie, oni pierwsi potrafią się dzielić swoim niedostatkiem z innymi. Co więcej - dać na kościół - jak popularnie mówimy. A przecież w czasach Jezusa świątynia była piękna, okazała. Wdowi grosz niewiele tutaj zmienił. Można powiedzieć, że nie był nikomu z ludzi potrzebny. A jednak - wdowa dała najwięcej.&lt;br /&gt;Czasami, kiedy stoję w kolejce do kasy i spojrzę do mojego koszyka, przypominam sobie te wszystkie "wdowy", które składają się na to, żeby kleryk cośtam sobie kupił. Często w tym koszyku są rzeczy, których te "wdowy" rzadko widują w swoich koszykach. Kiedyś pewien ksiądz, gdy zaproponowałem mu kupno lepszych ciastek powiedział: "Wiesz, to za ludzkie pieniądze". Nie ukrywam, że dało mi to do myślenia.&lt;br /&gt;Moja mieszane uczucia mają też inne źródło. Choć zachwyca mnie postawa wdowy, choć podziwiam jej zaufanie względem Boga, to jednak nie za bardzo chciałbym się znaleźć w jej sytuacji. Z jednej strony proszę Pana o większość ufność, o wiarę w Jego miłującą Opatrzność, ale z drugiej, gdzieś po cichu przemycam modlitwę o to, żeby nigdy nie musiał być ubogi jak wdowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panie, przymnóż nam wiary...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-8913816074322978549?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/8913816074322978549/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=8913816074322978549' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8913816074322978549'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8913816074322978549'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/11/uboga-wdowa.html' title='Uboga wdowa'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-2190135093024184782</id><published>2007-11-24T14:48:00.000+01:00</published><updated>2007-12-23T18:32:59.592+01:00</updated><title type='text'>Chrystus Król</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/R26bqTMgs7I/AAAAAAAAABc/kMq4941xbY8/s1600-h/oltarz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/R26bqTMgs7I/AAAAAAAAABc/kMq4941xbY8/s320/oltarz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5147222575140615090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;W trzydziestą czwartą niedzielę w ciągu roku Kościół stawia przed naszymi oczyma centralną prawdę naszej wiary - Jezusa Chrystusa jako Króla Wszechświata. Tak się składa, że Chrystus Król patronuje mojej rodzinnej parafii, więc niejako wypada mi coś z tej okazji napisać.&lt;br /&gt;Dzisiaj słowo "król" brzmi dla nas jakoś tak bajkowo, nierzeczywiście. Żyjemy w czasach, w których dawni królowie dawno odeszli do lamusa, a ci obecni, choćby w Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii są jedynie reliktem dawnej potęgi i znaczenia królewskości. Czy jednak w związku z tym, figura Chrystusa Króla nic nam nie mówi?&lt;br /&gt;Niekoniecznie. A to dlatego, że Chrystus nigdy nie chciał być królem w znaczeniu ziemskiego królowania. Tę prawdę w sposób niezwykle piękny pokazuje rzeźba umieszczona w ołtarzu głównym mojej parafialnego świątyni. Przedstawia ona Chrystusa Ukrzyżowanego. Tak. Jezus jest królem, który "królowej z drzewa" jak śpiewamy w jednej z najpiękniejszych pieśni wielkopostnych. Tronem Chrystusa jest krzyż. Jego królestwo to służba - Ojcu i ludziom. Chrystus z mojego parafialnego kościoła ma nienaturalnie duże ręce. Artysta się pomylił? Chyba nie. Zwłaszcza, że rzeźba powstała niedawno, zaledwie kilka lat temu, a więc w epoce komputerowych pomiarów i proporcji. Chrystus Król ma wielkie ręce, które rozwarte w objęciach krzyża stają się otwarte dla każdego człowieka. Nad każdym z nas Chrystus pragnie rozciągnąć swojego królowanie. Królowanie miłości i służby.&lt;br /&gt;To nie przypadek, że w Ewangelii Chrystus manifestuje swoją królewskość w czasie swojej męki. Widzimy to najdokładniej u św. Jana. "Królestwo moje nie jest z tego świata". "Jestem Królem" - mówi Jezus przed Piłatem, który zaraz skaże Go na haniebną śmierć.&lt;br /&gt;Co ta Chrystusowa królewskość oznacza dla nas? Po pierwsze to, że chrześcijaninowi obce winno być wszelkie wywyższanie się nad innych. W końcu jesteśmy poddanymi Króla Ukrzyżowanego, który stał się Sługą. Służyć to właśnie królować. Królować w rozumieniu Chrystusowym. Po drugie - ważne jest, że Chrystus pragnie podzielić się z nami swoją władzą. Królowanie z Nim jest naszym powołaniem, naszą najgłębszą nadzieją. Musimy jednak zawsze pamiętać, że jest to królowanie z drzewa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Króluj nam Chryste - zawsze i wszędzie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-2190135093024184782?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/2190135093024184782/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=2190135093024184782' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2190135093024184782'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2190135093024184782'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/11/chrystus-krl.html' title='Chrystus Król'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/R26bqTMgs7I/AAAAAAAAABc/kMq4941xbY8/s72-c/oltarz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-3314161310344057258</id><published>2007-11-06T15:50:00.000+01:00</published><updated>2007-12-23T18:30:29.474+01:00</updated><title type='text'>Ojciec Wacław</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.przemyska.pl/duszp/galeria/06/0908/08.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px;" src="http://www.przemyska.pl/duszp/galeria/06/0908/08.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Tegoroczna listopadowa zaduma nad śmiercią i przemijaniem dla wszystkich związanych ze środowiskiem przemyskiego duchowieństwa nabrała szczególnego wyrazu przez nagłą i zupełnie niespodziewaną śmierć ks. prałata Wacława Partyki, wikariusza generalnego. Choć pełnił tak wiele odpowiedzialnych funkcji, dla wszystkich, którzy go choć trochę znali, był po prostu ojcem Wacławem. Cichy, prosty, niepretensjonalny, zawsze uśmiechnięty, zawsze z dobrym słowem dla każdego spotkanego człowieka. Jego cicha obecność była czymś tak oczywistym, że aż niezauważalnym. Nie był typem patriarchy. Może też przez wzgląd na swój niewielki wzrost i zawsze obecny ciepły uśmiech.&lt;br /&gt;Kiedy odszedł w nocy z 2 na 3 listopada nie mogliśmy w to uwierzyć. Dopiero widok zamkniętej trumny kazał zamilknąć wszelkim złudzeniom. Wielki tłum zapłakanych ludzi: kapłanów, sióstr zakonnych, świeckich, kazał myśleć, że oto odchodzi ktoś niezwykle ważny. I tak było.&lt;br /&gt;Dla mnie Ojciec Wacław jest przykładem pokornej służby. W mowach pożegnalnych podkreślano jego ciągłą dyspozycyjność i otwartość.&lt;br /&gt;Swój kapłański testament Ojciec Wacław zakończył pozdrowieniem: "Do zobaczenia w niebie!"&lt;br /&gt;Do zobaczenia, Ojcze. Zobaczymy się, jeśli o nas nie zapomnisz.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-3314161310344057258?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/3314161310344057258/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=3314161310344057258' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3314161310344057258'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3314161310344057258'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/11/ojciec-wacaw.html' title='Ojciec Wacław'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-266181271212924584</id><published>2007-11-02T12:56:00.000+01:00</published><updated>2007-11-02T13:44:40.349+01:00</updated><title type='text'>Ci, którzy odeszli...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.krakow.come2europe.eu/img/gallery/krakow/cmentarz_rakowicki2-shalom_alechem.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 228px; height: 304px;" src="http://www.krakow.come2europe.eu/img/gallery/krakow/cmentarz_rakowicki2-shalom_alechem.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Listopadowa aura sprzyja refleksji nad życiem, przemijaniem i śmiercią sugerowanej przez liturgiczne obchody pierwszych dwu dni miesiąca. Przechadzam się zielonoszarymi alejami cmentarza rozświetlonymi tysiącami lamp. Myślę o tych, którzy tak niedawno byli częścią, mniejszą lub większą, mojego życia, których obecność była czymś tak naturalnym, że niedocenionym. I tak jest co roku. Zmienia się tylko liczba kwater cmentarnych, przy których zapalam znicze. I mimo młodego wieku uświadamiam sobie, że im ta liczba jest większa tym bliżej mi do mojego własnego kresu.&lt;br /&gt;Moi Zmarli. Jacy są? Przede wszystkim w tajemniczy sposób obecni. Może bardziej niż byli za życia. Na pewno inaczej. Spotykam ich na modlitwie, zwłaszcza, kiedy klęczę przed Najświętszym Sakramentem. Wydają mi się wtedy szczególnie bliscy, bo ufam, że doszli już do poznania Boga-Miłości obecnego pod postacią chleba. Teraz mogą więcej, nie ogranicza ich czas i przestrzeń. A jednak po ludzku mi ich brakuje. To jest trochę tak, jakby odeszli do jakichś niedostępnych krain. Wiem, że ich spotkam, ale wiem też, że nie stanie się to za dzień albo dwa. I dlatego czasem zwyczajnie za nimi tęsknię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pani Zosiu, zawsze uśmiechnięta i dobra, miała mi Pani piec placki na Komunię. Nie zdążyła Pani.&lt;br /&gt;Księże Piotrze, ileż razy korzystałem z Księdza posługi w konfesjonale? Trzy długie lata wsparcia, siły, którą mi Ksiądz dawał. Dziękuję.&lt;br /&gt;Gosiu, zniknęłaś tak nagle i niespodziewanie. Nadal brakuje Twojego uśmiechu i mądrości.&lt;br /&gt;Moja kochana Babciu Zosiu! Z bursztynową broszką, którą przywiozłem Ci z nad morza i obrazkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Już nigdy nie będzie takiej kutii na święta, która była słodka jak Twoja babcina miłość.&lt;br /&gt;Panie Tosiu, miał Pan być jednym z najważniejszych gości na moich prymicjach. A teraz Pana miejsce będzie puste.&lt;br /&gt;Proszę Was, moi drodzy Zmarli. Bądźcie nadal obecni i ważni. Wstawiajcie się za mną do Boga, abym nie zawiódł nadziei, jakie we mnie pokłada, abym nie zmarnował szansy, którą dał mi Wasz przykład. Do zobaczenia!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-266181271212924584?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/266181271212924584/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=266181271212924584' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/266181271212924584'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/266181271212924584'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/11/ci-ktrzy-odeszli.html' title='Ci, którzy odeszli...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-908940377071723061</id><published>2007-11-01T17:10:00.000+01:00</published><updated>2007-11-01T17:26:38.318+01:00</updated><title type='text'>Błogosławieni, którzy się smucą...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://obrazki.info/obrazy/ocz_181616oko_ze_lza.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 173px; height: 127px;" src="http://obrazki.info/obrazy/ocz_181616oko_ze_lza.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Tak to już jest, że są ludzie, którzy czego by się nie dotknęli, od razu im wychodzi, osiągają sukces. Są też tacy, którym zawsze życie sypie w oczy sól. I to wcale nie jest tak, że ci pierwsi są lepsi, bardziej pobożni od tych drugich. Dlaczego?&lt;br /&gt;Pytanie stare jak świat. I wciąż bez odpowiedzi. Cierpienie. Skąd jest, do czego prowadzi? Dlaczego jest go czasami aż tyle, że wydaje się nie do zniesienia? Patrzę na moich znajomych, którzy cierpią, których całe dotychczasowe życie znaczone jest większym lub mniejszym cierpieniem. I widzę w nich oblicze Chrystusa.&lt;br /&gt;Czasami budzi się we mnie pytanie: dlaczego oni tak cierpią, a ja nie? Może jestem zbyt słaby, żeby móc przetrwać zwycięsko cierpienia, które są ich udziałem? Jedno jest pewne. Wszystko w rękach Boga.&lt;br /&gt;Piszę do Was, wszyscy cierpiący, znani i nieznani. Czuję się wobec Was taki mały. Jakby sumienie mi coś wyrzucało. Pozostaje mi modlić się za Was i współczuć, czyli współ-odczuwać. I jeszcze modlić się za siebie, żebym potrafił wytrwać, kiedy przyjdzie cierpienie po ludzku nie do zniesienia. To Wy jesteście błogosławieni, to znaczy naprawdę szczęśliwi. Wam dano obietnicę pocieszenia w domu Ojca. Z Waszych policzków Pan otrze wszelką łzę. Bądźcie pozdrowieni!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-908940377071723061?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/908940377071723061/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=908940377071723061' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/908940377071723061'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/908940377071723061'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/11/bogosawieni-ktrzy-si-smuc.html' title='Błogosławieni, którzy się smucą...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-9046654459025902719</id><published>2007-10-31T23:57:00.000+01:00</published><updated>2007-11-01T00:07:58.115+01:00</updated><title type='text'>Panie, naucz nas modlić się</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.torun.pl/img_upload/wl_linde_herbert.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 210px; height: 190px;" src="http://www.torun.pl/img_upload/wl_linde_herbert.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;W jednej z jarosławskich księgarni trafiłem kiedyś na niewielką, bardzo ładnie wydaną książeczkę. Nosiła tytuł: „Modlitwy na każdą okazję”. Każda nowa strona zawierała nową modlitwę, każda opatrzona nagłówkiem. Niektóre z nich były poważne, inne nieco humorystyczne w stylu: „Gdy Cię szef okrzyczy” albo „Kiedy dostaniesz złą ocenę”. Ale nie byłoby w tej książeczce nic niezwykłego gdyby nie ostatnia strona, której nagłówek brzmiał: „Kiedy żadna modlitwa nie pomogła, albo jeśli nie znalazłeś modlitwy odpowiadającej Twojej sytuacji”. Pod tym nagłówkiem Autor umieścił tekst modlitwy: „Ojcze nasz…”&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-align: justify;font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Uczniowie prosili Pana: „Naucz nas modlić się”. Kiedy spojrzymy na całość Ewangelii możemy stwierdzić rzecz niebywałą. Jezus właściwie nie uczył nikogo żadnych modlitw. Nie podawał schematów, punktów, zasad. Nawoływał swoich uczniów do modlitwy oraz sam się modlił. Ale nie na pokaz, nie po to, żeby Go widzieli. Odchodził na górę i modlił się w samotności.&lt;/span&gt; &lt;span style="display: none;"&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="display: none;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal"  style="text-align: justify;font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Uczniowie o tym wiedzieli. Wiedzieli, że ich Nauczyciel często wchodzi w jakąś niezwykłą rzeczywistość, zatapia się w jakimś tajemniczym spotkaniu. I chyba o to im chodziło, gdy poprosili, by nauczył ich modlitwy. Co to oznacza dla nas? Chyba najpierw i przede wszystkim to, że „Ojcze nasz” nie jest tylko tekstem do nauczenia i powtarzania, ale zawiera w sobie kompendium tajemnicy wielkiego spotkania. Każda z próśb Modlitwy Pańskiej to wskazówka, jaką postawę winien w sobie wykształcić modlący się, jak powinien się modlić, aby modlitwa stała się naprawdę spotkaniem z Niewypowiedzianym, który pozwolił się nazywać Ojcem.&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"  style="text-align: justify;font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Nie czas i miejsce, żeby analizować tu poszczególne prośby Modlitwy Pańskiej. Pozwólcie, że zamiast tego przywołam kilka obrazów, które oczyma wyobraźni widzę myśląc: Ojcze nasz…&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"  style="text-align: justify;font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Sługa Boży, ksiądz Franciszek Blachnicki, założyciel Ruchu Światło-Życie, otoczony był przez dziewczęta, które tak jak on pragnęły poświęcić się całkowicie dziełu Oazy, a które później stały się początkiem Instytutu Niepokalanej Matki Kościoła. Blachnicki widział, że te skądinąd dobre dziewczyny nieraz się ze sobą kłóciły, jak wśród ludzi. Czasem także gniewały się jedna na drugą. W takich sytuacjach Sługa Boży mawiał: Możecie się gniewać, ale nie dłużej niż do pierwszego odmówienia modlitwy: „Ojcze nasz... jako i my odpuszczamy”.&lt;/span&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"  style="text-align: justify;font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;I drugi obraz, jeden z wielu zawartych w monumentalnym dziele Andrzeja Wajdy: „Katyń”. Ostatnie kadry filmu, kiedy bezbronni oficerowie na moment przed śmiercią wypowiadają słowa Modlitwy Pańskiej niejako kontynuując jej bieg. Jakiej barwy, jakiego znaczenia nabierają słowa tej najpiękniejszej z modlitw w tak tragicznych okolicznościach. Ile siły, ile wiary trzeba mieć w sobie, by na moment przed tragicznym końcem wołać: „Ojcze nasz...”&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-align: justify;font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Zakończę tego posta &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;wierszem, który wywarł na mnie ogromne wrażenie. Pisał go człowiek umierający na raka, niedoceniony za życia, jeden z największych poetów polskich, Zbigniew Herbert.&lt;/span&gt; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-size:100%;" &gt;Brewiarz IV&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;Panie&lt;br /&gt;wiem że dni moje są policzone&lt;br /&gt;zostało ich niewiele&lt;br /&gt;Tyle żebym zdążył jeszcze zebrać piasek&lt;br /&gt;którym przykryją mi twarz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;nie zdążę już&lt;br /&gt;zadośćuczynić skrzywdzonym&lt;br /&gt;ani przeprosić tych wszystkich&lt;br /&gt;którym wyrządziłem zło&lt;br /&gt;dlatego smutna jest moja dusza&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;życie moje&lt;br /&gt;powinno zatoczyć koło&lt;br /&gt;zamknąć się jak dobrze skomponowana sonata&lt;br /&gt;a teraz widzę dokładnie&lt;br /&gt;na moment przed codą&lt;br /&gt;porwane akordy&lt;br /&gt;źle zestawione kolory i słowa&lt;br /&gt;jazgot dysonans&lt;br /&gt;języki chaosu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dlaczego&lt;br /&gt;życie moje&lt;br /&gt;nie było jak kręgi na wodzie&lt;br /&gt;obudzonym w nieskończonych głębiach&lt;br /&gt;początkiem który rośnie&lt;br /&gt;układa się w słoje stopnie fałdy&lt;br /&gt;by skonać spokojnie&lt;br /&gt;u twoich nieodgadnionych kolan&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"  &gt;Panie, prosimy Cię, dopełniając niejako modlitwę poety. Ucz nas codziennie modlić się. Ożywiaj naszą wiarę, wlewaj nadzieję, potęguj miłość, abyśmy u schyłku naszego ziemskiego życia mogli przywitać Cię tymi najpiękniejszymi słowami: Ojcze nasz...&lt;/span&gt; &lt;span style="font-size:13;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-9046654459025902719?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/9046654459025902719/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=9046654459025902719' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/9046654459025902719'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/9046654459025902719'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/10/panie-naucz-nas-modli-si.html' title='Panie, naucz nas modlić się'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-3009191248741703957</id><published>2007-09-24T12:10:00.000+02:00</published><updated>2007-09-24T12:13:54.298+02:00</updated><title type='text'>Powrót</title><content type='html'>No i koniec wakacji. Za godzinę wracam do Seminarium. Z tego też powodu posty ukazywać się będą znacznie rzadziej, ale wytrwałych zachęcam do sprawdzania. Może od czasu do czasu coś skrobnę. Wszystkich natomiast proszę o modlitwę w mojej intencji, aby ten ostatni rok formacji seminaryjnej był czasem owocnym. Pamiętam.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-3009191248741703957?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/3009191248741703957/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=3009191248741703957' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3009191248741703957'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3009191248741703957'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/09/powrt.html' title='Powrót'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-4629312915637894294</id><published>2007-09-23T12:04:00.000+02:00</published><updated>2007-09-23T19:56:28.739+02:00</updated><title type='text'>Katyń</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://film.onet.pl/_i/film/p/post_mortem/g/g12.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 267px; height: 183px;" src="http://film.onet.pl/_i/film/p/post_mortem/g/g12.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Chciałem się z Wami podzielić moimi wrażeniami związanymi z obejrzeniem nowego filmu Andrzeja Wajdy zatytułowanego "Katyń". Ten obraz bardzo mocno do mnie przemówił, można nawet powiedzieć, że głęboko mną wstrząsnął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tragedia tysięcy polskich oficerów bestialsko zamordowanych w lasku katyńskim sama w sobie jest czymś wstrząsających. Wajda - niekwestionowany mistrz polskiego i światowego kina - pokazał ją w całej jej dramaturgii, odwołując się do przeżyć kilku konkretnych rodzin. Ale nie na tym kończy się geniusz tego filmu. Pokazuje on bogaty wachlarz ludzkich postaw. Nie dzieli ludzi według narodowości. Nie jest dzięki temu tendencyjny, ponieważ ukazuje złych i dobrych Sowietów, Polaków szlachetnych, płacących nieraz najwyższą cenę za wierność starodawnym, rycerskim hasłom: Bóg - Honor - Ojczyzna, ale też tych, którzy dali się złamać dostosowując swoje poglądy i prawdy do potrzeb chwili. Film pokazuje postawy różnych ludzi w sytuacjach granicznych i chyba na tym polega jego wielkość. Spośród wielu wspaniałych scen i dialogów na szczególną uwagę zasługuje ten prowadzony przez wdowę po zabitym w Katyniu generale z młodym majorem Armii Ludowej, więźniem obozu w Kozielsku, ocalonym od śmiercionośnego strzału. Jej słowa: "Co z tego, że myśli Pan inaczej, skoro robi Pan to samo co inni?" Łamanie ludzkich sumień, przyjmowanie konformistycznych postaw, zdrada prawdy i sumienia. Ale też wytrwała wierność pięknym ideałom, honor, który powoduje, że prześladowany wznosi się ponad swoich prześladowców, choćby oni po ludzku wygrali. I kolejny dialog. Rozmowa dwóch sióstr, których brat zginął w Katyniu. "Stoisz po stronie umarłych, a nie żywych" - "Nie. Stoję po stronie pomordowanych, a nie morderców".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Katyń" jest pełen bardzo wymownych symboli. Symboli pięknych, przemawiających znacznie mocniej niż jakiekolwiek słowo.&lt;br /&gt;No i oczywiście sceny przedstawiające nieludzki mord trzonu polskiego narodu. Krew generałów i profesorów zmywana z posadzki brudną wodą wylewaną ze starego wiadra. Masowa i bezlitosna likwidacja szlachetnych, mądrych i prawych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Katyń" pokazuje jedną z kart naszej historii, której nie można zapomnieć, o której nie można nie mówić. Jakie będą owoce tego filmu? Wszyscy zgromadzeni na wczorajszym wieczornym seansie wychodzili z kina w zupełnej ciszy. Wynosili niezjedzony popcorn i niewypitą colę. Słyszałem słowa kilku młodych: "No, fajny film". Cokolwiek by to miało znaczyć. Ale myślę, że najwięcej powiedziała o filmie znakomita większość widzów, którzy wyglądali tak, jak gdyby nie mogli sobie znaleźć miejsca, jak gdyby dawno zabliźnione rany zaczęły na nowo krwawić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potrzeba nam takiego poruszenia sumień. Myślę, że każdy, kto mieni się Polakiem, winien zobaczyć ten film. Choćby po to, żeby w ustach oficera na moment przed kulą usłyszeć tak często powtarzane słowa: "Bądź wola Twoja".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-4629312915637894294?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/4629312915637894294/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=4629312915637894294' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4629312915637894294'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4629312915637894294'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/09/katy.html' title='Katyń'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-4086032038165580248</id><published>2007-09-17T20:35:00.000+02:00</published><updated>2007-09-18T22:33:36.786+02:00</updated><title type='text'>Drodzy młodzi przyjaciele :)</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.tezeusz.pl/cms/tz/fileadmin/user_upload/ipsum/Kalwaria_1049870.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 234px; height: 138px;" src="http://www.tezeusz.pl/cms/tz/fileadmin/user_upload/ipsum/Kalwaria_1049870.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jak można łatwo zauważyć ostatnio moja gorliwość blogotwórcza dość mocno zmalała. No cóż. Bywa. Ten post będzie dość nietypowy, ponieważ postanowiłem opublikować w nim moją jutrzejszą homilię, którą mam wygłosić do młodzieży z racji jej święta patronalnego. W związku z powyższym będę bardzo wdzięczny tym spośród Czcigodnych Czytelników, którzy zdąża przeczytać niniejszą wypowiedź do jutra, do godziny 15:00 za konstruktywne komentarze i uwagi. A więc, do rzeczy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umiłowani w Chrystusie Panu, siostry i bracia&lt;br /&gt;Zwłaszcza Wy, drodzy młodzi, którzy obchodzicie dzisiaj swoje święto patronalne&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejsza Ewangelia chyba najdokładniej odzwierciedla to, co stało się treścią życia św. Stanisława Kostki, Patrona dnia dzisiejszego i Waszego Patrona. Oto dwunastoletni Jezus, bez wiedzy Maryi i Józefa, po zakończonym święcie Paschy pozostaje w jerozolimskiej świątyni. Jak wszystkie wydarzenia z życia Jezusa, tak i to nie zostało zapisane przez św. Łukasza przypadkowo. Ewangeliście nie chodziło tylko o przedstawienie faktu, historyczne oddanie biegu wydarzeń. Chodziło mu o coś znacznie ważniejszego. Jezus pozostający w świątyni mówi nam, że właściwa hierarchia wartości to ta, na której szczycie stoi sam Bóg. Choć miłość i szacunek wobec rodziców są bardzo ważne, to jednak nie mogą przysłaniać nam Boga, nie mogą sprzeciwiać się Jego woli. W realizacji Bożej woli Jezus jest bezkompromisowy. Wiedział przecież, że Jego ziemscy rodzice będą poszukiwać Go z bólem serca, wiedział, że Jego decyzja sprawi im przykrość. Jednak wypełnianie woli Ojca jest ważniejsze. „&lt;b&gt;Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?” &lt;/b&gt;&lt;span style=""&gt;Ewangelista pisze, że Maryja i Józef nie zrozumieli tych słów. Z podobnym niezrozumieniem spotkał się św. Stanisław. On także ponad miłość rodziców przedłożył miłość wobec Boga, bo wiedział, że prawdą jest to, o czym mówił św. Augustyn: „&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;Jeżeli Bóg jest na pierwszym&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;        &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;Młodość jest niewątpliwie pięknym czasem. To czas pewnej beztroski, ale także czas dojrzewania, dorastania do ważnych i trudnych wyborów, do podejmowania odpowiedzialności. Młodość jest nie tylko darem. Jest także zadaniem! Musimy zdać sobie sprawę z tego, że nasze życie jest wielkim polem bitwy. Walka toczy się między dobrem a złem, toczy się nieustannie. I nie możemy jej przegrać. Co zrobić, aby wygrać swoją młodość? Co zrobić, by nie stała się zarzewiem klęski, ale otworzyła przed młodym człowiekiem drzwi szczęśliwej dorosłości, szczęśliwego życia?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;22 października 1978 roku. Msza święta inaugurująca jeden z najbardziej zaskakujących pontyfikatów w dziejach Kościoła. Cały świat z zaciekawieniem czeka na słowa, które wypowie Papież z Polski. Co ma do powiedzenia światu Jan Paweł II? &lt;b style=""&gt;„Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi”&lt;/b&gt;. Słowa te zapamiętał cały świat. Papież wołał przez prawie 27 lat swego pontyfikatu, wołał i nie ustawał, chociaż jego głos fizycznie stawał się coraz słabszy, aż w końcu Papież zaczął przemawiać wyłącznie swoim cierpieniem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;I przyszedł ten pamiętny kwiecień 2005 roku. Wszyscy doskonale pamiętamy ten czas. Łzy, smutek, poczucie osamotnienia. I nowe konklawe, nowa nadzieja, nowe oczekiwanie na słowa nowego Następcy Świętego Piotra. Co nowego powie światu Papież z Niemiec? I cały świat usłyszał praktycznie te same słowa: &lt;b style=""&gt;„&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;b style=""&gt;Czyż my wszyscy nie boimy się w jakiś sposób, że jeśli pozwolimy całkowicie Chrystusowi wejść do naszego wnętrza, jeśli całkowicie otworzymy się na Niego, to może On nam zabrać coś z naszego życia. Czyż nie boimy się przypadkiem zrezygnować z czegoś wielkiego, jedynego w swoim rodzaju, co czyni życie tak pięknym? Czyż nie boimy się ryzyka niedostatku i pozbawienia wolności? Jeszcze raz papież pragnie powiedzieć: nie! Kto wpuszcza Chrystusa nie traci nic, absolutnie nic z tego, co czyni życie wolnym, pięknym i wielkim. Nie! Tylko w tej przyjaźni otwierają się na oścież drzwi życia. Tylko w tej przyjaźni rzeczywiście otwierają się wielkie możliwości człowieka. Tylko w tej przyjaźni doświadczamy tego, co jest piękne i co wyzwala. Tak też dzisiaj chciałbym z wielką mocą i przekonaniem, począwszy od doświadczenia swojego długiego życia, powiedzieć wam, droga młodzieży: nie obawiajcie się Chrystusa! On niczego nie zabiera, a daje wszystko. Kto oddaje się Jemu, otrzymuje stokroć więcej. Tak! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi, a znajdziecie prawdziwe życie&lt;/b&gt;.”&lt;/p&gt;    &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;b style=""&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style=""&gt;Może warto zadać sobie dzisiaj jedno pytanie: czy dotarł do mnie ten głos? Czy w Chrystusie szukam swojego szczęścia? Jak wygląda moje życie modlitwy? Czy znajduję czas, aby pochylić się nad słowem Bożym? Jak wygląda moje życie sakramentalne? Czym jest dla mnie Eucharystia? Czy zdobywam się na wysiłek szukania Jezusa w mojej codzienności, czy za Nim tęsknię, czy otworzyłem Mu już drzwi swojego serca? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;Kochani, żyjemy w trudnych czasach. Świat chce nas omotać swoim wpływem, odsunąć nas od Boga. Podsuwa przeróżne miraże łatwego, przyjemnego życia, mami swoim powabem. I bardzo często mu się udaje. Jak uchronić się przed pułapkami złego? Gdzie jest miejsce, w którym młody człowiek może konsekwentnie kroczyć za Chrystusem odrzucając piętrzące się przed nim złe propozycje świata? Jest takie miejsce. Jest nim konkretna wspólnota wierzących, a więc Kościół, a w nim małe grupy. Grupy ludzi, którzy się znają, którzy mają ten sam cel: być z Jezusem, czynić Go sensem swojego życia, fundamentem, na którym buduje się swoją osobowość. W każdym z nas jest bardzo silna potrzeba akceptacji. Chcemy być lubiani, chcemy czuć się potrzebni, doceniani. I to nie jest zła potrzeba. Jednak świat każe nam dla niej niejednokrotnie wyrzec się tego, co najważniejsze: przyjaźni z Chrystusem. Bo jeśli nie zapalisz pierwszego papierosa, jeśli nie napijesz się alkoholu, jeśli nie sięgniesz po coś jeszcze gorszego, to nie będziesz dzieckiem tego świata, to poczujesz, czym jest samotność wśród tłumu, poczujesz gorzki smak odrzucenia. Bez wspólnoty, bez ludzi, którzy tak jak ty zdobyli się na odwagę wierności zasadom Ewangelii, nie będziesz w stanie oprzeć się propagandzie zła, która jak walec, z dnia na dzień przetacza się po sercach i sumieniach tylu twoich rówieśników. Tylko w małej grupie, tylko pośród ludzi wiary chrześcijanin może dzisiaj odnaleźć potrzebną dla niego pomoc do tego, by budować swoje życie na skale, którą jest Chrystus. Nie lękajcie się więc przynależeć do Chrystusa, przynależeć do małej grupy. I nie jest ważne to, jak się ona nazywa, kto ją prowadzi. Ważne jest, że działa w niej Chrystus, że On jest w niej najważniejszy, że wszystko ku Niemu prowadzi i do Niego zmierza. Wolą Bożą jest wasze uświęcenie! Pierwszym krokiem do realizacji tej Bożej woli niech będzie Wasz czynny udział w życiu wspólnoty.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;    &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;Na koniec wsłuchajmy się raz jeszcze w słowa, które skierował do młodych Benedykt XVI w czasie swojej Pielgrzymki do Polski:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: left;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Moi Przyjaciele, nie lękajcie się postawić na Chrystusa! Tęsknijcie za Chrystusem, jak fundamentem życia! Rozpalajcie w sobie pragnienie tworzenia waszego życia z Nim i dla Niego! Bo nie przegra ten, kto wszystko postawi na miłość ukrzyżowaną wcielonego Słowa.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-4086032038165580248?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/4086032038165580248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=4086032038165580248' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4086032038165580248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4086032038165580248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/09/jak-mona-atwo-zauway-ostatnio-moja.html' title='Drodzy młodzi przyjaciele :)'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-2518255976450998648</id><published>2007-09-11T20:25:00.000+02:00</published><updated>2007-09-11T22:20:55.024+02:00</updated><title type='text'>Radykalizm a fanatyzm</title><content type='html'>Od jakiegoś czasu chodzi za mną ten temat. Jezus wzywa nas do radykalnego pójścia za Nim. Ale prawdziwy radykalizm to złoty środek pomiędzy leniwym i wygodnym laksyzmem z jednej strony a niszczącym i rozszalałym fanatyzmem z drugiej. Jak wszędzie, tak i tu, odnalezienie tego złotego środka nie jest łatwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pozoru radykał i fanatyk są do siebie bardzo podobni. Obaj budzą jakiś podziw otoczenia, obaj są ludźmi na swój sposób niezwyczajnymi, obaj sporo poświęcają, można powiedzieć, że poświęcają wszystko dla osiągnięcia jakiegoś celu czy dla wierności wyznawanym przekonaniom. Jest jednak coś, co ich zasadniczo różni. Gdy ktoś wykaże radykałowi, że jego przekonania są błędne - radykał zmieni przekonania, choć nie przestanie być radykałem. Przykładem takiego człowieka może być choćby Szaweł z Tarsu, gorliwy faryzeusz, który poświęcał się w służbie Staremu Prawu, a po nawróceniu jeszcze bardziej służbie Chrystusowi i Ewangelii. Fanatyk natomiast przekonań nie zmieni, choćby jego zachowanie miało stać się po prostu śmieszne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak fanatyk jest śmieszny wyłącznie wtedy, gdy pozostaje sam. Gdy znajdzie się w jakiejś wśród ludzi natychmiast staje się niebezpieczny. Dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze: fanatyk zazwyczaj staje w obronie jakiejś pomniejszej sprawy, którą uznaję za sprawę najważniejszą. W ten sposób dzieli wszystkich ludzi na tych, którzy służą sprawie i tych, którzy są jej przeciwni. Pierwsi są wyznawcami jedynie słusznej ideologii, drudzy - wrogami, których należy dla dobra sprawy wyeliminować. Dlatego fanatyk zawsze wprowadza niezdrową atmosferę i podziały. Po drugie: fanatyk prawie zawsze rodzi innych fanatyków, gotowych oddać wszystko dla sprawy, choćby nawet nie była ona ich sprawą, tylko sprawą ich mistrza. Powstaje kampania nienawiści, którą fanatycy określają mianem realizacji słów Jezusa: "Nie przyszedłem przynieść pokoju, lecz miecz". W ogóle, fanatycy są absolutnymi mistrzami w dobudowywaniu ideologii do swoich przekonań. To oni są prawdziwymi wieszczami Ewangelii, prawdziwymi katolikami, w ogóle... prawdziwymi. Krótko mówiąc - uznają się za radykałów. A kto się z nimi nie zgadza - jest po prostu konformistą, którego nie warto słuchać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawdziwa batalia rozpoczyna się wtedy, gdy ktoś próbuje przekonać fanatyka do swoich, odmiennych od jego, poglądów. Oczywiście taki ktoś z góry stoi na przegranej pozycji, choćby jego argumenty były jak najbardziej rzeczowe i choćby miał nawet stuprocentową rację. Nie obejdzie się bez ostrej wymiany zdań. A jeżeli adwersarz fanatyka ma w ręku jakieś narzędzie represji, to jego zastosowanie może odnieść odwrotny do zamierzonego skutek - fanatyk szybko uzna się za męczennika, cierpiącego za prawdę... i wzrośnie w siłę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak odróżnić radykała od fanatyka w codzienności? Sprawa, jak powiedziałem nie jest łatwa. Historia zna wiele przypadków, kiedy bądź to w imię walki z fanatyzmem niszczono radykałów, bądź też w imię radykalizmu przyklaskiwano fanatykom. Myślę, że kluczem do wszystkiego jest jak zawsze MIŁOŚĆ. Ona charakteryzuje radykała, który nie potrafi nienawidzieć w obronie swojej prawdy. Może co najwyżej kochać przez łzy. Bo właśnie on staje się podobny do największego Radykała, jakiego nosiła ziemia - Jezusa Chrystusa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-2518255976450998648?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/2518255976450998648/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=2518255976450998648' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2518255976450998648'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2518255976450998648'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/09/radykalizm-fanatyzm.html' title='Radykalizm a fanatyzm'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-6264970521022803135</id><published>2007-09-07T11:40:00.000+02:00</published><updated>2007-09-07T12:44:17.245+02:00</updated><title type='text'>Requiem dla Pana Tośka</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_enPgs5WKph0/RuErEBj41lI/AAAAAAAAABU/iImDBsXnSGA/s1600-h/znicz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 192px; height: 185px;" src="http://bp3.blogger.com/_enPgs5WKph0/RuErEBj41lI/AAAAAAAAABU/iImDBsXnSGA/s320/znicz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5107410800553285202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Drogi Panie Antoni! Jak dziwnie to brzmi... Zawsze był Pan po prostu Panem Tośkiem. Miałem napisać te słowa przedwczoraj, po Pana pogrzebie, ale jakoś tak mi zeszło... Myślę, że się Pan nie obrazi. Zresztą Pan chyba nigdy nie potrafił się na nikogo gniewać. Pamiętam, jak wykańczał Pan całe nasze mieszkanie. Wtedy nie wiedziałem, że to był tylko niewielki wycinek Pana pracy. Nie wiedziałem o tych wszystkich kościołach, które Pan wybudował.&lt;br /&gt;Pamiętam za to, jak bardzo lubiłem przyjeżdżać z rodzicami do Pana domu. Godzinami bawiliśmy się z Łukaszem. Pamięta Pan, jak Łukasz pokazał mi, dziecku z bloków, prawdziwy piec centralnego ogrzewania? Jak nawrzucałem doń tyle opału, że trzeba było otwierać wszystkie okna w środku zimy?&lt;br /&gt;A potem poznałem Pana z innej strony. Kiedy u mojej Mamy wykryto guzek na śliniance. Zaraz uruchomił Pan swoje znajomości na gliwickiej onkologii i być może uratował Pan mojej Mamie życie, choć jeszcze wtedy guzek nie był groźny. Potem się dowiedziałem, że takich osób jak moja Mama było bardzo wiele. I one przyszły na Pana pogrzeb. Uratowane przez Pana z choroby nowotworowej opłakiwały Pana odejście. Pan, którego znał cały personel gliwickiej kliniki, umarł strawiony nowotworem. To brzmi jak gorzka ironia. Lekarze mówili: o rok za późno. A pewnie w tym czasie był Pan w Gliwicach, żeby ratować kolejne osoby, które już traciły nadzieję. A w poniedziałek przyszły na Pana pogrzeb. A może to nie ironia. Tak, to chyba coś innego. Pan po prostu zapomniał o sobie myśląc tylko o innych. Może to brzmi zbyt patetycznie, ale tak właśnie było. I co najważniejsze, nigdy w Pana życiu nie trąciło to patosem. Było takie proste, zwyczajne. Słyszałem, że na wieść o chorobie najbardziej smucił się Pan tym, że nie zdąży wyremontować domu swoim dzieciom.&lt;br /&gt;Modliliśmy się za Pana. Może za mało... Przepraszam, jeśli tak. Ale to chyba było coś więcej niż cierpienie, coś więcej niż choroba. To było zataczanie kręgu Pańskiego życia. "Wykonało się!". I Pan o tym dobrze wiedział. W wielkim cierpieniu ostatnich dni dbał Pan tylko o to, żeby nikt się przez Pana nie smucił, dlatego ciągle Pan mówił, że jest Panu dobrze. Pozamykał Pan wszystkie rozpoczęte sprawy. Zostawił Pan żonę i dzieci, zostawił Pan nas wszystkich w wielkim smutku, ale też w wielkim pokoju.&lt;br /&gt;Może to było bardzo egoistyczne, ale kiedy usłyszałem, że znalazł się Pan w hospicjum w głębi serca bardzo chciałem, żeby odszedł Pan jeszcze we wrześniu. Bym mógł uczestniczyć w Pańskiej ostatniej drodze. I tak się stało. Nigdy jeszcze nie widziałem takiego pogrzebu świeckiej osoby. 15 kapłanów, około tysiąca świeckich. I każdy w jakiś sposób z Panem związany. Nikt nie przyszedł, bo mu wypadało. Każdy chciał. Dawno nie widziałem tylu dorosłych mężczyzn płaczących jak dzieci. I ja płakałem. Płakałem stojąc przed Pana grobem. Płakałem nie tylko dlatego, że udzieliła mi się atmosfera tej smutnej uroczystości. Płakałem, bo zdałem sobie sprawę z tego, jak wiele Panu zawdzięczam. Nie o wszystkim wypada mi tutaj pisać. Pan wie. Nie zdążył Pan na moje prymicje. Pańskie krzesło pozostanie puste. Ale chciałbym na koniec gorąco Pana poprosić o modlitwę. Bo jeszcze zostało parę rzeczy do załatwienia, do zbudowania. Nie wyobrażam sobie, żeby mógł Pan być teraz gdzieś indziej niż w niebie. A przecież tu, na ziemi, wszyscy znali Pana z tego, że nigdy Pan nie odmówił pomocy. Wiem, że i tym razem mogę na Pana liczyć.&lt;br /&gt;Niech Pan odpoczywa w pokoju, Panie Tośku! Nie zdążyłem Panu za wszystko podziękować. Dlatego czynię to tutaj. A kiedyś, daj Boże, będę chciał powtórzyć to Panu osobiście. I widzi Pan. Znowu będzie Pan musiał przygotować nam mieszkanie. Do zobaczenia w raju!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-6264970521022803135?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/6264970521022803135/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=6264970521022803135' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6264970521022803135'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6264970521022803135'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/09/requiem-dla-pana-toka.html' title='Requiem dla Pana Tośka'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_enPgs5WKph0/RuErEBj41lI/AAAAAAAAABU/iImDBsXnSGA/s72-c/znicz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-4192059886933662686</id><published>2007-09-05T21:22:00.000+02:00</published><updated>2007-09-05T21:44:25.143+02:00</updated><title type='text'>Mój przyjaciel</title><content type='html'>Ten cykl o przyjaźni nie byłby pełny, gdybym nie napisał w nim o bardzo konkretnym, moim doświadczeniu przyjaźni. Nie wiem, jak je ubrać w słowa tak, aby z jednej strony się nim podzielić, a z drugiej nie odebrać mu pewnej intymności, tajemnicy, która nie znosi upublicznienia. Z góry przepraszam za pewne powtórzenia, które jednak wydają mi się zasadne.&lt;br /&gt;Moja przyjaźń i mój przyjaciel. Czy mieszczą się w tych słowach, które starałem się niżej nakreślić? Na pewno nie. Do niektórych definicji nie dorastają, inne przekraczają. Ale do rzeczy.&lt;br /&gt;Przyjaźń rzeczywiście jest subtelnym, najsubtelniejszym rodzajem miłości. To świadomość bycia akceptowanym, kochanym i jednocześnie kochania przyjaciela. I jak nad każdą miłością tak i nad przyjaźnią trzeba dużo pracować. Większą część tej pracy przyjaciele muszą odrobić w pojedynkę, a może inaczej - osobno. Sam na sam z Bogiem. Dochodzę do wniosku, że przyjaźń jest właśnie Jego Darem. I nie zależnie od tego, jak długo trwa Dar, należy być za niego wdzięcznym. Nie można nigdy zapomnieć o Dawcy koncentrując się na Darze. I tu dochodzimy do tego, co zanotował autor natchniony w opisie przyjaźni Dawida z Jonatanem. "Pan między mną a tobą na wieki". Nic tak nie cementuje przyjaźni jak wspólna modlitwa. Jest ona czasem rozkwitu przyjaźni, momentem w którym najpełniej ukazuje się jej natura jako relacji trójstronnej: ja - Bóg - przyjaciel.&lt;br /&gt;Zauważyliśmy z moim przyjacielem, że tak naprawdę nie mamy żadnych wspólnych zainteresowań. A przecież nigdy nie brakuje nam tematów do rozmowy, nigdy nie jesteśmy sobą znudzeni. Może dzieje się tak dlatego, że łączy nas to, co najbardziej zasadnicze, a więc wiara i powołanie. A może właśnie w tym braku wspólnych zainteresowań kryje się tajemnica przyjaźni - Daru.&lt;br /&gt;W przyjaźni nie są konieczne słowne deklaracje. Jednak, nie da się ukryć, dają one wiele radości. Utwierdzają w przekonaniu, że rzeczywiście mamy do czynienia z przyjaźnią. Zawsze wiedziałem, że słowo ma wielką moc. Także z tego powodu zacząłem pisać bloga.&lt;br /&gt;I ostatnia rzecz. Spojrzenie przyjaciela. Pełne życzliwości i zaufania. Spojrzenie, które jest bezcenne. Którego nie warto zamienić na nic innego. Spojrzenie, którym obdarza tylko przyjaciel swojego przyjaciela.&lt;br /&gt;A zatem - kończąc cykl o przyjaźni, choć na pewno można by o niej jeszcze pisać i pisać - Bogu niech będą dzięki za dar przyjaźni. I ludziom, którzy nie boją się tego daru przyjąć i wypełnić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-4192059886933662686?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/4192059886933662686/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=4192059886933662686' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4192059886933662686'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/4192059886933662686'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/09/mj-przyjaciel.html' title='Mój przyjaciel'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-3686860235342828151</id><published>2007-08-28T22:52:00.000+02:00</published><updated>2007-08-29T07:31:28.579+02:00</updated><title type='text'>Dawanie, tylko dawanie...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://wwkk.mikologia.pl/hab_and_me/galeria_001/jpg/DSC04171.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 250px; height: 187px;" src="http://wwkk.mikologia.pl/hab_and_me/galeria_001/jpg/DSC04171.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Ostatnio chodzi za mną fragment wiersza jednego z naszych poetów.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"Jedno jest moje zadanie: dawanie, tylko dawanie..."&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;I to z kilku powodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka dni temu wróciłem z Oazy Rekolekcyjnej Diakonii w Krościenku nad Dunajcem, gdzie po raz kolejny mogłem przyglądnąć się tematowi służby. Diakonia, Chrystus Sługa, posiadanie siebie w dawaniu siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym zauważam, że ostatnio bardzo wielu ludzi mnie o coś prosi. O radę, pomoc, modlitwę... Trochę doświadczam, co to znaczy być diakonem, duchownym. Tak, jak nam tłumaczono w Seminarium - to pośredniczyć między Bogiem a ludźmi. Widzę, że wielu ludzi obdarza mnie zaufaniem, choć tak naprawdę w żaden sposób na nie nie zasłużyłem. Ufają mi, nie jako mi, ale jako osobie, która reprezentuje Boga. To niesamowite, ale i bardzo zobowiązujące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I trzeci powód. Dziś odprowadziłem na cmentarz najstarszą parafiankę mojej rodzinnej parafii. Pani Konstancja miała 103 lata. Ale nie o niej chcę tu napisać. Pani Konstancja długo chorowała. Była osobą leżącą. Jej córka poświęciła jej całe swoje życie. Zrezygnowała z siebie, swoich planów, ambicji, żeby opiekować się Mamą. Czy tak ma wyglądać służba? Odpowiedź tkwi w obliczu córki pani Konstancji. Obliczu pełnym dobroci i szlachetności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem, na jakich drogach, w jaki sposób przyjdzie mi służyć. Ale wiem, że droga, którą będę szedł będzie jedną z dróg Pana, właśnie wtedy, gdy będę służyć. Co daj Boże.&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-3686860235342828151?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/3686860235342828151/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=3686860235342828151' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3686860235342828151'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/3686860235342828151'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/08/dawanie-tylko-dawanie.html' title='Dawanie, tylko dawanie...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-7503746952132465465</id><published>2007-08-25T17:37:00.000+02:00</published><updated>2007-08-25T17:48:56.762+02:00</updated><title type='text'>Doświadczenie przyjaźni</title><content type='html'>Kontynuując mój cykl o przyjaźni chciałbym odejść od teoretycznych dywagacji, a skupić się na tym, co przeżyłem w ostatnim czasie, o spotkaniach z kimś, kogo chciałbym uważać za mojego przyjaciela. Ograniczę się do kilku spostrzeżeń.&lt;br /&gt;Chociaż gdzieś wcześniej napisałem, że zwierzanie się nie jej w przyjaźni najważniejsze, to jednak piękniejsza jego forma, którą nazwałbym powierzeniem się przyjacielowi niesamowicie cementuje przyjaźń. Wspólnie spędzone chwile, długie rozmowy, bardziej lub mniej poważne, czasem wylane łzy... to wszystko sprawia, że więź między przyjaciółmi się zacieśnia i staje się bardziej żywa.&lt;br /&gt;Drugie spostrzeżenie: zaproszenie Boga do przyjaźni z człowiekiem, takie otwarcie się na Tego Trzeciego, nie tylko nie osłabia relacji między przyjaciółmi, ale ją uwzniaśla, powoduje, że jest silniejsza niż wiele sił tego świata.&lt;br /&gt;Obserwując mnie i przyjaciela, ktoś zadał mi pytanie: "Czy to Twój brat?" Odpowiedziałem: "Prawie". A pomyślałem: "Bardzo bym chciał". Bo przyjaźń to takie braterstwo, tyle że nie sprawiają go więzy krwi, ale wolny wybór, czasami niezbyt zrozumiały, nieraz nagły, innym razem odkrywany lata całe.&lt;br /&gt;Przyjaźń wiąże się też z charakterystycznym momentem rozstania. Bez jakiegoś smutku, ale z wdzięcznością za dar spotkania i z domyślnym zapewnieniem o wzajemnej pamięci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boże, dziękuję Ci za dar przyjaźni!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-7503746952132465465?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/7503746952132465465/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=7503746952132465465' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7503746952132465465'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7503746952132465465'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/08/dowiadczenie-przyjani.html' title='Doświadczenie przyjaźni'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-7580099527613895598</id><published>2007-08-16T22:56:00.001+02:00</published><updated>2007-08-17T21:46:28.953+02:00</updated><title type='text'>Światło-Życie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_enPgs5WKph0/RsTA_1h66_I/AAAAAAAAABE/9_VQqWBhdSA/s1600-h/foska.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 156px; height: 160px;" src="http://bp3.blogger.com/_enPgs5WKph0/RsTA_1h66_I/AAAAAAAAABE/9_VQqWBhdSA/s200/foska.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5099412881023888370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dwa greckie słowa ułożone w krzyż Chrystusa. Pośrodku grecka litera omega, znak Ducha Świętego, Sprawcy jedności. Także jedności Światła i Życia. I przebogata symbolika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemnościach, lecz będzie miał światło życia. (J 8,12)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Z jednej strony to Jezus jest Światłem, które oświeca naszą drogę, wskazuje właściwy kierunek, nadaje sens naszemu życiu. Jest też Życiem swoich wybranych, nawet jeśli ich ziemskie życie dobiega końca, wiedzą, iż będą trwać w Nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z drugiej strony - światło to wszystko, co mówi nam, jak winniśmy żyć, co robić, by stawać się każdego dnia lepszym, dojrzalszym chrześcijaninem; życie zaś to stan rzeczywisty, to wszystko, czym rzeczywiście jestem tu i teraz. I tu potrzeba sporo zachodu i łaski Ducha Świętego, żeby te dwa greckie słowa stawały się w nas jednością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś, w Tyńcu, zdziwiłem się bardzo, gdy ojciec opat przewodniczył Liturgii Godzin w kapie z wyhaftowaną foską na plecach. Dopiero później dowiedziałem się, że Oaza sobie tego znaku nie wymyśliła, ale że już od pierwszych wieków chrześcijaństwa fos-dzoe było znakiem wszystkich wierzących.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie osobiście ten znak jest znakiem niezwykłym. Głęboko w pamięci przechowuję trzy wspomnienia z nim związane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maćkowice. 9 październik 1999 roku. Kaplica domu rekolekcyjnego, w której przyjąłem skórzaną foskę. "Czy chcesz być świadkiem Jezusa Chrystusa" - usłyszałem z ust Kapłana. A potem - "Bądź światłem i życiem". A potem radość, z którą wracałem do domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przemyśl. 1 września 2001 roku. Bazylika Archikatedralna. Błogosławieństwo animatora Ruchu i przyjęcie krzyża animatorskiego z rąk Księdza Arcybiskupa. Krzyż. Tak upragniony i oczekiwany, że aż z pewnym niedowierzaniem nań patrzyłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RsTBTlh67AI/AAAAAAAAABM/GAVLN6U9q9U/s1600-h/250px-Witraz-foska.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 160px; height: 143px;" src="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RsTBTlh67AI/AAAAAAAAABM/GAVLN6U9q9U/s200/250px-Witraz-foska.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5099413220326304770" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Krościenko nad Dunajcem. Daty nie pomnę. Kaplica Chrystusa Sługi w czasie Eucharystii. Stałem przy ołtarzu, twarzą zwrócony do ludzi i moją uwagę przykuł witraż z tyłu kaplicy. Prosty, zwyczajny. A na nim - fos-dzoe. I wtedy coś mi powiedziało, że moje życie i powołanie zostało wpisane w ten znak. Minęło sporo czasu, ale zdania nie zmieniłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czym jeszcze jest dla mnie ten znak? Okazją do rachunku sumienia - czy światło staje się we mnie życiem? Zobowiązaniem do działania. Przypomnieniem tego, co najważniejsze. Znakiem, z którym się w pełni utożsamiam i do którego całe życie trzeba mi dorastać.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-7580099527613895598?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/7580099527613895598/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=7580099527613895598' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7580099527613895598'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7580099527613895598'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/08/wiato-ycie.html' title='Światło-Życie'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_enPgs5WKph0/RsTA_1h66_I/AAAAAAAAABE/9_VQqWBhdSA/s72-c/foska.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-2056026004244752007</id><published>2007-08-12T14:25:00.000+02:00</published><updated>2007-08-12T15:50:53.749+02:00</updated><title type='text'>Nowe życie w Chrystusie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_enPgs5WKph0/Rr8QIFt_iHI/AAAAAAAAAA8/XxOX_q2LmeY/s1600-h/chrzest.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 253px; height: 168px;" src="http://bp0.blogger.com/_enPgs5WKph0/Rr8QIFt_iHI/AAAAAAAAAA8/XxOX_q2LmeY/s320/chrzest.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5097811034366773362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Natalia Anna. Takie imiona nosi dziewczynka, którą dzisiaj ochrzciłem. Po raz pierwszy udzieliłem sakramentu chrztu i udzieliłem go właśnie Natalii Annie, córeczce mojego kolegi. W imieniu Kościoła przyjąłem ją do wspólnoty ludu Nowego Przymierza, w której będzie dorastać, przyjmie pierwszą Komunię świętą, potem inne sakramenty, w której będzie kształtowała swoje życie z wiary, w której w końcu umrze przechodząc z życia do życia. To niesamowite wrażenie. Być narzędziem, poprzez które ktoś odrodził się do nowego życia, stał się dzieckiem Bożym. Kiedyś stanę przed Bożym tronem i zdam sprawę ze swojego włodarstwa. Będą przy mnie wtedy wszyscy, których ochrzciłem, wyspowiadałem, udzieliłem Komunii świętej i wszyscy inni, dla których miałem być "alter Christus". Oby świadczyli oni w tym dniu na moją korzyść.&lt;br /&gt; Co wynika z tego wydarzenia? Na pewno mój obowiązek modlitwy za Natalię Annę. Jest, jak powiedziałem, córką mojego kolegi, więc pewnie będzie mi dane widzieć jej rozwój, mieć jakiś niewielki choćby kontakt z tą osóbką. Ale nie to jest najważniejsze. Ważna jest pamięć przed Panem. Natalia Anna zatem od dzisiaj dołączy do tylu osób, które kiedyś spotkałem na mojej drodze jako animator, kleryk, czy teraz, całkiem niedawno - diakon. Do tych, którzy byli w mojej grupie, którzy prosili o modlitwę, którzy w mniejszym lub większym stopniu korzystali z mojej posługi.&lt;br /&gt; A kiedy zacznie mi grozić widmo rutyny będę chciał sobie przypomnieć właśnie ten dzień: Natalię Annę, mój drżący głos i rękę z pewnym lękiem wylewającą wodę chrztu na głowę dziewczynki.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-2056026004244752007?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/2056026004244752007/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=2056026004244752007' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2056026004244752007'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2056026004244752007'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/08/nowe-ycie-w-chrystusie.html' title='Nowe życie w Chrystusie'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_enPgs5WKph0/Rr8QIFt_iHI/AAAAAAAAAA8/XxOX_q2LmeY/s72-c/chrzest.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-284107979993015331</id><published>2007-08-09T00:08:00.000+02:00</published><updated>2007-08-09T00:45:23.672+02:00</updated><title type='text'>Istota przyjaźni</title><content type='html'>Przyjaźń należy chyba do tych rzeczy, które wszyscy wydają się doskonale znać, ale mało kto potrafi opisać. Sam spotkałem się z całą masą definicji przyjaźni. Każda z nich jest na swój sposób trafna i kulawa zarazem. To by oznaczało, że przyjaźń należy do pojęć, których nie da się ująć w sztywny garnitur słów, bo przerastają możliwości ludzkiego języka. Jest takich słów więcej: Bóg, wiara, nadzieja, miłość, królestwo Boże. Wśród nich właśnie przyjaźń. To czyni ją wielką i niesamowitą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak, na ile potrafimy, chcemy każdą z tych rzeczywistości po ludzku opisać, choć od początku zdajemy sobie sprawę z tego, że wszystkiego nie powiemy. Tak też i przyjaźń będzie zawsze niedopowiedziana, niedookreślona. Wiem o tym i ja. A jednak próbuję pisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś powiedział, że przyjaciel to osoba, której może wszystko powiedzieć. Czy rzeczywiście tak jest? Czy to jest najważniejsze w przyjaźni? Jest w tym jakaś głębia. Mówi o tym sam Jezus:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;" class="podswietlenie"&gt;przyjaciółmi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego &lt;/span&gt;(J 15,15).&lt;br /&gt;Czy jednak zwierzanie się jest rzeczywiście istotą przyjaźni? Myślę, że jest raczej skutkiem tego przedziwnego otwarcia się na siebie jakie ma miejsce w przyjaźni. To otwarcie wynika z miłości i zaufania. Chcę powierzyć siebie drugiemu nie tylko dlatego, żeby pomógł mi rozwiązać moje problemy czy choćby tylko, by się wygadać. Ale w pewien sposób umocnić naszą relację, nasze wzajemne obdarowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy zaczyna się przyjaźń? Kiedy zwyczajna ludzka znajomość przeradza się w przyjaźń? Myślę, że trudno tu stawiać jakieś ścisłe granice. Ważne natomiast jest w przyjaźni poznawanie siebie. Dlatego uważam, że przyjaźnie na odległość są możliwe jedynie wtedy, gdy przyjaciele wcześniej zdążyli się dobrze poznać. Kto chce być przyjacielem musi chcieć poznać prawdę o sobie i prawdę o przyjacielu, a to nie jest łatwe. Często chcemy być postrzegani jako lepsi, mądrzejsi niż jesteśmy naprawdę. Ale to nie wszystko. Często tworzymy sobie fałszywe wyobrażenie o naszym przyjacielu. Tymczasem proces poznawanie siebie owocuje odkrywaniem nie tylko swoich zalet, ale także i wad. Przyjaciel to osoba, przy której mogę, a powiem więcej, muszę być sobą, jeśli zależy mi na przyszłości mojej przyjaźni. To właśnie przyjaźń powinna być miejscem demaskacji, obnażenia swoich wad i niedociągnięć, bo tylko przyjaciel potrafi powiedzieć o sprawie dla nas bolesnej tak, żeby nas nie zabolała i tylko miłość, której formą jest przyjaźń może być motywacją wystarczającą do podjęcia pracy nad sobą, pracy dążącej do przemiany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś powiedział, że kochać się to nie znaczy patrzeć się wciąż na siebie, ale to patrzeć w tym samym kierunku. To samo tyczy się przyjaźni. Przyjaciele nie tylko się sobie zwierzają. Nie tylko chcą spędzać razem swój czas. Oni mają wspólny cel. Oni do czegoś wspólnie dążą, pragną w tym dążeniu także przekształcać, rozwijać samych siebie oraz swoją przyjaźń. Jeśli tym wspólnym celem przyjaciół jest Bóg, to przyjaźń nabiera znaczenia transcendentnego, nadprzyrodzonego, jej rozwój nie ma granic na tym świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś inny powiedział, że przyjaciel to osoba, która wszystko o mnie wie, a jednak nadal chce być moim przyjacielem. Coś w tym jest. Czasami jest tak, że po latach nasz przyjaciel wydaje się nam być kimś zupełnie innym niż człowiek, z którym zaprzyjaźniliśmy się kilka lat temu. A jednak jest naszym przyjacielem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mniej więcej rok temu, kiedy byłem wśród osób, z którymi zjedliśmy w naszej parafialnej Oazie kilka beczek soli, pamiętam, że wkurzyłem te osoby jakąś swoją przywarą, która akurat dała o sobie znać. Jedna z tych osób zareagowała bardzo poprawnie, choć może trochę nerwowo, delikatnie sprowadzając mnie na właściwe tory jakąś ironią czy przytykiem. I wtedy ktoś z wielką wyrozumiałością w głosie powiedział: "Daj spokój, to jest nasz Krzysiu". Niby nic, a tak wiele.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-284107979993015331?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/284107979993015331/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=284107979993015331' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/284107979993015331'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/284107979993015331'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/08/istota-przyjani.html' title='Istota przyjaźni'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-2987281851297135093</id><published>2007-08-05T19:33:00.000+02:00</published><updated>2007-08-05T20:34:00.266+02:00</updated><title type='text'>Jak ziarnka piasku</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/RrYX2lt_iGI/AAAAAAAAAA0/SDa-pDJtYbg/s1600-h/piasek.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 227px; height: 250px;" src="http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/RrYX2lt_iGI/AAAAAAAAAA0/SDa-pDJtYbg/s320/piasek.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5095286255021688930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;W jednym ze swoich opowiadań Bruno Ferrero przytacza taką oto historię: &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Georgia;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:verdana;" &gt;        Trzynastoletni Tomek spacerował plażą razem ze swą matką.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Georgia;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:verdana;" &gt; W pewnej chwili zapytał:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Georgia;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:verdana;" &gt; - Mamo, jak można zatrzymać przyjaciela, kiedy w końcu uda się go zdobyć?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Georgia;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:verdana;" &gt; Matka zastanowiła się przez chwilę, potem schyliła się i wzięła dwie garście piasku.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Georgia;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:verdana;" &gt; Uniosła obie ręce do góry; zacisnęła mocno jedną dłoń: piasek uciekał jej między palcami i im bardziej ściskała pięść, tym szybciej wysypywał się piasek.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Georgia;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:verdana;" &gt; Druga dłoń była otwarta: został na niej cały piasek.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Georgia;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:verdana;" &gt; Tomek patrzył zdziwiony, potem zawołał:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Georgia;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:verdana;" &gt; - Rozumiem!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:Georgia;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;        Na kanwie tej opowiastki chciałbym się zastanowić nad jednym z czynników totalnie niszczących przyjaźń. Jest nim zazdrość i związane z nią pożądanie. Bardzo dobrą definicję pożądania podał w jednej ze swoich książek ks. prof. Józef Tischner, którego zresztą będę coraz częściej cytował na tym blogu. Napisał on, że pożądanie to pragnienie stania się jedynym źródłem zaspokojenia potrzeb drugiej osoby. A więc nie chodzi tu wyłącznie o pożądanie w sensie seksualnym, bo tak je najczęściej rozumiemy, ale o chęć przywłaszczenia sobie drugiego człowieka, bardzo często ukrywaną pod płaszczykiem dobroczynności. Przykład: chcę pomóc mojemu przyjacielowi, gdy ma on jakiś problem, ale nie mogę znieść, gdy mój przyjaciel rozwiązuje swój problem bez mojej wiedzy, a już broń Boże, żeby szedł z nim do kogoś innego. Chcę mu poświęcać swój czas, ale nerki mi drżą, kiedy on spędza swój czas z kimś innym. I wydaje mi się, że to on jest ten zły, bo przecież ja chcę dobrze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Georgia;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;        Zazdrość. Violetta Villas śpiewała kiedyś: "nie ma miłości bez zazdrości". Melodia wpadająca w ucho, ale tekst zupełnie nieprawdziwy. Jeżeli przyjmiemy, że przyjaźń to jedna z subtelniejszych form miłości, to musimy dodać załącznik, że prawdziwa przyjaźń jest absolutnym zaprzeczeniem i przeciwieństwem zazdrości. Zauważyłem w swoim życiu jeszcze jedną prawidłowość - kiedy chciałem mieć przyjaciół, kiedy ich szukałem to najczęściej byłem sam. Wtedy szedłem do kaplicy i starałem się wypełnić pustkę, jaka we mnie była, Bogiem. A potem, nie wiadomo skąd, gromadzili się wokół mnie wspaniali ludzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:Georgia;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;        Przyjaciel ufa swojemu przyjacielowi. Ufność wcale nie oznacza zwierzania się ze wszystkich swoich, mniejszych lub większych, tajemnic. Polega raczej na przekonaniu, że przyjaciel nie zdradzi. Ksiądz Profesor Tischner pisał, że u podstaw relacji międzyosobowej leży założenie, że ten drugi mnie nie zabije. Zdrada jest właśnie takim zabójstwem, jest zabójstwem duszy, oczywiście w przenośnym sensie. I to właśnie zdrada jest czynnikiem, który niszczy przyjaźń z wyjątkową prezycją i okrucieństwem. Czy możliwe jest kontynuowanie przyjaźni, gdy przyjaciel zdradził? Jest możliwe, ale bardzo trudne. Ludzie w przyjaźni doznają prócz mnóstwa pozytywnych wrażeń także wiele zranień. Zdrada jest zranieniem, które najtrudniej wyleczyć. Przykładem takiej przyjaźni jest relacja Jezusa z Judaszem. Kiedy zdrajca przyszedł z kohortą do Getsemani Jezus mu powiedział: "Przyjacielu, po coś przyszedł?" (Mt 26,50), chociaż doskonale wiedział, po co Judasz przyszedł i że właśnie dokonuje się najsławniejsza zdrada w dziejach świata. Dla Jezusa jednak Judasz był przede wszystkim przyjacielem, który się pogubił. Ale wróćmy do ufności. Ta ufność polega między innymi na tym, żeby dać przyjacielowi totalną wolność, żeby zaryzykować, że przyjaciel odejdzie. Otworzyć dłoń pełną piasku. Bez takiej ufności nie można budować prawdziwej przyjaźni.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family:Georgia;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-2987281851297135093?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/2987281851297135093/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=2987281851297135093' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2987281851297135093'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2987281851297135093'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/08/jak-ziarnka-piasku.html' title='Jak ziarnka piasku'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/RrYX2lt_iGI/AAAAAAAAAA0/SDa-pDJtYbg/s72-c/piasek.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-7175055420626777361</id><published>2007-07-27T22:34:00.000+02:00</published><updated>2007-07-27T23:09:08.668+02:00</updated><title type='text'>Dawid i Jonatan</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Pismo Święte mówi o przyjaźni bardzo wiele. Ale znalazłem w nim jedną, szczególnie piękną historię przyjaźni. Chodzi o przyjaźń Dawida z synem Saula, Jonatanem, opisaną w 1 Księdze Samuela, rozdziały 18-20.&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Dusza Jonatana przylgnęła całkowicie do duszy Dawida. Pokochał go Jonatan tak jak samego siebie." (1 Sm 18,1)&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;To jeden z najbardziej niesamowitych opisów przyjaźni. Jonatan obdarzył Dawida przyjaźnią po prostu. Nie znał go zbyt dobrze. I chyba w każdej przyjaźni jest taki element. Kiedy widzimy kogoś pierwszy raz w życiu, jesteśmy w stanie określić, czy ta osoba mogłaby zostać moim przyjacielem czy też nie. Ale nie to jest w przyjaźni najważniejsze. Najważniejsza jest wspólnota dusz. Coś więcej niż zwyczajne lubienie kogoś, ale też coś innego niż pragnienie cielesne. Miłość. Jakaś bardzo subtelna forma miłości.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt; font-weight: bold;"&gt;"&lt;span class="werset"&gt;&lt;/span&gt;Jonatan mówił życzliwie o Dawidzie ze swym ojcem Saulem" (1 Sm 19,4)&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Drugi rys prawdziwej przyjaźni - ofiara. Nie zazna przyjaźni człowiek, który nie ceni jej nad własną korzyść, własną pozycję. Ofiara to rezygnacja. To właśnie Jonatanowi powinno najbardziej zależeć na śmierci Dawida. Przecież to Jonatan powinien być następcą tronu, a jeśli Dawid nie zginie, ród Saula będzie mógł się raz na zawsze pożegnać z koroną. Jonatan o tym wie. Nie tylko nie przeszkadza Dawidowi w objęciu rządów nad Izraelem, ale nawet nakłania swego ojca, aby powstrzymał swój gniew i darował życie Dawidowi. Ciekawe, że Jonatan nie wygląda tu na człowieka, który właśnie podejmuje akt wielkiego wyrzeczenia. Trudno powiedzieć, czy w ogóle o tym pomyślał. Dla niego znacznie ważniejszy jest przyjaciel i jego dobro. Dlatego zaraz po rozmowie z ojcem biegnie do Dawida ogłosić mu dobrą wiadomość.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt; font-weight: bold;"&gt;"Przyrzeczenie zaś, które złożyliśmy ja i ty, jest takie: Oto Pan między mną a tobą na wieki" (1 Sm 20,23)&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Muszę przyznać, że ten tekst był kluczowy w moich poszukiwaniach istoty przyjaźni. Jest w nim zawarta recepta na trwałą i piękną przyjaźń. "Pan między mną a tobą". Przyjaźń chrześcijan nigdy nie jest relacją dwustronną. Zawsze ma szczególne odniesienie do Boga. I tylko wtedy ma sens. Być przyjacielem to znaczy pragnąć dla tego drugiego dobra. W tym wypadku chodzi o Dobro osobowe - o samego Boga. Dlatego przyjaciel to także ten, kto upomni, gdy zejdę z mojej drogi za Chrystusem, kto pomoże Go odnaleźć w życiu pełnym zasadzek i niebezpieczeństw. "Pan między mną a tobą" to w końcu zasada, która każe nieustannie pytać samego siebie: czy tego, czego pragnę dla mojej przyjaźni jest rzeczywiście tym, czego pragnie dla niej Bóg?&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-7175055420626777361?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/7175055420626777361/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=7175055420626777361' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7175055420626777361'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7175055420626777361'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/07/dawid-i-jonatan.html' title='Dawid i Jonatan'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-8822289062159840008</id><published>2007-07-27T22:13:00.000+02:00</published><updated>2007-07-27T23:20:23.378+02:00</updated><title type='text'>Cykl o przyjaźni</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/RqphWlt_iFI/AAAAAAAAAAs/C498iI25wFw/s1600-h/przyjazn.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 221px; height: 147px;" src="http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/RqphWlt_iFI/AAAAAAAAAAs/C498iI25wFw/s320/przyjazn.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5091989369405802578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;            Od jakiegoś czasu zauważam, że bardzo mało mówi się w Kościele o przyjaźni. A chyba warto poświęcić tej sprawie trochę miejsca.   &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;Jakieś pół roku temu zostałem nazwany „przyjacielem”. Poczułem lekki dreszczyk, bo „przyjaciel” to słowo niezwykłe, niosące w sobie wielką wartość. Postanowiłem przyjrzeć się nieco tematowi przyjaźni. Czym ona jest? Dlaczego jest taka ważna? Jak ją właściwie i twórczo przeżywać? Pytałem kolegów, szukałem odpowiedzi we własnych przemyśleniach, w końcu sięgnąłem po Pismo Święte. Rzecz jasna, byłoby tego zdecydowanie za dużo na jednego posta, dlatego zaczynam krótki cykl postów na temat przyjaźni. Nie wiem, ile ich będzie, ale wiem mniej więcej, co chciałbym w nich zawrzeć. Liczę też na Waszą pomoc, Wasze przemyślenia zwłaszcza w komentarzach.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-8822289062159840008?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/8822289062159840008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=8822289062159840008' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8822289062159840008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8822289062159840008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/07/cykl-o-przyjani.html' title='Cykl o przyjaźni'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_enPgs5WKph0/RqphWlt_iFI/AAAAAAAAAAs/C498iI25wFw/s72-c/przyjazn.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-6046252355042669467</id><published>2007-07-25T20:37:00.000+02:00</published><updated>2007-07-25T21:09:04.646+02:00</updated><title type='text'>Święty Krzysztof</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/2d/Saint_christopher_de_ribera.jpeg/250px-Saint_christopher_de_ribera.jpeg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 238px; height: 316px;" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/2/2d/Saint_christopher_de_ribera.jpeg/250px-Saint_christopher_de_ribera.jpeg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;25 lipca. Tradycyjne wspomnienie św. Krzysztofa, Patrona kierowców i mojego Patrona. Jestem mu winien kilka słów za tyle lat opieki.&lt;br /&gt;Wiemy o nim niewiele. Zginął jako męczennik w III wieku. Tyle historia. Znacznie więcej tradycja, według której miał być olbrzymem, który przenosił przez Jordan pielgrzymów podążających do Ziemi Świętej. Pewnego dnia przeniósł tak samego Jezusa. Choć to tylko legenda, to jednak bardzo ciekawa. I chyba, jak każda legenda, nie do końca zmyślona, bo oparta na imieniu Świętego - Krzysztof - Christoforos, to znaczy "niosący Chrystusa".&lt;br /&gt;Pierwszym charakterystycznym rysem Świętego jest to jego imię. Dla mnie osobiście, i chyba dla każdego, kto je nosi, bardzo zobowiązujące. Piękne i zobowiązujące. Bo to co piękne, zazwyczaj wymaga ofiary, wierności, stałości. Szczególnie wyraźnie wymowę tego imienia można odczytać wtedy, gdy kroczy się drogą powołania, gdy to, co raz powiedziane w sakramencie chrztu, potem potwierdzone bierzmowaniem, zostaje uwydatnione przez święcenia i posłanie do tego, aby nieść Chrystusa wszystkim ludziom. Christoforos. Cała jego misja, jego powołanie wyrażone w jednym słowie. W imieniu.&lt;br /&gt;I drugi rys tej postaci, który wydaje się ją określać - pokora. Może na pierwszy rzut oka niedostrzegalna. Ale przypatrzmy się bliżej świętemu Krzysztofowi. Jego misja - tak bardzo służebna. I przed śmiercią - gdy przenosił na swoich plecach pielgrzymów przez wody Jordanu, i po niej, gdy od tylu wieków wspiera wszystkich podróżujących, wędrowców, dziś także kierowców. Pokora Krzysztofa ukazana także w liturgicznym wymiarze, kiedy całą chwałę i cześć przekazuje on św. Jakubowi Większemu, Apostołowi, dzieląc z nim dzień wspomnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ma powiedzieć na koniec, ktoś taki jak ja, kto zupełnie nie dociąga do obu tych rysów Świętego Patrona? Myślę, że to imię jest dla mnie zadaniem, do którego ciągle nie dorastam, ale które jest zadane właśnie mi. Czy mi się uda? "Odkąd Jezus pokonał śmierć, żaden optymizm nie jest w Kościele przesadą". Poza tym, jest modlitwa wielu ludzi dobrej woli. Nie ukrywam, że na nią też liczę, "aby łaska Boża nie okazała się daremna".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Święty Krzysztofie - módl się za nami!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-6046252355042669467?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/6046252355042669467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=6046252355042669467' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6046252355042669467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6046252355042669467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/07/wity-krzysztof.html' title='Święty Krzysztof'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-7812252321268839675</id><published>2007-07-22T20:43:00.000+02:00</published><updated>2007-07-22T22:44:06.856+02:00</updated><title type='text'>Requiem aeternam...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RqOpBlt_iEI/AAAAAAAAAAk/Vug_0-sr4xY/s1600-h/znicz.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RqOpBlt_iEI/AAAAAAAAAAk/Vug_0-sr4xY/s320/znicz.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5090097848628774978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"Życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie."&lt;span style="font-style: italic;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(1 Prefacja o zmarłych)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;Dwudziestu sześciu naszych Rodaków zginęło dziś w wypadku autokaru na niebezpiecznej trasie niedaleko Grenoble, we Francji.&lt;br /&gt;Byli to pielgrzymi. Właśnie wracali od celu swej pielgrzymki z La Salette, do domów, aby zanieść radość, która gościła w ich sercach. Na moment przed wypadkiem śpiewali pieśni maryjne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielki smutek. Wielki żal. Wielka tragedia.&lt;br /&gt;Żałoba narodowa. Łzy tych, co zostali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedyś słyszałem taką opinię: Bóg zabiera człowieka do siebie w najlepszym dla niego momencie życia. Kiedy usłyszałem o tym strasznym wypadku, przypomniałem sobie to zdanie. Może właśnie dla tych zmarłych to był autobus do nieba?&lt;br /&gt;W sercach tych, którzy pozostali słychać krzyk: "Dlaczego?"&lt;br /&gt;Pamiętam ten sylwestrowy wieczór. 31 grudnia 1999 roku. Mieliśmy się dobrze bawić, jak co roku, przy kościele, we wspólnocie. Ale zabrakło trzech osób. Ks. Mariusza, Gosi i Magdy. W ten sylwestrowy poranek zginęli w wypadku. Bal się nie odbył. Ale przyszliśmy, żeby być razem. Wszyscy mieli łzy w oczach. Każdy na swój sposób przeżywał dramat. Poszedłem wtedy do spowiedzi, do mojego spowiednika, ks. Piotra. Zapytałem go: "Dlaczego?". On mi odpowiedział: "Nie pytaj, dlaczego ich nie ma. Pytaj, dlaczego ty pozostałeś."&lt;br /&gt;Te słowa wróciły z wielką mocą półtora roku później, 29 czerwca 2001 roku, kiedy to, również w wypadku, zginął ks. Piotr.&lt;br /&gt;Dlaczego zostaliśmy? Czego jeszcze Pan Bóg od nas oczekuje? Jaki plan ma dla nas? Jak długo trzeba nam się jeszcze nawracać, aby móc w końcu usłyszeć radosne: "Wejdź do radości swego Pana", choćby inni wtedy płakali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reqiuem aeternam dona eis, Domine et lux perpetua luceat eis.&lt;br /&gt;Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-7812252321268839675?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/7812252321268839675/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=7812252321268839675' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7812252321268839675'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/7812252321268839675'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/07/requiem-aeternam.html' title='Requiem aeternam...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RqOpBlt_iEI/AAAAAAAAAAk/Vug_0-sr4xY/s72-c/znicz.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-2633755459063886373</id><published>2007-07-21T12:29:00.000+02:00</published><updated>2007-07-21T12:48:01.927+02:00</updated><title type='text'>Sługa Jahwe</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://tmoch.i365.pl/foto2005c/krosc09.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 224px; height: 170px;" src="http://tmoch.i365.pl/foto2005c/krosc09.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;b class="bib"&gt;Oto mój Sługa; którego wybrałem, Umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom.&lt;/b&gt;&lt;b class="bib"&gt; Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. &lt;/b&gt;&lt;b class="bib"&gt;Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. &lt;/b&gt;&lt;b class="bib"&gt;W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą. (Mt 12,18-21)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span class="bib"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="bib"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="bib"&gt;Ewangelista Mateusz odnosi te słowa z Księgi Izajasza do Jezusa. On jest prawdziwym Sługą Jahwe. To, ciekawe, że wśród najwspanialszych tytułów Syna Bożego jest i ten: "Sługa". Mateusz używa tu słowa "pais", które ma trzy znaczenia: dziecko, sługa, niewolnik. Na tym między innymi polega wielkość relacji Jezusa z Ojcem. Jest dzieckiem Boga, Jego Synem umiłowanym, a zarazem jest Jego Sługą, Jego Niewolnikiem. W naszym rozumieniu te znaczenia kłócą się ze sobą. Trzeba wielkiej wiary, żeby móc zrozumieć ich zgodność.&lt;br /&gt;Dawniej teologia głosiła, że Jezus zbawił nas przez swoją mękę, śmierć i zmartwychwstanie. I to jest prawda. Obecnie mówi się, że wszystkie wydarzenia z życia Jezusa, Jego poczęcie w łonie Maryi, narodzenie, słowa, czyny, także wydarzenia paschalne mają dla nas znaczenie zbawcze. W końcu niektórzy teologowie akcentują szczególnie, że Jezus zbawił nas przez swoje posłuszeństwo. Sługa Jahwe. Posłuszny aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Co to znaczy dla nas? Oznacza przede wszystkim wezwanie do naśladowania. Nikt nam dzisiaj nie każe umierać na krzyżu, ale wszyscy jesteśmy wezwani do posłuszeństwa Bożym nakazom, Bożej woli, która często wydaje się być zupełnie niezrozumiała. Czasami trzeba nam, tak jak Jezus, po ludzku przegrać wszystko, aby stać się umiłowanym Sługą Ojca.&lt;br /&gt;Takie słowa nas mimo wszystko przerażają. Są niezwykle trudne. Z pocieszeniem przychodzą kolejne słowa Proroka: Sługa Pana nie złamie trzciny nadłamanej. Jezus nie przychodzi, aby niszczyć, skazywać, wytracać. On chce umocnić naszą słabość, podsycić nasz płomyk nadwątlony przez przeciwności tego świata. On jest dawcą nadziei dla narodów. Nadziei, która zawieść nie może. Bo odkąd Jezus pokonał śmierć, żaden optymizm nie jest przesadą!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-2633755459063886373?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/2633755459063886373/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=2633755459063886373' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2633755459063886373'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2633755459063886373'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/07/oto-mj-suga-ktrego-wybraem-umiowany-mj.html' title='Sługa Jahwe'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-5462485477264349535</id><published>2007-07-19T16:18:00.000+02:00</published><updated>2007-07-19T16:42:13.068+02:00</updated><title type='text'>JESTEM</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/Rp936JOhVVI/AAAAAAAAAAc/cSBzqldioXw/s1600-h/127924_841882.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/Rp936JOhVVI/AAAAAAAAAAc/cSBzqldioXw/s320/127924_841882.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5088917944744891730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span class="bib" style="font-style: italic;"&gt;Mojżesz zaś rzekł Bogu: "Oto pójdę do Izraelitów i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapytają, jakie jest Jego imię, to cóż im mam powiedzieć?"&lt;/span&gt;&lt;span class="bib" style="font-style: italic;"&gt; Odpowiedział Bóg Mojżeszowi: &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;"JESTEM, KTÓRY JESTEM"&lt;/span&gt;. I dodał: "Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was". &lt;/span&gt;&lt;span class="bib"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mówił dalej Bóg do Mojżesza: "Tak powiesz Izraelitom: "JESTEM, Bóg ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba posłał mnie do was. To jest imię moje na wieki i to jest moje zawołanie na najdalsze pokolenia. &lt;/span&gt;(Wj 3,13-15)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mówi ten niezwykły tekst człowiekowi XXI wieku?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bóg objawił człowiekowi swoje imię. To nie człowiek nazwał Boga, jak Adam nazwał wszystkie zwierzęta w ogrodzie Eden. Ale Bóg sam dał się poznać. Dać drugiemu poznać swoje imię to w Biblii coś znacznie więcej niż tylko się przedstawić. To dać mu siebie. Pozwolić drugiemu na wejście w relację szczególnej bliskości. Kiedy Bóg objawia swoje imię człowiekowi to tak, jakby chciał mu powiedzieć: "Jesteś dla Mnie ważny, interesuję się Tobą. Nie przejmuj się przepaścią, jaka nas dzieli. Ja jestem większy niż ona. Chcę z Tobą rozmawiać, chcę stać się częścią, najważniejszą częścią Twojego życia".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;JESTEM, KTÓRY JESTEM. Imię niezwykłe. Imię bardzo bogate w treść. Nasz Bóg to Bóg prawdziwy, Ten, który &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;rzeczywiście&lt;/span&gt; jest. W przeciwieństwie do wszystkich bożków tworzonych przez człowieka przez wszystkie wieki, także i dzisiaj. Tego Boga nie da się zmienić. To On chce przemieniać nas. Nie da się Go dopasować do naszych wymagań, tego, co nam się wydaje słuszne. Jahwe jest Bogiem niewygodnym dla dzisiejszego człowieka, który wolałby stworzyć sobie boga na swój własny obraz i podobieństwo. Ale kiedy ten człowiek po wielu przegranych walkach, opluty i zniszczony przez bożków, którym zawierzył naraz szuka fundamentu, oparcia, schronienia, to zawsze czeka na niego Ten, Który Jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;JESTEM to ktoś więcej niż Odwieczne Istnienie. To Stwórca, Ten, Który działa przez wieki. Działa i dzisiaj. Zbawiciel. Dawca łaski. Sprawca wszelkiego uświęcenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dzisiejszej Ewangelii Jezus używa słowa JESTEM. Dookreśla to słowo: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="bib"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;JESTEM&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; cichy i pokorny sercem"&lt;/span&gt; (Mt 11,29). Cichość i pokora serca Tego, Który Jest od wieków i na wieki. Coś tak nieprawdopodobnego, że nas poraża, zamyka nam usta. Sprawia, że jedyne, czego pragniemy to przybić do przystani Jego pokornego Serca i zatopić się w otchłań Jego miłości.&lt;/span&gt;&lt;span class="bib"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;b class="bib"&gt; &lt;/b&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-5462485477264349535?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/5462485477264349535/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=5462485477264349535' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5462485477264349535'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/5462485477264349535'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/07/jestem.html' title='JESTEM'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/Rp936JOhVVI/AAAAAAAAAAc/cSBzqldioXw/s72-c/127924_841882.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-2481350842541068772</id><published>2007-07-16T16:39:00.001+02:00</published><updated>2007-07-16T16:55:40.898+02:00</updated><title type='text'>Eliasz i prawda</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RpuDV5IKbDI/AAAAAAAAAAU/3ERYvl1W4nw/s1600-h/karmel.gif"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RpuDV5IKbDI/AAAAAAAAAAU/3ERYvl1W4nw/s400/karmel.gif" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5087804616180657202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wtedy Eliasz przemówił do ludu: "Tylko ja sam ocalałem jako prorok Pański, proroków zaś Baala jest czterystu pięćdziesięciu. Wobec tego niech nam dadzą dwa młode cielce. Oni niech wybiorą sobie jednego cielca i porąbią go oraz niech go umieszczą na drwach, ale ognia niech nie podkładają! Ja zaś oprawię drugiego cielca oraz umieszczę na drwach i też ognia nie podłożę. Potem wy będziecie wzywać imienia waszego boga, a następnie ja będę wzywać imienia Pana, aby okazało się, że ten Bóg, który odpowie ogniem, jest naprawdę Bogiem" (1 Krl 18,22-24)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Kardynał Wyszyński powiedział kiedyś, że aby głosić kłamstwo potrzeba całej sieci ludzi, całego systemu. A żeby głosić prawdę wystarczy jeden człowiek. Na kanwie tych słów można na nowo odczytać posłannictwo proroka Eliasza, największego spośród proroków Starego Przymierza. Całkowicie posłuszny Bożemu wezwaniu, zupełnie zdany na Tego, który go powołał i heroicznie ufający Bogu Izraela. Sam jeden z Bożą pomocą pokonał czterystu pięćdziesięciu proroków Baala, którzy zginęli właśnie na Górze Karmel. Ściągnął na siebie gniew władców, nienawiść ludu, ale nie przejmował się tym, bo Bóg był z nim. Przychodził do niego w lekkim powiewie, obdarzał mocą wichru. A wszystko to dokonywało się w przedziwnej relacji proroka z Bogiem.&lt;br /&gt;Eliasz wzywa nas dzisiaj, we wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel (chyba nie przez przypadek Matka Boża wybrała sobie właśnie tę górę), abyśmy spytali samych siebie, czy jesteśmy heroldami prawdy w naszym życiu, w naszym środowisku? Łatwo jest głosić prawdę wygodną, miłą, przyjemną, trudniej tę, która być może rani, która jest trudna, niechciana, której głoszenie może wywołać niechęć innych, ich gniew czy nawet prześladowanie.&lt;br /&gt;Eliasz nie mógł milczeć. Głosił. Bo Bóg był z nim. Niech naszą stanie się prośba Elizeusza, ucznia i następcy Proroka jak ogień, którą wypowiedział przed odejściem swego mistrza: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niechby - proszę - dwie części twego ducha przeszły na mnie! (2 Krl 2,9)&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-2481350842541068772?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/2481350842541068772/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=2481350842541068772' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2481350842541068772'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/2481350842541068772'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/07/wtedy-eliasz-przemwi-do-ludu-tylko-ja.html' title='Eliasz i prawda'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RpuDV5IKbDI/AAAAAAAAAAU/3ERYvl1W4nw/s72-c/karmel.gif' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-8011650107504043683</id><published>2007-07-16T12:40:00.000+02:00</published><updated>2007-07-18T12:51:14.861+02:00</updated><title type='text'>Refleksje popielgrzymkowe</title><content type='html'>Wczoraj wróciłem z &lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;XXVII&lt;/span&gt; Przemyskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. 11 dni marszu. 11 dni modlitwy. 11 dni trudu. Wszystko w łączności z Bogiem, Jego Matką i Kościołem świętym. Choć sporą część Pielgrzymki spędziłem na poszukiwaniu noclegów dla grupy oraz w samochodzie (z uwagi na zapalenie ścięgna), to jednak udzieliła mi się niepowtarzalna atmosfera pielgrzymiego szlaku. Ludzie w różnym wieku, od 11 do 81 lat, z różnymi doświadczeniami, problemami, radościami. A jednak tak wiele nas połączyło.&lt;br /&gt;Pielgrzymka to czas dawania świadectwa. Już sam udział w trudzie pielgrzymi jest potężnym świadectwem. Bo po co dzisiaj się tak wysilać, skoro można by dojechać na Jasną Górę w kilka godzin i w dodatku wyszłoby to taniej niż 11 dni forsownego marszu. A jednak... To pielgrzymowanie ma sens. Pielgrzymka to czas dzielenia się wiarą. Czas przypatrywania się swojej wierze, której tak często nie dostaje oraz wierze innych ludzi, starszych i młodszych. Jestem wdzięczny wszystkim pielgrzymom z Grupy św. Brata Alberta za to ich świadectwo, za to, że mogliśmy się wzajemnie ubogacić. Tyle ludzkiej życzliwości, tyle entuzjazmu i radości życia, które mają ogromną moc, zdolną przemieniać oblicze tej ziemi.&lt;br /&gt;Myślę, że warto choć raz w życiu przejść szlakiem pielgrzymki choćby dlatego, aby przekonać się, czy jest się w stanie ofiarować Bogu swoje cierpienie, a przez to przekonać się, że jeszcze wiele jest do zrobienia.&lt;br /&gt;W końcu "wiemy, że jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami, z daleka od Pana" (2 Kor 5,6)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-8011650107504043683?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/8011650107504043683/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=8011650107504043683' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8011650107504043683'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/8011650107504043683'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/07/refleksje-popielgrzymkowe.html' title='Refleksje popielgrzymkowe'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-6850764986204820537</id><published>2007-07-04T21:04:00.000+02:00</published><updated>2007-07-18T12:43:35.574+02:00</updated><title type='text'>W drogę z nami...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.pielgrzymka.przemyska.pl/images/rsgallery/original/15_141.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px;" src="http://www.pielgrzymka.przemyska.pl/images/rsgallery/original/15_141.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Już jutro. Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę. Wyruszam z pewną obawą, czy podołam trudom, ale i z wielką nadzieją, bo nie idę sam. Biorę ze sobą wszystkie intencje, których tak wiele. Biorę ludzi, których noszę w sercu, sprawy, które czekają na rozwiązanie. Nade wszystko chciałbym jednak, by była to pielgrzymka dziękczynna, za te wszystkie wielkie rzeczy, które uczynił mi Pan. Może dlatego nie pozwoliłem sobie skręcić nogi (pozdrawiam tych, którzy wiedzą, o co chodzi). Chociaż musiałem zrezygnować z ukochanej Oazy, wiem, że tego chce Pan.&lt;br /&gt;Proszę Was, kochani, o modlitewne wsparcie. Wasze sprawy i Was samych polecam Jasnogórskiej Pani. Wracam 15 lipca.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-6850764986204820537?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/6850764986204820537/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=6850764986204820537' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6850764986204820537'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6850764986204820537'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/07/w-drog-z-nami.html' title='W drogę z nami...'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-1679961318683467017</id><published>2007-07-02T14:20:00.000+02:00</published><updated>2007-08-10T21:35:47.621+02:00</updated><title type='text'>Trochę jak Filip</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255);" class="werset"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;W czasie podróży przybyli nad jakąś wodę: «Oto woda - powiedział &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);" class="podswietlenie"&gt;dworzanin&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);"&gt; - cóż przeszkadza, abym został ochrzczony?» &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);" class="werset"&gt;&lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);" name="W38"&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);" class="werset"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;I kazał zatrzymać wóz, i obaj, Filip i &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);" class="podswietlenie"&gt;dworzanin&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;, zeszli do wody. I ochrzcił go. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);" class="werset"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);"&gt;A kiedy wyszli z wody, Duch Pański porwał Filipa i &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);" class="podswietlenie"&gt;dworzanin&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(0, 0, 0);"&gt; już nigdy go nie widział. &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;(Dz 8, 36-39)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Wróciłem z Oazy. W takich chwilach jak ta człowiek poznaje, jak wielkim darem jest wspólnota. Kiedy trzeba się z nią rozstać. Coś musi się skończyć, żeby zacząć mogło się coś. Tak to już jest. Ale chociaż to wiemy, to jednak łzy płyną bez pytania. Tak po prostu. Bo przecież coś się przeżyło. Przez ten krótki czas było się razem na drodze do Boga. Było się Jego narzędziem. Było się z konkretnymi ludźmi, którzy już na zawsze pozostaną obecni w modlitwie, a jednak fizycznie&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 255, 255);"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;oddaleni. Nadal jesteśmy wspólnotą w Panu. I tak już zostanie. Niech Wam Pan błogosławi, drodzy uczestnicy Oazy Nowego Życia I stopnia z Hłudna. Bądźcie wierni.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic; color: rgb(255, 255, 255);"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-1679961318683467017?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/1679961318683467017/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=1679961318683467017' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1679961318683467017'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/1679961318683467017'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/07/troch-jak-filip.html' title='Trochę jak Filip'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3365586374256249601.post-6517924830074124297</id><published>2007-07-02T11:19:00.000+02:00</published><updated>2007-07-02T12:57:19.454+02:00</updated><title type='text'>Aby się nieco wytłumaczyć</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s1600-h/szemkel.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5082551833679028690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na początku witam serdecznie wszystkich przybyłych. Jestem Wam winien kilka słów wyjaśnienia. Otóż zawsze byłem przeciwnikiem blogowania. I nadal nie popieram blogowania na zasadzie spisywania swoich intymnych przeżyć, upubliczniania tego, co naprawdę nie powinno stać się publiczne. Jednak dostrzegam wiele pozytywów bloga. Jednym z nich jest możliwość dzielenia się z innymi swoimi spostrzeżeniami, przemyśleniami i opiniami na przeróżne tematy, które przynosi życie. Dlatego postanowiłem spróbować. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3365586374256249601-6517924830074124297?l=szem-kel.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://szem-kel.blogspot.com/feeds/6517924830074124297/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=3365586374256249601&amp;postID=6517924830074124297' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6517924830074124297'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3365586374256249601/posts/default/6517924830074124297'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://szem-kel.blogspot.com/2007/07/aby-si-nieco-wytumaczy.html' title='Aby się nieco wytłumaczyć'/><author><name>SZEMkel</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11335500841148485870</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s400/szemkel.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_enPgs5WKph0/RojZ9tby4dI/AAAAAAAAAAM/LBHjMV3_39g/s72-c/szemkel.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
